Hm. