Z bijącym w szalonym tempie sercem przysłuchiwałem się wymianie zdań pomiędzy Jens'em, a jego współlokatorem. Nawet gdy usłyszałem, że oboje wracają po schodach na górę, bałem się chociażby wziąć głębszy oddech. Po chwili zacząłem kierować się do wyjścia z piwnicy. Cały czas uważałem, aby być jak najciszej. Upewniwszy się, że na klatce schodowej nikogo nie ma, wyszedłem szybkim krokiem z budynku. Na szczęście w pobliży nie było żadnych niemieckich żołnierzy, cywile zaś nigdy nie zapuszczali się w takie miejsca. Mogłem więc czuć się chwilowo bezpiecznym. Jednak wciąż pamiętałem, że w każdej chwili ktoś może się tu pojawić. Ja zaś nie będę miał jak wytłumaczyć tego, co tu robię z torbą jedzenia. Musiałem więc jak najszybciej stąd odejść. Niestety oznaczało to, że nie będę już miał okazji spotkać się więcej z Jens'em. Szkoda, bo jego osoba zaciekawiła mnie. Dotychczas wszyscy Niemcy wykazywali się w stosunku nie tylko do Żydów, ale w ogóle wszelkich innych narodowości uczuciami od skrajnej niechęci po obojętność w najlepszym wypadku. Zdążyłem go nawet trochę polubić. Teraz jednak musiałem skupić się na tym, aby niepostrzeżenie zniknąć z tego miejsca i wmieszać się w tłum. Wolałem nie korzystać z głównej drogi prowadzącej do dużej, metalowej bramy. Zamiast tego przeszedłem paroma mniejszymi uliczkami. Przez długi czas byłem bardzo zdenerwowany, bo nie znałem tej okolicy. Ponadto bałem się, że ktoś mnie zaczepi, że nie uda mi się niepostrzeżenie wrócić do domu. Musiałem znaleźć jakieś dobre miejsce, aby się ukryć. Był dzień, więc nie mogłem wrócić do getta, bo wszyscy z łatwością by to zauważyli. Spacerowanie po ulicy też nie było dobrym pomysłem. W końcu wylądowałem przed podupadłym barem przy jakiejś nieznanej mi ulicy. Jego wygląd odstraszyłby każdego, kto nie chce stracić życia. Uznałem go więc za idealną kryjówkę. Wszedłem do środka, trzymając za sobą torbę z jedzenie, aby jak najmniej rzucała się w oczy. Powietrze wewnątrz przesycone było zapachem dymu z tanich papierosów, alkoholu i potu. Przy stolikach siedzieli, a raczej leżeli na nich półprzytomni, pijani mężczyźni. Jedyną osobą, która obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem, była lawirująca z tacą i piwami między stolikami kelnerka. Szybko jednak skupiła się z powrotem na zbieraniu pustych kufli i szklanek i ponownym napełnianiu ich napojami bogów. Rozejrzałem się po wnętrzu. Dostrzegłem zniszczoną kanapę, stojącą w rogu pomieszczenia. Tam też udałem się szybkim krokiem. Usiadłem zaraz przy ścianie, stawiając torbę na podłodze pod stolikiem, między ścianą, a moją nogą. Planowałem przesiedzieć tutaj jak najdłużej, najlepiej aż do wieczora. Na szczęście kelnerka nie była mną specjalnie zainteresowana. Pewnie sądziła, że jak reszta klientów, wezwę ją samemu, kiedy będę chciał złożyć zamówienie. Teraz skupiłem się na obecnych w środku mężczyznach. Większość z nich wyglądało tak samo nieświeżo. Kilkudniowy zarost, przepocone i brudne ubrania. Mężczyźni albo spali, albo cicho ze sobą rozmawiali. O ile w ogóle ich bełkot można uznać za rozmowę. Jedynie w przeciwległym rogu baru ustawiony był stolik, przy którym pięciu mężczyzn grało w karty. Jeden z nich przykuł moją uwagę, gdyż różnił się od innych. Jego ruchy były zdecydowanie szybsze i zwinniejsze, a spojrzenie żywe i ani trochę mętne jak u jego towarzyszy. Prawdopodobnie nie wypił jeszcze tyle co oni. Różnił się także wyglądem, gdyż pomimo panującej w barze duchoty, miał na sobie czarny płaszcz i kapelusz, które wyglądały na dopiero co wyczyszczone. Niestety nie mogłem dokładnie dojrzeć jego twarzy. Niespodziewanie spojrzał znad swoich kart prosto na mnie. W jego wzroku ujrzałem coś, czego nie potrafiłem nawet nazwać, ale mocno mnie to wystraszyło. Odwróciłem się natychmiast w drugą stronę. Moje myśli powędrowały ku Jens'owi. Zastanowiłem się, co teraz robi. Z jego rozmowy ze współlokatorem wywnioskowałem, że wrócił z nim na górę. Miałem nadzieję, że zniknięcie jedzenia nie wydało się zbyt szybko, a przynajmniej, że ten drugi nie będzie zły na chłopaka.
<Jens?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam&Jens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam&Jens. Pokaż wszystkie posty
22.08.2017
20.08.2017
od Jens'a c.d od Adama
Nie zdążyliśmy nawet wyjść z budynku gdy na mojej drodze stanęła przeszkoda. Ciężki kloc który się ze mną zderzył, sprawił że prawie się wywróciłem, w ostatnim momencie jednak udało mi się złapać równowagę. Jeszcze nie zdążyłem zobaczyć jego twarzy, ale gdy tylko uderzył we mnie charakterystyczny zapach jego ciała, wiedziałem z kim mam do czynienia. Był to zapach tanich kradzionych perfum z dużą domieszką alkoholu, to musiał być Bennet.
Moje serce znów przyśpieszyło, jednak jakimś cudem udało mi się uspokoić na zewnątrz. Ukradkiem poszukałem wzrokiem Adama, który przecież szedł za mną. Jednak go nie znalazłem. Odetchnąłem z ulgą i zająłem się rozmową z współlokatorem.
- To ty Jens? Więc jednak zdecydowałeś się wrócić na służbę?
- Powiedzmy. - odpowiedziałem krótko. - A ty po co wróciłeś?
- Przypomniałem sobie o czymś ważnym, po co musiałem wrócić. - odpowiedział i przepchnął mnie abym zszedł mu z drogi do piwnicy.
Wtedy usłyszeliśmy dźwięk przewróconego drewnianego urządzenia, bezsprzecznie dobiegał z piwnicy. Wtedy zdałem sobie sprawę że to właśnie tam musiał ukryć się Adam, niepokój wrócił i o wile trudniej było mi go opanować.
- Słyszałeś to? - skomentował dźwięk Bennet.
Mężczyzna od zawsze miał problemy ze słuchem, byłem pewny że nawet jeśli rzeczywiście to usłyszał, nie miał pojęcia z którego miejsca dźwięk się wziął, dlatego w tym wypadku mogłem wykorzystać to na moją korzyść.
- Ale co . - odpowiedziałem udając zdziwienie.
Mężczyzna machnął ręką i zaczął schodzić na dół.
Nie miałem pojęcia co robić, a gdy Bennet pokonał większość schodków do piwnicy i znalazł się naprawdę niebezpiecznie blisko, krzyknąłem tylko:
- Bennet!
Ten odwrócił się zdziwiony że nagle mam do niego jakąś sprawę, mimo tego że chwilę wcześniej stał obok mnie, i odpowiedział jedynie pełne podirytowania:
- Co.
Mnie jednak zatkało, nie miałem żadnego pomysłu, czułem jak w tym momencie sam kopie dla siebie grub. Bennet znajdzie Adama, dowie się że jest żydem, Adam mnie wyda i oboje skończymy rozstrzelani pod moim własnym domem... w najlepszym wypadku.
- No co. -powiedział jeszcze bardziej podirytowany, zmuszając mnie abym w końcu się odezwał.
Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł, może nieco naciągany i głupi ale jedyny jaki w tamtej chwili miałem.
- Rzeczywiście coś słyszałem, nikogo przecież nie powinno być w kamienicy oprócz nas. Wszyscy są na służbie. Na dodatek wydaje mi się że to odgłosy z naszego domu, chodźmy lepiej to sprawdzić.
- Po co mi to mówisz, idź sam.
Popatrzyłem na niego zrezygnowany, to koniec. Zaraz wszystko wyjdzie na jaw, zacząłem już nawet w myślach odmawiać modlitwy. Nagle jednak z twarzy Benneta zniknęła złość a zawitało rozbawienie.
- Aaaaaa.... rozumiem. - powiedział nagle. - Boisz się iść sam, prawda Jensik?
Jego wytłumaczenie było dla mnie upokarzające, jednak sytuacja zmusiła mnie abym przytaknął.
Bennet zaśmiał się wchodząc z powrotem po schodach. Wiedziałem że lubi czuć się tym ,,odważniejszym" . Poklepał mnie po plecach i powiedział mijając mnie i kierując się do naszego mieszkania:
-No dobrze Jensik, wujek się zajmie tymi hałasami. Chodź za mną.
Kiedyś uduszę go za tego ,,Jensika" jednak teraz byłem zbyt szczęśliwy że póki co wyszedłem z tego cało, poszedłem z Bennetem na górę szukając ,, tajemniczych intruzów". I miałem tylko nadzieję ze Adam zdąży uciec z piwnicy podczas naszej nieobecności.
Adam?
Moje serce znów przyśpieszyło, jednak jakimś cudem udało mi się uspokoić na zewnątrz. Ukradkiem poszukałem wzrokiem Adama, który przecież szedł za mną. Jednak go nie znalazłem. Odetchnąłem z ulgą i zająłem się rozmową z współlokatorem.
- To ty Jens? Więc jednak zdecydowałeś się wrócić na służbę?
- Powiedzmy. - odpowiedziałem krótko. - A ty po co wróciłeś?
- Przypomniałem sobie o czymś ważnym, po co musiałem wrócić. - odpowiedział i przepchnął mnie abym zszedł mu z drogi do piwnicy.
Wtedy usłyszeliśmy dźwięk przewróconego drewnianego urządzenia, bezsprzecznie dobiegał z piwnicy. Wtedy zdałem sobie sprawę że to właśnie tam musiał ukryć się Adam, niepokój wrócił i o wile trudniej było mi go opanować.
- Słyszałeś to? - skomentował dźwięk Bennet.
Mężczyzna od zawsze miał problemy ze słuchem, byłem pewny że nawet jeśli rzeczywiście to usłyszał, nie miał pojęcia z którego miejsca dźwięk się wziął, dlatego w tym wypadku mogłem wykorzystać to na moją korzyść.
- Ale co . - odpowiedziałem udając zdziwienie.
Mężczyzna machnął ręką i zaczął schodzić na dół.
Nie miałem pojęcia co robić, a gdy Bennet pokonał większość schodków do piwnicy i znalazł się naprawdę niebezpiecznie blisko, krzyknąłem tylko:
- Bennet!
Ten odwrócił się zdziwiony że nagle mam do niego jakąś sprawę, mimo tego że chwilę wcześniej stał obok mnie, i odpowiedział jedynie pełne podirytowania:
- Co.
Mnie jednak zatkało, nie miałem żadnego pomysłu, czułem jak w tym momencie sam kopie dla siebie grub. Bennet znajdzie Adama, dowie się że jest żydem, Adam mnie wyda i oboje skończymy rozstrzelani pod moim własnym domem... w najlepszym wypadku.
- No co. -powiedział jeszcze bardziej podirytowany, zmuszając mnie abym w końcu się odezwał.
Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł, może nieco naciągany i głupi ale jedyny jaki w tamtej chwili miałem.
- Rzeczywiście coś słyszałem, nikogo przecież nie powinno być w kamienicy oprócz nas. Wszyscy są na służbie. Na dodatek wydaje mi się że to odgłosy z naszego domu, chodźmy lepiej to sprawdzić.
- Po co mi to mówisz, idź sam.
Popatrzyłem na niego zrezygnowany, to koniec. Zaraz wszystko wyjdzie na jaw, zacząłem już nawet w myślach odmawiać modlitwy. Nagle jednak z twarzy Benneta zniknęła złość a zawitało rozbawienie.
- Aaaaaa.... rozumiem. - powiedział nagle. - Boisz się iść sam, prawda Jensik?
Jego wytłumaczenie było dla mnie upokarzające, jednak sytuacja zmusiła mnie abym przytaknął.
Bennet zaśmiał się wchodząc z powrotem po schodach. Wiedziałem że lubi czuć się tym ,,odważniejszym" . Poklepał mnie po plecach i powiedział mijając mnie i kierując się do naszego mieszkania:
-No dobrze Jensik, wujek się zajmie tymi hałasami. Chodź za mną.
Kiedyś uduszę go za tego ,,Jensika" jednak teraz byłem zbyt szczęśliwy że póki co wyszedłem z tego cało, poszedłem z Bennetem na górę szukając ,, tajemniczych intruzów". I miałem tylko nadzieję ze Adam zdąży uciec z piwnicy podczas naszej nieobecności.
Adam?
9.08.2017
Od Adama c.d. Jens
- Ale... jak zamierzasz to ze sobą przemycić?- zapytał Jens, kiedy ja szykowałem się już do wyjścia.
- Muszę dojść do murów, licząc na to, że po drodze nikt mnie nie zaczepi, a potem przerzucić to na drugą stronę i przejść samemu w nadziei, że nikt nie zwróci na mnie uwagi- odparłem. To była stała strategia, z której korzystali wszyscy przemycający coś do getta.
- Twój plan w dużym stopniu opiera się na szczęściu- zauważył Jens.
- To prawda, ale tak jest zawsze- odpowiedziałem. Chłopak uniósł brwi, sygnalizując w ten sposób swoje zdziwienie. Ja zaś poczułem, że nie powinienem już dłużej zwlekać z odejściem. I tak Jens zrobił już dla mnie dużo dobrego, narażając się przy tym. Postanowiłem więc nie sprawiać mu już więcej kłopotu i czym prędzej odejść.
- Więc... jeszcze raz bardzo ci za wszystko dziękuję i... pójdę już- mimo skrępowania wydusiłem z siebie jakoś te kilka słów i skierowałem się w stronę drzwi.
- Zaczekaj!- usłyszałem za sobą głos Niemca. Przystanąłem więc i obróciłem się w jego stronę.
- Pójdę z tobą- rzucił krótko, ubierając się. Tym razem to ja spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
- Ale po co chcesz ze mną iść?
- Nikt nie odważy się zaczepić kogoś idącego w towarzystwie niemieckiego żołnierza, to raz. A dwa, i tak miałem być na służbie w tamtym rejonie. Więc mogę cię przy okazji odprowadzić. Przynajmniej będę miał większą pewność, że dotarłeś bezpiecznie do domu- wyjaśnił Jens. Chciałem zaprotestować, ale właściwie nie miałem jak, bo wszystko, co powiedział, brzmiało dość logicznie. Zaś nieskorzystanie z takiej pomocy byłoby jak strzelenie sobie z własnej woli w stopę. Po kilku minutach Jens był już gotowy. Wyszliśmy z mieszkania. Stanąłem obok, kiedy chłopak zamykał drzwi na klucz. Potem ruszyliśmy w dół wąską klatką schodową. Jens szedł przodem, przez co to on wpadł na mężczyznę, który dosłownie przepchnął się przez drzwi w bloku nie zważając na to, że ktoś właśnie z niego wychodził.
- Jens? Więc jednak zdecydowałeś się wrócić na swoją służbę?- gdy usłyszałem znajomy głos, od razu wiedziałem, do kogo należał. Miałem to szczęście, że Niemiec nie zdążył mnie zauważyć, a obok znajdowało się pomieszczenie ze schodami do piwnicy. Nie było tam nawet drzwi, więc mogłem szybko i bezszelestnie się tam schować.
- Powiedzmy. A ty po co wróciłeś?- zapytał Jens, zerkając za siebie. Przez chwilę zdawało mi się, że zauważyłem wyraz ulgi na jego twarzy, gdy zobaczył, że mnie tam nie ma.
- Przypomniałem sobie o czymś ważnym, po co bezzwłocznie musiałem wrócić- odparł mężczyzna, mijając chłopaka i kierując się w stronę piwnicy. Serce podskoczyło mi do gardła. Odwróciłem się i szybko, starając się zachować jak najciszej, zszedłem w głąb piwnicy. Liczyłem na to, że uda mi się znaleźć jakąś kryjówkę.
<Jens?>
- Muszę dojść do murów, licząc na to, że po drodze nikt mnie nie zaczepi, a potem przerzucić to na drugą stronę i przejść samemu w nadziei, że nikt nie zwróci na mnie uwagi- odparłem. To była stała strategia, z której korzystali wszyscy przemycający coś do getta.
- Twój plan w dużym stopniu opiera się na szczęściu- zauważył Jens.
- To prawda, ale tak jest zawsze- odpowiedziałem. Chłopak uniósł brwi, sygnalizując w ten sposób swoje zdziwienie. Ja zaś poczułem, że nie powinienem już dłużej zwlekać z odejściem. I tak Jens zrobił już dla mnie dużo dobrego, narażając się przy tym. Postanowiłem więc nie sprawiać mu już więcej kłopotu i czym prędzej odejść.
- Więc... jeszcze raz bardzo ci za wszystko dziękuję i... pójdę już- mimo skrępowania wydusiłem z siebie jakoś te kilka słów i skierowałem się w stronę drzwi.
- Zaczekaj!- usłyszałem za sobą głos Niemca. Przystanąłem więc i obróciłem się w jego stronę.
- Pójdę z tobą- rzucił krótko, ubierając się. Tym razem to ja spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
- Ale po co chcesz ze mną iść?
- Nikt nie odważy się zaczepić kogoś idącego w towarzystwie niemieckiego żołnierza, to raz. A dwa, i tak miałem być na służbie w tamtym rejonie. Więc mogę cię przy okazji odprowadzić. Przynajmniej będę miał większą pewność, że dotarłeś bezpiecznie do domu- wyjaśnił Jens. Chciałem zaprotestować, ale właściwie nie miałem jak, bo wszystko, co powiedział, brzmiało dość logicznie. Zaś nieskorzystanie z takiej pomocy byłoby jak strzelenie sobie z własnej woli w stopę. Po kilku minutach Jens był już gotowy. Wyszliśmy z mieszkania. Stanąłem obok, kiedy chłopak zamykał drzwi na klucz. Potem ruszyliśmy w dół wąską klatką schodową. Jens szedł przodem, przez co to on wpadł na mężczyznę, który dosłownie przepchnął się przez drzwi w bloku nie zważając na to, że ktoś właśnie z niego wychodził.
- Jens? Więc jednak zdecydowałeś się wrócić na swoją służbę?- gdy usłyszałem znajomy głos, od razu wiedziałem, do kogo należał. Miałem to szczęście, że Niemiec nie zdążył mnie zauważyć, a obok znajdowało się pomieszczenie ze schodami do piwnicy. Nie było tam nawet drzwi, więc mogłem szybko i bezszelestnie się tam schować.
- Powiedzmy. A ty po co wróciłeś?- zapytał Jens, zerkając za siebie. Przez chwilę zdawało mi się, że zauważyłem wyraz ulgi na jego twarzy, gdy zobaczył, że mnie tam nie ma.
- Przypomniałem sobie o czymś ważnym, po co bezzwłocznie musiałem wrócić- odparł mężczyzna, mijając chłopaka i kierując się w stronę piwnicy. Serce podskoczyło mi do gardła. Odwróciłem się i szybko, starając się zachować jak najciszej, zszedłem w głąb piwnicy. Liczyłem na to, że uda mi się znaleźć jakąś kryjówkę.
<Jens?>
7.08.2017
od Jens'a c.d od Adama
Z jednej strony byłem wściekły na tą zapijaczoną świnię, która zabrała zakupy staruszce. Ale z drugiej strony, dzięki niemu teraz mam już co dać Adamowi. W sumie nie powinienem się rządzić jego jedzeniem, ale przecież tak naprawdę ono nie jest nawet jego .
- Myślę że dzięki temu niespodziewanemu spotkaniu nasz problem się rozwiązał. - powiedziałem nagle przerywając ciszę.
Adam popatrzył na mnie pytająco. Podszedłem do siatki i zacząłem z niej wyjmować to co jeszcze się nie wysypało. Znalazłem tam różne warzywa, owoce i pieczywo. Popatrzyłem na Adama.
- Teraz już nie musisz wracać z pustymi rękami. - powiedziałem w jego stronę.
Chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem ale widziałem że jest szczęśliwy.
Zacząłem z powrotem pakować nieco produktów do siatki.
- Wybacz ale nie mogę dać ci wszystkiego. Mój współlokator nie uwierzy że zjadłem sam wszystko i mogę mieć przez to problemy.
Podszedłem do chłopaka i podałem mu do połowy wypełnioną siatkę. On wziął ją wpatrując się w jej zawartość dalej z niedowierzaniem.
Było mi strasznie głupio że nie mogę dać mu wszystkiego. Jednak wolałbym nie narażać się Bennetowi ( tak ma imie mój współlokator). Może i jest zapijaczonym niepoważnym żołnierzem, i może okazuje mi umiarkowaną sympatię, ale i tak nie chcę mu podpadać, szczególnie jeśli mieszkamy pod jednym dachem.
Westchnąłem i popatrzyłem na chłopaka:
- Jak dużo osób musisz wykarmić tam w getcie? - zapytałem.
- Sześć.
Domyśliłem się że nie policzył siebie aby powiedzieć mi mniejszą liczbę. Po raz kolejny popatrzyłem na zawartość siatki, czy to wystarczy dla 7 osób? Z zamyślenia wyrwał mnie Adam.
- Dziękuję ci .
Popatrzyłem na niego zdziwiony a po chwili się uśmiechnąłem.
- Podziękujesz mi dopiero wtedy gdy wrócisz bezpiecznie do swojej rodziny.
W mojej głowie narodził się nowy problem, jak niepostrzeżenie Adam ma wrócić do getta z zapasem jedzenia?
Adam?
- Myślę że dzięki temu niespodziewanemu spotkaniu nasz problem się rozwiązał. - powiedziałem nagle przerywając ciszę.
Adam popatrzył na mnie pytająco. Podszedłem do siatki i zacząłem z niej wyjmować to co jeszcze się nie wysypało. Znalazłem tam różne warzywa, owoce i pieczywo. Popatrzyłem na Adama.
- Teraz już nie musisz wracać z pustymi rękami. - powiedziałem w jego stronę.
Chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem ale widziałem że jest szczęśliwy.
Zacząłem z powrotem pakować nieco produktów do siatki.
- Wybacz ale nie mogę dać ci wszystkiego. Mój współlokator nie uwierzy że zjadłem sam wszystko i mogę mieć przez to problemy.
Podszedłem do chłopaka i podałem mu do połowy wypełnioną siatkę. On wziął ją wpatrując się w jej zawartość dalej z niedowierzaniem.
Było mi strasznie głupio że nie mogę dać mu wszystkiego. Jednak wolałbym nie narażać się Bennetowi ( tak ma imie mój współlokator). Może i jest zapijaczonym niepoważnym żołnierzem, i może okazuje mi umiarkowaną sympatię, ale i tak nie chcę mu podpadać, szczególnie jeśli mieszkamy pod jednym dachem.
Westchnąłem i popatrzyłem na chłopaka:
- Jak dużo osób musisz wykarmić tam w getcie? - zapytałem.
- Sześć.
Domyśliłem się że nie policzył siebie aby powiedzieć mi mniejszą liczbę. Po raz kolejny popatrzyłem na zawartość siatki, czy to wystarczy dla 7 osób? Z zamyślenia wyrwał mnie Adam.
- Dziękuję ci .
Popatrzyłem na niego zdziwiony a po chwili się uśmiechnąłem.
- Podziękujesz mi dopiero wtedy gdy wrócisz bezpiecznie do swojej rodziny.
W mojej głowie narodził się nowy problem, jak niepostrzeżenie Adam ma wrócić do getta z zapasem jedzenia?
Adam?
2.08.2017
Od Adama c.d. Jens
Ukryty w szafie, doskonale słyszałem wymianę zdań między Jens'em, a nowoprzybyłym. Cały czas obawiałem się, żeby nagle nie zechciał z jakiegoś powodu otworzyć tej szafy. Starałem się uspokoić i oddychać jak najciszej. Gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami, odetchnąłem z ulgą. Ta sytuacja ostatecznie przekonała mnie, że nie mam do czynienia z typowym niemieckim żołnierzem. Spotkało mnie ogromne szczęście, że to właśnie on mnie nakrył i zdecydował się jeszcze mi dalej pomagać, pomimo tego, jak go na początku potraktowałem. Niepewnie uchyliłem drzwi szafy i wyszedłem na zewnątrz. Jens stał oparty o szafkę, wpatrującą się w leżącą na stole siatkę z trudnym do odczytania wyrazem twarzy. Było to coś między wściekłością, a zrezygnowaniem.
- Kto to był?- zapytałem.
- Mój współlokator- odpowiedział po chwili chłopak. Powrócił do normalnego stanu i spojrzał na mnie, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o mojej obecności.
- Szybko wróci? Może powinienem już wracać?- spytałem. W odpowiedzi Jens pokręcił głową i dodał:
- Raczej nie. Pewnie poszedł dokończyć popijawę z kolegami.
- Mówił coś o jakiejś służbie- powiedziałem po chwili namysłu.
- No tak, miałem być dzisiaj na niej, bo jest moja kolej. Właśnie wtedy natknąłem się na ciebie.
- Wybacz, nie chciałem ci przeszkadzać- odparłem szybko.
- Nie przeszkodziłeś. Musiałem wszystko sprawdzić, a nawet jakbym na ciebie nie wpadł i tak czekałby mnie pewnie kolejny nudny patrol, w czasie gdy reszta piłaby do nieprzytomności w barze. Wiec co za różnica, czy marnuję czas służby u siebie w domu, czy pijąc w jakiejś knajpie- powiedział Jens.
- Myślałem, że Niemcy zawsze przestrzegają wszelkich praw i regulaminów, które ich obowiązują. I że najważniejsza dla nich jest służba dla Hitlera.
- W takim razie jeszcze niewiele wiesz. Nie każdy Niemiec jest taki sam. Spójrz na mnie. Wyglądam na kogoś, dla kogo najważniejsza jest służba dla kogoś takiego jak on?- zapytał Jens.
- Nie- odparłem.
- Więc co teraz robimy?- dodałem po chwili. Chłopak westchnął.
- Daj mi chwilę, muszę wszystko przemyśleć- odparł.
<Jens?>
- Kto to był?- zapytałem.
- Mój współlokator- odpowiedział po chwili chłopak. Powrócił do normalnego stanu i spojrzał na mnie, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o mojej obecności.
- Szybko wróci? Może powinienem już wracać?- spytałem. W odpowiedzi Jens pokręcił głową i dodał:
- Raczej nie. Pewnie poszedł dokończyć popijawę z kolegami.
- Mówił coś o jakiejś służbie- powiedziałem po chwili namysłu.
- No tak, miałem być dzisiaj na niej, bo jest moja kolej. Właśnie wtedy natknąłem się na ciebie.
- Wybacz, nie chciałem ci przeszkadzać- odparłem szybko.
- Nie przeszkodziłeś. Musiałem wszystko sprawdzić, a nawet jakbym na ciebie nie wpadł i tak czekałby mnie pewnie kolejny nudny patrol, w czasie gdy reszta piłaby do nieprzytomności w barze. Wiec co za różnica, czy marnuję czas służby u siebie w domu, czy pijąc w jakiejś knajpie- powiedział Jens.
- Myślałem, że Niemcy zawsze przestrzegają wszelkich praw i regulaminów, które ich obowiązują. I że najważniejsza dla nich jest służba dla Hitlera.
- W takim razie jeszcze niewiele wiesz. Nie każdy Niemiec jest taki sam. Spójrz na mnie. Wyglądam na kogoś, dla kogo najważniejsza jest służba dla kogoś takiego jak on?- zapytał Jens.
- Nie- odparłem.
- Więc co teraz robimy?- dodałem po chwili. Chłopak westchnął.
- Daj mi chwilę, muszę wszystko przemyśleć- odparł.
<Jens?>
od Jens'a c.d od Adama
- A ty zamierzasz uciekać z tego świata? - zapytał chłopak.
Nie do końca zrozumiałem jego pytanie , i musiałem się chwile nad nim zastanowić. W końcu jednak odpowiedziałem:
- Chciałbym , ale nie umiem. Jestem zbyt wielkim tchórzem. I obiecałem sobie że dopóki mi się to nie uda odpokutuje za swoje grzechy.
- Myślałem że żołnierze są ateistami. Szczególnie niemieccy. - stwierdził.
Uśmiechnąłem się:
- Tak jak już zauważyłeś, nieco się od nich różnię. - westchnąłem. - A ty zamierzasz uciekać?
- Choćbym chciał nie mogę.
- Dlaczego? - zapytałem jednak on nie odpowiedział. Wtedy zrozumiałem. - Nie jesteś na tym świecie sam, prawda?
Prawie niezauważalnie pokiwał głową.
- Szczęściarz. - powiedziałem nagle. - Co teraz zamierzasz?
- Muszę wrócić do getta. - powiedział. - Muszę im pomóc.
- Tym kawałkiem chleba raczej nikogo nie nakarmisz. - stwierdziłem. - Nie mam już pieniędzy, ani jedzenia. Nie wiem jak mogę ci pomóc.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, a raczej walną w nie z całej siły. Popatrzyłem przestraszony na Adama i kazałem mu się schować do szafy. Chłopak od razu wykonał mój rozkaz, a ja przestraszny podszedłem do drzwi, po czym je otworzyłem. Moje serce nieco się uspokoiło gdy zobaczyłem znajomą twarz.
- Po co to zamykasz? Przecież wiesz że nie mam kluczy. - krzyknął niższy ode mnie mężczyzna po czym popychnął mnie abym zrobił mu miejsce, po czym wszedł do mieszkania.
Był to mój współlokator, oczywiście też żołnierz. Niesamowicie zapijaczony zresztą. Nawet teraz dało się od niego czuć woń alkoholu.
Rzucił na stół jakąś siatkę z której wysypało się jedzenie, po czym oparł się o blat w kuchni i zapalił papierosa.
- A ty młody nie powinieneś być na służbie? - zwrócił się do mnie. Po czym popatrzył na wpół zjedzony bochenek chleba który jeszcze pare minut temu jadł Adam . - Aj.. ty to nie umiesz o siebie zadbać. Pożerasz suchy chleb kiedy można jeść takie rarytasy. - wskazał na torbę z jedzeniem która przyniósł.
- Skąd to masz? - zapytałem podchodząc.
- Od miłej starszej pani. - zaśmiał się.
- Ukradłeś to. -powiedziałem zaciskając pięści.
- Nie no co ty. Ja tylko pomogłem nieść starszej pani zakupy, a ona w nagrodę dała mi jedną siatkę.
Westchnąłem, a on mówił dalej:
- To co dostajemy w wojsku, to stanowzo za mało. . Dobrze że chociaż mamy takie przywileje. - podszedł do mnie i poklepał mnie po policzku. - Gdyby nie ja nie miał byś takich rarytasów, doceń to chłopczyku.
Po czym rzucił niedopałek na podłogę i przydeptał. Nienawidziłem z nim mieszkać. Był to zwykły oszust i brudas, który przyjechał do Warszawy dla takich ,,przywilejów".
- No dobra to ja uciekam. Chciałem tylko zostawić ,,zakupy" .A ty młody lepiej wracaj tam gdzie powinieneś być.
Powiedział po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Adam?
Nie do końca zrozumiałem jego pytanie , i musiałem się chwile nad nim zastanowić. W końcu jednak odpowiedziałem:
- Chciałbym , ale nie umiem. Jestem zbyt wielkim tchórzem. I obiecałem sobie że dopóki mi się to nie uda odpokutuje za swoje grzechy.
- Myślałem że żołnierze są ateistami. Szczególnie niemieccy. - stwierdził.
Uśmiechnąłem się:
- Tak jak już zauważyłeś, nieco się od nich różnię. - westchnąłem. - A ty zamierzasz uciekać?
- Choćbym chciał nie mogę.
- Dlaczego? - zapytałem jednak on nie odpowiedział. Wtedy zrozumiałem. - Nie jesteś na tym świecie sam, prawda?
Prawie niezauważalnie pokiwał głową.
- Szczęściarz. - powiedziałem nagle. - Co teraz zamierzasz?
- Muszę wrócić do getta. - powiedział. - Muszę im pomóc.
- Tym kawałkiem chleba raczej nikogo nie nakarmisz. - stwierdziłem. - Nie mam już pieniędzy, ani jedzenia. Nie wiem jak mogę ci pomóc.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, a raczej walną w nie z całej siły. Popatrzyłem przestraszony na Adama i kazałem mu się schować do szafy. Chłopak od razu wykonał mój rozkaz, a ja przestraszny podszedłem do drzwi, po czym je otworzyłem. Moje serce nieco się uspokoiło gdy zobaczyłem znajomą twarz.
- Po co to zamykasz? Przecież wiesz że nie mam kluczy. - krzyknął niższy ode mnie mężczyzna po czym popychnął mnie abym zrobił mu miejsce, po czym wszedł do mieszkania.
Był to mój współlokator, oczywiście też żołnierz. Niesamowicie zapijaczony zresztą. Nawet teraz dało się od niego czuć woń alkoholu.
Rzucił na stół jakąś siatkę z której wysypało się jedzenie, po czym oparł się o blat w kuchni i zapalił papierosa.
- A ty młody nie powinieneś być na służbie? - zwrócił się do mnie. Po czym popatrzył na wpół zjedzony bochenek chleba który jeszcze pare minut temu jadł Adam . - Aj.. ty to nie umiesz o siebie zadbać. Pożerasz suchy chleb kiedy można jeść takie rarytasy. - wskazał na torbę z jedzeniem która przyniósł.
- Skąd to masz? - zapytałem podchodząc.
- Od miłej starszej pani. - zaśmiał się.
- Ukradłeś to. -powiedziałem zaciskając pięści.
- Nie no co ty. Ja tylko pomogłem nieść starszej pani zakupy, a ona w nagrodę dała mi jedną siatkę.
Westchnąłem, a on mówił dalej:
- To co dostajemy w wojsku, to stanowzo za mało. . Dobrze że chociaż mamy takie przywileje. - podszedł do mnie i poklepał mnie po policzku. - Gdyby nie ja nie miał byś takich rarytasów, doceń to chłopczyku.
Po czym rzucił niedopałek na podłogę i przydeptał. Nienawidziłem z nim mieszkać. Był to zwykły oszust i brudas, który przyjechał do Warszawy dla takich ,,przywilejów".
- No dobra to ja uciekam. Chciałem tylko zostawić ,,zakupy" .A ty młody lepiej wracaj tam gdzie powinieneś być.
Powiedział po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Adam?
31.07.2017
Od Adama c.d. Jens
Nie powiem, słowa tego chłopaka zrobiły na mnie duże wrażenie, a jeszcze większe, kiedy zobaczyłem łzy w jego oczach. Oczywiście wiedziałem, że Niemcy to doskonali manipulanci, ale nie uważałem, żeby ktoś mógł udawać aż tak dobrze. Dlatego postanowiłem dać mu szansę. Zresztą, jeśli ma wobec mnie jakieś złe zamiary, to nic mi już nie pomoże, skoro pozwoliłem się tutaj jednak zaciągnąć. Poprawiłem się na krześle, sięgając niepewnie po kromkę chleba. Ugryzłem kawałek i zacząłem rzuć. Dopiero po połknięciu pierwszego kęsa zdołałem zapytać.
- Dlaczego... mówisz takie rzeczy?- spytałem, nie bardzo wiedząc, jak powinienem sformułować pytanie.
- Jakie?- chłopak autentycznie zdawał się nie wiedzieć, o co mi chodzi.
- No..., że chcesz odejść z tego świata.
- Bo tak jest- odparł krótko. Zdziwiło mnie to, z jaką lekkością to powiedział.
- Ale dlaczego tego chcesz?- nie ustępowałem, gdyż bardzo chciałem się dowiedzieć, co skłoniło tego chłopaka do tak radykalnych postanowień.
- Chyba po prostu uważam, że to jedyny sposób na uratowanie się z tego tonącego okrętu, którym stał się ten świat- odparł. Na następnych kilka minut zapanowała między nami cisza. Skupiłem się na jedzeniu i moich przemyśleniach dotyczących tego chłopaka. Nadal nie ufałem mu do końca, ale, chcąc nie chcąc, musiałem przyznać mu rację. Bo poniekąd ją miał, ten świat stał się tonącym okrętem. Ale ja sam nigdy nie pomyślałbym, że śmierć mogłaby być sposobem ucieczek. A już w ogóle, że jedynym. Nie potrafiłbym tak pomyśleć, bo to do mnie nie podobne i zabrania tego Bóg. I chociaż bardzo boli mnie wszystko, co się dzieje dookoła, nigdy bym się na coś takiego nie zdecydował. Spojrzałem na chłopaka i zdałem sobie sprawę, że przez ten czas cały czas się na mnie patrzył. Kiedy zaś przeniosłem wzrok na chleb, ze zdziwieniem zaobserwowałem, że brakuje już widocznej jego ilości. Czyżbym przez ten czas tyle zjadł i tego nie zauważył? Pomyślałem, że zamiast skupiać się na swoich głupich przemyśleniach, mogłem zabrać trochę chleba, żeby podzielić się nim z bliskimi. Nadal byłem bardzo głodny, ale przeniosłem wzrok znów na chłopaka, by spróbować odczytać coś z wyrazu jego twarzy. Niestety, niewiele mi to pomogło. Sięgnąłem wiec po kolejną kromkę.
- Jak masz właściwie na imię?- omal nie podskoczyłem, gdy Niemiec nagle się odezwał.
- A-adam. A ty?- powiedziałem w końcu.
- Jens- znów zapadła chwila ciszy, ale tym razem była ona bardzo krótka. Gorączkowo zastanawiałem się, jak zadać to pytanie.
- A ty zamierzasz uciekać z tego świata?- zapytałem wreszcie, choć tak naprawdę nie powinien mnie obchodzić los niemieckiego żołnierza. Ale z drugiej strony ten jeden, w przeciwieństwie do całej reszty, nie chciał mnie zabić, a nawet mi pomógł.
<Jens? Spoko>
- Dlaczego... mówisz takie rzeczy?- spytałem, nie bardzo wiedząc, jak powinienem sformułować pytanie.
- Jakie?- chłopak autentycznie zdawał się nie wiedzieć, o co mi chodzi.
- No..., że chcesz odejść z tego świata.
- Bo tak jest- odparł krótko. Zdziwiło mnie to, z jaką lekkością to powiedział.
- Ale dlaczego tego chcesz?- nie ustępowałem, gdyż bardzo chciałem się dowiedzieć, co skłoniło tego chłopaka do tak radykalnych postanowień.
- Chyba po prostu uważam, że to jedyny sposób na uratowanie się z tego tonącego okrętu, którym stał się ten świat- odparł. Na następnych kilka minut zapanowała między nami cisza. Skupiłem się na jedzeniu i moich przemyśleniach dotyczących tego chłopaka. Nadal nie ufałem mu do końca, ale, chcąc nie chcąc, musiałem przyznać mu rację. Bo poniekąd ją miał, ten świat stał się tonącym okrętem. Ale ja sam nigdy nie pomyślałbym, że śmierć mogłaby być sposobem ucieczek. A już w ogóle, że jedynym. Nie potrafiłbym tak pomyśleć, bo to do mnie nie podobne i zabrania tego Bóg. I chociaż bardzo boli mnie wszystko, co się dzieje dookoła, nigdy bym się na coś takiego nie zdecydował. Spojrzałem na chłopaka i zdałem sobie sprawę, że przez ten czas cały czas się na mnie patrzył. Kiedy zaś przeniosłem wzrok na chleb, ze zdziwieniem zaobserwowałem, że brakuje już widocznej jego ilości. Czyżbym przez ten czas tyle zjadł i tego nie zauważył? Pomyślałem, że zamiast skupiać się na swoich głupich przemyśleniach, mogłem zabrać trochę chleba, żeby podzielić się nim z bliskimi. Nadal byłem bardzo głodny, ale przeniosłem wzrok znów na chłopaka, by spróbować odczytać coś z wyrazu jego twarzy. Niestety, niewiele mi to pomogło. Sięgnąłem wiec po kolejną kromkę.
- Jak masz właściwie na imię?- omal nie podskoczyłem, gdy Niemiec nagle się odezwał.
- A-adam. A ty?- powiedziałem w końcu.
- Jens- znów zapadła chwila ciszy, ale tym razem była ona bardzo krótka. Gorączkowo zastanawiałem się, jak zadać to pytanie.
- A ty zamierzasz uciekać z tego świata?- zapytałem wreszcie, choć tak naprawdę nie powinien mnie obchodzić los niemieckiego żołnierza. Ale z drugiej strony ten jeden, w przeciwieństwie do całej reszty, nie chciał mnie zabić, a nawet mi pomógł.
<Jens? Spoko>
30.07.2017
od Jens'a c.d od Adama
W końcu znaleźliśmy się w moim małym mieszkaniu. Mieszkałem w kamienicy która wcześniej została zarekwirowana przez gestapo, specjalnie żeby tacy jak ja mieli gdzie spać. Tym samym pozbawiając około 30 osób dachu nad głową. Może to nieodpowiedzialne że prowadzę go w tak zwaną ,,paszczę lwa", w końcu oprócz mnie mogą pojawić się tu też inni żołnierze, ale nie mam żadnego innego miejsca gdzie mógłbym go ukryć. Chłopak nie odezwał się ani słowem. Wprowadziłem go do mieszkania i posadziłem w jadalni. Po czym podałem mu szklankę wody, i usiadłem niedaleko.
- Czemu nie poczekałeś?- zapytałem.
- A co ty byś zrobił na moim miejscu. - odpowiedział pytaniem na pytanie, po czym wziął ostatni łyk wody.
Widać było że nie jest w zbyt dobrym stanie, na pewno był okropnie głodny, szkoda tylko że nie mogę go nakarmić tym co wtedy kupiłem. Teraz musi zadowolić się tym co mam, czyli jednym marnym chlebem.
Podałem mu pieczywo.
- Przepraszam nie mam tutaj nic więcej.
Popatrzył na mnie i chociaż widziałem że walczy z samym sobą nie wziął chleba do ręki.
Położyłem go więc na stole, i usiadłem nieco dalej aby czuł się chodź o drobinę bardziej komfortowo.
- Co ja teraz mam z tobą zrobić. - powiedziałem patrząc na chleb który czekał aż mój gość zdecyduje się jednak go zjeść.
- Co ja... mam teraz zrobić. - odpowiedział również na mnie nie patrząc.
- No ja na twoim miejscu coś bym zjadł. - uśmiechnąłem się. - Nie wiem co jeszcze mam zrobić abyś mi zaufał. Rozumiem twoje zachowanie, ale z takim podejściem nie będę mógł ci pomóc. A trudno ci będzie znaleźć kogoś innego, nie wyobrażasz sobie nawet jakie kary są teraz za pomaganie takim jak ty.
- W takim razie dlaczego to robisz?
- Bo tak w sumie... Mi jest już wszystko jedno. Chciałbym po prostu odejść z tego świata z myślą że dzięki mnie komuś jednak żyło się lepiej. - teraz moje oczy jak zwykle stały się szklane - Chcę odpłacić za to całe zło które wyrządziłem temu światu .
Adam? ( wybacz że tak późno, ale ostatnio internet mi szwankuje )
- Czemu nie poczekałeś?- zapytałem.
- A co ty byś zrobił na moim miejscu. - odpowiedział pytaniem na pytanie, po czym wziął ostatni łyk wody.
Widać było że nie jest w zbyt dobrym stanie, na pewno był okropnie głodny, szkoda tylko że nie mogę go nakarmić tym co wtedy kupiłem. Teraz musi zadowolić się tym co mam, czyli jednym marnym chlebem.
Podałem mu pieczywo.
- Przepraszam nie mam tutaj nic więcej.
Popatrzył na mnie i chociaż widziałem że walczy z samym sobą nie wziął chleba do ręki.
Położyłem go więc na stole, i usiadłem nieco dalej aby czuł się chodź o drobinę bardziej komfortowo.
- Co ja teraz mam z tobą zrobić. - powiedziałem patrząc na chleb który czekał aż mój gość zdecyduje się jednak go zjeść.
- Co ja... mam teraz zrobić. - odpowiedział również na mnie nie patrząc.
- No ja na twoim miejscu coś bym zjadł. - uśmiechnąłem się. - Nie wiem co jeszcze mam zrobić abyś mi zaufał. Rozumiem twoje zachowanie, ale z takim podejściem nie będę mógł ci pomóc. A trudno ci będzie znaleźć kogoś innego, nie wyobrażasz sobie nawet jakie kary są teraz za pomaganie takim jak ty.
- W takim razie dlaczego to robisz?
- Bo tak w sumie... Mi jest już wszystko jedno. Chciałbym po prostu odejść z tego świata z myślą że dzięki mnie komuś jednak żyło się lepiej. - teraz moje oczy jak zwykle stały się szklane - Chcę odpłacić za to całe zło które wyrządziłem temu światu .
Adam? ( wybacz że tak późno, ale ostatnio internet mi szwankuje )
24.07.2017
Od Adama c.d. Jens
Gdy się ocknąłem, potrzebowałem chwili, żeby zrozumieć, co się wokół mnie dzieje. Jednak zaraz jak tylko zobaczyłem całe zamieszanie i pochylającego się nade mną żołnierza, od razu otrzeźwiałem. Rozpoznałem w nim spotkanego wcześniej chłopaka. Bez słowa pomógł mi wstać i zaczął gdzieś prowadzić. Nie protestowałem, nawet się nie odzywałem. Głównie dlatego, że nadal nie najlepiej się czuję. Mimo to niepokoiło mnie dokąd i po co on mnie prowadzi. Rozejrzałem się po otoczeniu, ale mijane przez nas budynki nie za wiele mi pomogły. Trochę przez to wszystko się pogubiłem, ale pewien byłem, że na pewno nie zmierzamy w stronę żadnego więzienia. Może do siedziby policji? Może to ostatnia szansa, żeby spróbować się wyrwać i ujść cało z życiem- pomyślałem. Spojrzałem na chłopaka. Prowadził mnie spokojnie, z lekkim tylko pośpiechem. Nie sprawiał wrażenia, jakby był jedną z tych sadystycznych bestii, wręcz przeciwnie. Spróbowałem go sobie wyobrazić odbierającego komuś życie, ale nie byłem w stanie. Być może los choć raz się do mnie uśmiechnął i trafiłem na jednego z tych mniej złych niemieckich żołnierzy? Mimo to nadal wolałem się mieć na baczności.
- Dokąd idziemy?- zapytałem wreszcie, choć większa część mnie bała się tego, jaką odpowiedź mogę otrzymać.
- Do mojego domu- odparł chłopak. Spojrzałem na niego wzrokiem tak zdziwionym, że gdy tylko to zobaczył, dodał:
- Nie patrz się na mnie, jakbym ci właśnie powiedział, że świnie umieją latać.
Co ja mogłem poradzić na to, że ta informacja mnie tak zszokowała? Spodziewałem się wszystkiego, więzienia, siedziby gestapo, powrotu do getta, ale wizyty w domu Niemca? W dodatku żołnierza? Miałem co do tego mieszane uczucia. Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle, że tam idziemy. A może on tylko żartował.
- Ale naprawdę? Po co?
- Muszę się tobą zająć, bo wyglądasz, jakbyś miał zaraz umrzeć- odparł chłopak. Choć chwilę wcześniej wydawało mi się niemożliwe, żeby coś zaszokowało mnie bardziej niż to, że idę do domu niemieckiego żołnierza, właśnie teraz taka sytuacja miała miejsce.
- Dlaczego chciałeś, żebym zaczekał na ciebie w tej uliczce?- zapytałem mimowolnie, gdyż nadal nie mogłem dojść do siebie po tych rewelacjach.
- Chciałem ci kupić trochę jedzenia- odpowiedział Niemiec. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. On mówił na serio, czy tylko żartował? Nie, to niemożliwe, żeby to było naprawdę. Przecież niemieccy żołnierze są pewnie jakoś specjalnie szkoleni, żeby bez mrugnięcia okiem upokarzać i zabijać takich jak ja. To nie może być prawda. Więc co? Może to jakaś pułapka?- przez moją głowę w ułamku sekundy przeleciało wiele myśli. Jak już wspomniałem, miałem do wyboru spokojnie iść z nim lub spróbować się wyrwać. Czułem się już trochę lepiej, ale nadal zastanawiałem się, czy zaryzykować. Jak daleko zdążyłbym zabiec, nim znów opadłbym z sił? Tego nawet ja nie mogłem być pewien. Wtem ciszę znów przerwał głos Niemca:
- Nie martw się, to już niedaleko- powiedział.
<Jens? Spoko:)>
- Dokąd idziemy?- zapytałem wreszcie, choć większa część mnie bała się tego, jaką odpowiedź mogę otrzymać.
- Do mojego domu- odparł chłopak. Spojrzałem na niego wzrokiem tak zdziwionym, że gdy tylko to zobaczył, dodał:
- Nie patrz się na mnie, jakbym ci właśnie powiedział, że świnie umieją latać.
Co ja mogłem poradzić na to, że ta informacja mnie tak zszokowała? Spodziewałem się wszystkiego, więzienia, siedziby gestapo, powrotu do getta, ale wizyty w domu Niemca? W dodatku żołnierza? Miałem co do tego mieszane uczucia. Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle, że tam idziemy. A może on tylko żartował.
- Ale naprawdę? Po co?
- Muszę się tobą zająć, bo wyglądasz, jakbyś miał zaraz umrzeć- odparł chłopak. Choć chwilę wcześniej wydawało mi się niemożliwe, żeby coś zaszokowało mnie bardziej niż to, że idę do domu niemieckiego żołnierza, właśnie teraz taka sytuacja miała miejsce.
- Dlaczego chciałeś, żebym zaczekał na ciebie w tej uliczce?- zapytałem mimowolnie, gdyż nadal nie mogłem dojść do siebie po tych rewelacjach.
- Chciałem ci kupić trochę jedzenia- odpowiedział Niemiec. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. On mówił na serio, czy tylko żartował? Nie, to niemożliwe, żeby to było naprawdę. Przecież niemieccy żołnierze są pewnie jakoś specjalnie szkoleni, żeby bez mrugnięcia okiem upokarzać i zabijać takich jak ja. To nie może być prawda. Więc co? Może to jakaś pułapka?- przez moją głowę w ułamku sekundy przeleciało wiele myśli. Jak już wspomniałem, miałem do wyboru spokojnie iść z nim lub spróbować się wyrwać. Czułem się już trochę lepiej, ale nadal zastanawiałem się, czy zaryzykować. Jak daleko zdążyłbym zabiec, nim znów opadłbym z sił? Tego nawet ja nie mogłem być pewien. Wtem ciszę znów przerwał głos Niemca:
- Nie martw się, to już niedaleko- powiedział.
<Jens? Spoko:)>
23.07.2017
od Jens'a c.d od Adama
Wróciłem najszybciej jak tylko mogłem, ale i tak było za późno. Chłopak zmył się, stałem więc jak głupi w tej pieprzonej uliczce z siatka w ręku. Gdybym nie był Niemcem zaufał by mi, dałby sobie pomóc, czemu to akurat mnie los pokarał ta okropna narodowością? Jestem taki beznadziejny. Nawet głupia pomoc mi nie wychodzi. Rzuciłem wściekły siatkę na ziemię, i kopnąłem, wszystko się wysypało. Co ja robię? Czy jest ze mną już tak źle że nie umiem nawet opanować złości. Trzęsącymi się rękami wyciągnąłem ostatniego papierosa jakiego przy sobie miałem i zapaliłem. To chyba jedyna czynność która tak mnie uspokaja i pozwala mi wrócić do racjonalnego myślenia. Powinienem zacząć nad sobą panować. To co zrobiłem przed chwila było bezcelowe, mogłem oddać to jedzenie komuś innemu. Teraz wstyd by mi było dawać komuś jedzenie z ziemi. Tak więc zostawiłem to wszystko i odszedłem. Nie dość że nikomu nie pomogłem to zmarnowałem czyjś czas, który poświęcił w upieczenie tego pieczywa. Po prostu zajebiście.
Wyszedłem z uliczki, i skierowałem się z powrotem w stronę getta, przecież jak dobrze pamiętam, dostałem rozkaz aby je całe obejść. Mój spacer nie trwał długo bo zobaczyłem grupkę ludzi, którzy otoczyli coś co leżało na ziemi. A raczej kogoś. Podszedłem, i przepychając się między gapiami ( co nie było trudne, bo nikt nie miał zamiaru wchodzić w drogę niemieckiemu żołnierzowi) dotarłem do poszkodowanego. Serce mi przyśpieszyło gdy zobaczyłem jego twarz, to był ten sam chłopak którego spotkałem w uliczce. Widocznie zemdlał, był blady niczym trup ale żył.
Jeśli któryś z innych kręcących się tu żołnierzy zareaguje, może być z nim niewesoło, gdy odkryją kim jest. Na moje szczęście żaden z gestapo nie miał nawet ochoty podchodzić, ich obojętność na ludzkie nieszczęście po raz pierwszy okaże się przydatna. Ukląkłem przy chłopaku, i skierowałem się do gapiów:
- Czy ktoś wezwał pomoc?
- Tak pe..- kobieta nie zdążyła dokończyć bo jej przerwałem.
- Nie potrzebnie , sytuacja opanowana, zaniosę chłopaka do szpitala. Nic mu nie grozi.
Ludzie popatrzyli na siebie zdziwieni jednak nie musiałem im drugi raz powtarzać. Chłopak akurat się obudził, od razu też mnie rozpoznał. Jednak nic nie powiedziałem, wziąłem go pod rękę i zacząłem prowadzić, jak najdalej od tego ruchliwego miejsca. Postanowiłem że zabiorę go do mieszkania. Był dalej bardzo słaby, nie wyrywał się ani nawet nie odzywał. Może teraz da sobie jakoś pomóc. A jeśli nie to przynajmniej ominie go spotkanie z innymi żołnierzami.
Adam? ( wybacz że takie dziwaczne, ale miałam na napisanie tego 20 min, i jeszcze musiałam to robic z telefonu ;-; )
21.07.2017
Od Adama c.d. Jens
- Skoro sam nie chcesz się przyznać czego ci potrzeba, sam muszę się domyślić- powiedział Niemiec, po czym uśmiechnął się lekko i zaczął odchodzić. Już myślałem, że mam go z głowy, gdy dodał:
- Proszę, poczekaj tu na mnie, pozwól mi zrobić coś dobrego. Tutaj nikt cię nie znajdzie, to zapomniana uliczka. Wrócę za 20 minut.
Przyznam szczerze, że moją pierwszą myślą było wiać w te pędy z tego miejsca. Nawet jeśli chłopak nie zabił ani nie pobił mnie przy pierwszej okazji, nadal nie zbyt mu ufałem. Żołnierz odszedł, a ja nadal stałem w tym samym miejscu, bijąc się z myślami. Zżerała mnie ciekawość, jednak strach, że Niemiec poszedł po prostu po innych żołnierzy, wziął górę. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę, w którą udał się tamten chłopak. Nie miałem innego wyjścia, bo za moimi plecami były jedynie mury getta. Nie chciałem też biec, aby nie zwrócić na siebie uwagi innych, patrolujących ten teren niemieckich żołnierzy. W końcu ten chłopak coś o nich wspominał, choć nadal nie wiedziałem, czy i na ile mogę temu komuś ufać. Szybko doszedłem do małego skrzyżowania. Niemiec, odchodząc, skręcił w prawo. Ja zdecydowałem się pójść prosto. Idąc, uważnie obserwowałem otoczenie i co chwila patrzyłem za siebie, aby upewnić się, że nikt za mną nie idzie. Za którymś razem zauważyłem jakąś postać. Przystanąłem, aby dokładniej się jej przyjrzeć. Sądząc po stroju i sylwetce, był to ten sam niemiecki żołnierz. Z tej odległości widziałem jedynie, że trzyma w rękach jakąś wypchaną torbę. Skręcił w stronę, gdzie kazał mi na siebie czekać. Zdziwiło mnie, że jednak wrócił i był nadal sam, bez towarzyszy. Ciekawość znów się we mnie obudziła. Co ma w tej torbie? O co mu chodzi? Czy mogę mu ufać? W tej samej chwili nagle zaburczało mi w brzuchu i zrobiło mi się tak słabo, że musiałem oprzeć się o ścianę pobliskiego budynku, żeby się nie przewrócić. Oparłem się o nią plecami i bezwładnie zjechałem w dół. Zwiesiłem głowę. Byłem głodny, wykończony i zaczynało mi się robić zimno. Mimo to nie mogłem tutaj na długo zostać. Podjąłem decyzję, żeby wstać za kilka chwil i pójść dalej. Lepiej zostawić tego Niemca samemu sobie.
<Jens?>
- Proszę, poczekaj tu na mnie, pozwól mi zrobić coś dobrego. Tutaj nikt cię nie znajdzie, to zapomniana uliczka. Wrócę za 20 minut.
Przyznam szczerze, że moją pierwszą myślą było wiać w te pędy z tego miejsca. Nawet jeśli chłopak nie zabił ani nie pobił mnie przy pierwszej okazji, nadal nie zbyt mu ufałem. Żołnierz odszedł, a ja nadal stałem w tym samym miejscu, bijąc się z myślami. Zżerała mnie ciekawość, jednak strach, że Niemiec poszedł po prostu po innych żołnierzy, wziął górę. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę, w którą udał się tamten chłopak. Nie miałem innego wyjścia, bo za moimi plecami były jedynie mury getta. Nie chciałem też biec, aby nie zwrócić na siebie uwagi innych, patrolujących ten teren niemieckich żołnierzy. W końcu ten chłopak coś o nich wspominał, choć nadal nie wiedziałem, czy i na ile mogę temu komuś ufać. Szybko doszedłem do małego skrzyżowania. Niemiec, odchodząc, skręcił w prawo. Ja zdecydowałem się pójść prosto. Idąc, uważnie obserwowałem otoczenie i co chwila patrzyłem za siebie, aby upewnić się, że nikt za mną nie idzie. Za którymś razem zauważyłem jakąś postać. Przystanąłem, aby dokładniej się jej przyjrzeć. Sądząc po stroju i sylwetce, był to ten sam niemiecki żołnierz. Z tej odległości widziałem jedynie, że trzyma w rękach jakąś wypchaną torbę. Skręcił w stronę, gdzie kazał mi na siebie czekać. Zdziwiło mnie, że jednak wrócił i był nadal sam, bez towarzyszy. Ciekawość znów się we mnie obudziła. Co ma w tej torbie? O co mu chodzi? Czy mogę mu ufać? W tej samej chwili nagle zaburczało mi w brzuchu i zrobiło mi się tak słabo, że musiałem oprzeć się o ścianę pobliskiego budynku, żeby się nie przewrócić. Oparłem się o nią plecami i bezwładnie zjechałem w dół. Zwiesiłem głowę. Byłem głodny, wykończony i zaczynało mi się robić zimno. Mimo to nie mogłem tutaj na długo zostać. Podjąłem decyzję, żeby wstać za kilka chwil i pójść dalej. Lepiej zostawić tego Niemca samemu sobie.
<Jens?>
od Jens'a c.d od Adama
Popatrzyłem na chłopaka i zacząłem się zastanawiać, czy jakbym miał okazję, zamieniłbym się z nim na miejsca. Wiem jak okropne musi wieść życie, i wyobrażam sobie jak bardzo musi czuć się bezradny, jednak on przynajmniej nie musi nikogo zabijać. Nie ma na sumieniu dziesiątek ludzkich istnień, a co noc nie śnią mu się te same zakrwawione twarze. Nie.... On pewnie ma inne koszmary, pewnie jeszcze gorsze. Jak mogę być tak wielkim egoistą że porównuje jego sytuację do mojej. Spuściłem wzrok:
- Jeśli mógłbym ci jakoś pomóc....
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a jego oczy dyskretnie zabłysnęły i przez ułamek sekundy otworzył usta jakby rzeczywiście chciał mnie o coś prosić, jednak nie padło od niego żadne słowo. Zrezygnował i spuścił ze mnie wzrok.
Widziałem że chciał mnie o coś prosić, jednak w ostatnim momencie rozmyślił się. Pewnie jego męska duma nie pozwala mu prosić o pomoc, lub po prostu najzwyczajniej w świecie mi nie ufa. Trudno zaufać mężczyźnie ubranego tak samo jak wszyscy inni dręczyciele twojej rodziny. Nie wiem jakim cudem mam go do siebie przekonać, naprawdę chciałbym mu pomóc. Jestem to winny światu, zbyt wiele złego już mu wyrządziłem. I wiem że choćbym nie wiem jak wiele zrobił dobrego i tak zawsze to będzie za mało, aby odkupić moja nędzną duszę.
- Skoro sam nie chcesz się przyznać czego ci potrzeba, sam muszę się domyślić. - uśmiechnąłem się delikatnie do niego. I zacząłem odchodzić mówiąc:
- Proszę poczekaj tu na mnie, pozwól mi zrobić coś dobrego. Tutaj nikt cię nie znajdzie, to zapomniana uliczka. Wrócę za 20 minut.
Po czym pobiegłem do najbliższego sklepu. Kupiłem tyle pieczywa i jabłek na ile mi wystarczyło, niestety nie miałem przy sobie jakiejś wielkiej sumy pieniędzy. Ale wiedziałem że chłopak nie da mi tyle czasu żeby jeszcze wrócić do mieszkania po więcej pieniędzy. Także kupiłem tyle, na ile mi wystarczyło, i skierowałem się z powrotem do chłopaka. Mam tylko nadzieję że nie uciekł, w sumie mógł pomyśleć że poszedłem po kolegów albo coś w tym stylu, miałem jednak nadzieję że zastanę go tam gdzie go zostawiłem.
Adam?
- Jeśli mógłbym ci jakoś pomóc....
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a jego oczy dyskretnie zabłysnęły i przez ułamek sekundy otworzył usta jakby rzeczywiście chciał mnie o coś prosić, jednak nie padło od niego żadne słowo. Zrezygnował i spuścił ze mnie wzrok.
Widziałem że chciał mnie o coś prosić, jednak w ostatnim momencie rozmyślił się. Pewnie jego męska duma nie pozwala mu prosić o pomoc, lub po prostu najzwyczajniej w świecie mi nie ufa. Trudno zaufać mężczyźnie ubranego tak samo jak wszyscy inni dręczyciele twojej rodziny. Nie wiem jakim cudem mam go do siebie przekonać, naprawdę chciałbym mu pomóc. Jestem to winny światu, zbyt wiele złego już mu wyrządziłem. I wiem że choćbym nie wiem jak wiele zrobił dobrego i tak zawsze to będzie za mało, aby odkupić moja nędzną duszę.
- Skoro sam nie chcesz się przyznać czego ci potrzeba, sam muszę się domyślić. - uśmiechnąłem się delikatnie do niego. I zacząłem odchodzić mówiąc:
- Proszę poczekaj tu na mnie, pozwól mi zrobić coś dobrego. Tutaj nikt cię nie znajdzie, to zapomniana uliczka. Wrócę za 20 minut.
Po czym pobiegłem do najbliższego sklepu. Kupiłem tyle pieczywa i jabłek na ile mi wystarczyło, niestety nie miałem przy sobie jakiejś wielkiej sumy pieniędzy. Ale wiedziałem że chłopak nie da mi tyle czasu żeby jeszcze wrócić do mieszkania po więcej pieniędzy. Także kupiłem tyle, na ile mi wystarczyło, i skierowałem się z powrotem do chłopaka. Mam tylko nadzieję że nie uciekł, w sumie mógł pomyśleć że poszedłem po kolegów albo coś w tym stylu, miałem jednak nadzieję że zastanę go tam gdzie go zostawiłem.
Adam?
20.07.2017
Od Adama c.d. Jens
Gdy usłyszałem słowa tego niemieckiego żołnierza, wewnątrz aż zagotowałem się ze złości i bezsilności, choć nic nie dałem po sobie poznać. Po prostu stanąłem jak wryty. Po pierwsze, mocno zdziwiło mnie i nadal nie do końca ufałem temu, że ten chłopak mnie nie wyda. Po drugie, nawet jeśli mogłem się czuć bezpieczny i wrócić do getta, to jakim prawem on dawał mi takie rady? Oczywiście, szanowny pan może sobie tak mówić, bo jako Niemiec, w dodatku żołnierz, zawsze ma na pewno co włożyć do garnka. A sądząc po tym, jak mówi o samym getcie, zupełnie nie wie, jak tam jest. Albo jak zdecydowana większość nie chce wiedzieć i woli wierzyć, że Niemcy zwyczajnie podzielili Warszawę na różne strefy i wcale nie jest tak, że w jednym miejscu żyje się lepiej, a w innym gorzej. Choć im dłużej przypatrywałem się chłopakowi, tym większe miałem wrażenie, że mówi prawdę i nie ma w jego wypowiedzi żadnego drugiego dna. Chociaż nadal nie mogłem uwierzyć w to, że mógłbym trafić na miłego niemieckiego żołnierza.
- Łatwo ci mówić. Ty pewnie nigdy nie umierałeś z głodu- wyrwało mi się i od razu tego pożałowałem. Spodziewałem się, że chłopak zmieni zdanie i zaraz skatuje mnie za taką odzywkę skierowaną do jego osoby. Rozejrzałem się szybko za jakąś kryjówką czy drogą ucieczki. W razie czego powinno pójść mi łatwo, skoro ten tu zmęczył się po dystansie, jaki przed chwilą przebiegliśmy. Zastanawiałem się, czy lepiej uciec w stronę muru, czy szukać kryjówki gdzieś tutaj? Przy okazji wolałem nie biec w miejsce, w którym według tego chłopaka byli inni niemieccy żołnierze. Mimo wszystko ostrożności nigdy za wiele. Usłyszałem, jak Niemiec ciężko wzdycha i spojrzałem znów na niego.
- Wiem, że nie jest łatwo tam żyć- powiedział, czym bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Nie wiedziałem jak zareagować na te słowa. Właściwie to wolałem się już nie odzywać, aby nie ściągnąć na siebie kłopotów. Raz mi się upiekło, ale drugi może się już nie poszczęścić. Zastanawiałem się, co teraz powinienem zrobić? Wrócić? Ale skoro już przedostałem się na drugą stronę, to powrót z pustymi rękoma nie ma sensu. Jednak nie mogłem tutaj zostać ze względu na obecność tego niemieckiego żołnierza.
<Jens?>
- Łatwo ci mówić. Ty pewnie nigdy nie umierałeś z głodu- wyrwało mi się i od razu tego pożałowałem. Spodziewałem się, że chłopak zmieni zdanie i zaraz skatuje mnie za taką odzywkę skierowaną do jego osoby. Rozejrzałem się szybko za jakąś kryjówką czy drogą ucieczki. W razie czego powinno pójść mi łatwo, skoro ten tu zmęczył się po dystansie, jaki przed chwilą przebiegliśmy. Zastanawiałem się, czy lepiej uciec w stronę muru, czy szukać kryjówki gdzieś tutaj? Przy okazji wolałem nie biec w miejsce, w którym według tego chłopaka byli inni niemieccy żołnierze. Mimo wszystko ostrożności nigdy za wiele. Usłyszałem, jak Niemiec ciężko wzdycha i spojrzałem znów na niego.
- Wiem, że nie jest łatwo tam żyć- powiedział, czym bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Nie wiedziałem jak zareagować na te słowa. Właściwie to wolałem się już nie odzywać, aby nie ściągnąć na siebie kłopotów. Raz mi się upiekło, ale drugi może się już nie poszczęścić. Zastanawiałem się, co teraz powinienem zrobić? Wrócić? Ale skoro już przedostałem się na drugą stronę, to powrót z pustymi rękoma nie ma sensu. Jednak nie mogłem tutaj zostać ze względu na obecność tego niemieckiego żołnierza.
<Jens?>
od Jens'a c.d od Adama
Dostałem rozkaz aby razem z innymi szeregowcami obejść getto, żeby posprawdzać czy w murze nie ma żadnych dziur.
- Ej młody. - powiedział jeden z szeregowców. - To my pójdziemy prosto a ty obejdziesz mur z drugiej strony.
- Idziecie wszyscy we trzech a ja mam iść sam? - zapytałem obojętnie.
- A co panienko boisz się że Żydzi cię przez mur pogryzą? - powiedział klepiąc mnie po policzku.
Odsunąłem się od niego gwałtownie i skierowałem się w moją stronę. Wiadomo dlaczego chcieli obejść mur z tamtej strony, tamtą drogą mają o wiele bliżej do baru, zapijaczone ścierwa.
Szedłem sobie spokojnie gdy nagle zobaczyłem jak jakaś postać czołga się przez dziurę w murze, czyli jednak rzeczywiście mur jest uszkodzony. Chciałem się gdzieś schować, żeby chłopak się mnie nie przestraszył. Chciałem po prostu pozwolić mu uciec, jednak ten jakimś cudem mnie zauważył, i przestraszony zaczął biec w przypadkowym kierunku. Wtedy zdałem sobie sprawę że biegnie w stronę gdzie właśnie teraz powinni znajdować się pozostali trzej szeregowcy. Zacząłem go gonić krzycząc aby zaczekał. Ten jednak się nie zatrzymał, pewnie myślał ze go ścigam. Na pewno tak myślał. Cholera, jeśli ten chłopak ich spotka, to może źle się skończyć. Chłopak był naprawdę szybki nie miałem szans go dogonić. Jednak wysyłano mnie tu tak często że doskonale wiedziałem gdzie mam skręcić żeby nadrobić nieco drogi.
Jakimś cudem udało mi się, gdy wybiegłem z uliczki bez problemu go złapałem. Jednak ten zaczął się wyrywać, nie miałem innego wyjścia, wyciągnąłem pistolet i przyłożyłem mu do głowy krzycząc aby się uspokoił. Chłopak przestraszony znieruchomiał. A ja mogłem w końcu odetchnąć, po tym pościgu ledwie trzymałem się na nogach. Nie tłumacząc mu jeszcze nic, zaprowadziłem go w opuszczoną uliczkę, gdzie go puściłem i schowałem pistolet. Po czym zdyszany usiadłem na ziemi:
- Proszę cię nie uciekaj. - powiedziałem patrząc na niego z dołu ledwie łapiąc oddech.
Patrzył na mnie zdezorientowany. I widziałem w nim minimalne podrygi jakby chciał zacząć biec.
- Gdybyś pobiegł jeszcze paręnaście metrów dalej tą ulicą spotkałbyś niemieckich żołnierzy.
- A ty niby kim jesteś? - zapytał ozięble.
Uśmiechnąłem się sam do siebie i odpowiedziałem:
- Niemieckim żołnierzem. Jednak ja jakoś nie mam ochoty cię wypatroszyć.
Nareszcie nazbierałem nieco sił i wstałem.
- Na twoim miejscu nie uciekał bym z getta. Uwierz mi że lepiej być żydem uwięzionym w getcie, niż żydem znalezionym poza nim.
Adam?
- Ej młody. - powiedział jeden z szeregowców. - To my pójdziemy prosto a ty obejdziesz mur z drugiej strony.
- Idziecie wszyscy we trzech a ja mam iść sam? - zapytałem obojętnie.
- A co panienko boisz się że Żydzi cię przez mur pogryzą? - powiedział klepiąc mnie po policzku.
Odsunąłem się od niego gwałtownie i skierowałem się w moją stronę. Wiadomo dlaczego chcieli obejść mur z tamtej strony, tamtą drogą mają o wiele bliżej do baru, zapijaczone ścierwa.
Szedłem sobie spokojnie gdy nagle zobaczyłem jak jakaś postać czołga się przez dziurę w murze, czyli jednak rzeczywiście mur jest uszkodzony. Chciałem się gdzieś schować, żeby chłopak się mnie nie przestraszył. Chciałem po prostu pozwolić mu uciec, jednak ten jakimś cudem mnie zauważył, i przestraszony zaczął biec w przypadkowym kierunku. Wtedy zdałem sobie sprawę że biegnie w stronę gdzie właśnie teraz powinni znajdować się pozostali trzej szeregowcy. Zacząłem go gonić krzycząc aby zaczekał. Ten jednak się nie zatrzymał, pewnie myślał ze go ścigam. Na pewno tak myślał. Cholera, jeśli ten chłopak ich spotka, to może źle się skończyć. Chłopak był naprawdę szybki nie miałem szans go dogonić. Jednak wysyłano mnie tu tak często że doskonale wiedziałem gdzie mam skręcić żeby nadrobić nieco drogi.
Jakimś cudem udało mi się, gdy wybiegłem z uliczki bez problemu go złapałem. Jednak ten zaczął się wyrywać, nie miałem innego wyjścia, wyciągnąłem pistolet i przyłożyłem mu do głowy krzycząc aby się uspokoił. Chłopak przestraszony znieruchomiał. A ja mogłem w końcu odetchnąć, po tym pościgu ledwie trzymałem się na nogach. Nie tłumacząc mu jeszcze nic, zaprowadziłem go w opuszczoną uliczkę, gdzie go puściłem i schowałem pistolet. Po czym zdyszany usiadłem na ziemi:
- Proszę cię nie uciekaj. - powiedziałem patrząc na niego z dołu ledwie łapiąc oddech.
Patrzył na mnie zdezorientowany. I widziałem w nim minimalne podrygi jakby chciał zacząć biec.
- Gdybyś pobiegł jeszcze paręnaście metrów dalej tą ulicą spotkałbyś niemieckich żołnierzy.
- A ty niby kim jesteś? - zapytał ozięble.
Uśmiechnąłem się sam do siebie i odpowiedziałem:
- Niemieckim żołnierzem. Jednak ja jakoś nie mam ochoty cię wypatroszyć.
Nareszcie nazbierałem nieco sił i wstałem.
- Na twoim miejscu nie uciekał bym z getta. Uwierz mi że lepiej być żydem uwięzionym w getcie, niż żydem znalezionym poza nim.
Adam?
19.07.2017
Od Adama
Dzisiejszy dzień nie był wyjątkiem. Jedyne, co dziś dostaliśmy do jedzenia, to po dwie bułki na głowę. Ja swojej porcji nie zjadłem. Jedną potajemnie oddałem swojemu trzyletniemu kuzynowi, Michałkowi. Drugą po niewyobrażalnie długiej batalii wcisnąłem matce, kłamiąc ją, że wystarczy mi jedna. Ja jak zwykle sobie jakoś poradzę. Zaraz po tym wyszedłem z domu. W myślach błagałem Boga, żeby dziś udało mi się jakoś zdobyć pieniądze. Poszedłem w okolice Siennej, gdzie znajdowała się jeden z dwóch szpitali. Ostatnio cudem zarobiłem tutaj trochę kasy, pomagając w sprzątaniu i przenoszeniu chorych. Niby nie powinni byli mi na to pozwalać, ale równie dobrze można powiedzieć, że ludzie nie powinni zabijać innych ludzi, a robią to. Nie było to dla mnie łatwe, zająć się na przykład ważącym 90 kilogramów mężczyzną, podczas gdy sam nie mam nawet 70. Niestety, tym razem nie udało mi się nic zdziałać. Zły jak nie wiem co, zawróciłem. Zaczynało już zmierzchać. Postanowiłem, że i tym razem zaryzykuję i to zrobię. Skierowałem się do mało uczęszczanego miejsca, w którym mur miał jakieś trzy metry. Dojście tam zajęło mi dość dużo czasu. Ponadto nie mogłem się za bardzo spieszyć, aby nie wzbudzać podejrzeń i nie dotrzeć na miejsce za wcześnie. Chociaż nie musiałem się martwić, że wyda mnie jakiś zwyczajny żyd. Jedynym zagrożeniem była policja. Na miejsce dotarłem, gdy była już noc. Podszedłem do muru i ponownie uważnie rozejrzałem się. Wokół nikogo nie było. W murze już znajdowała się sporej wielkości dziura, przez którą zazwyczaj przeciskały się jakieś dzieciaki. Ale w mojej rodzinie nie było żadnego dziecka, które mogłoby się tym zająć. Przecież nie poślemy na drugą stronę muru trzylatka? Już kilka razy się tędy przeciskałem, więc wiedziałem, jak to zrobić. Położyłem się płasko na ziemi. Przez dziurę wytknąłem najpierw ręce, a gdy były już na zewnątrz, wbijałem je w ziemię i przesuwałem resztę ciała. Nie mogłem normalnie się czołgać podczas przechodzenia przez dziurę, bo było na to za mało miejsca. Gdy już byłem na zewnątrz getta, szybko podniosłem się i otrzepałem. Oniemiałem, kiedy usłyszałem szybko zbliżające się kroki. Nikogo jeszcze nie widziałem, ale byłem pewien, że to tylko kwestia czasu. Nie miałem innego wyjścia, jak czym prędzej i jak najciszej udać się w stronę oddalonych o kilkanaście metrów zabudowań Warszawy.
<Jakiś ktoś?>
<Jakiś ktoś?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)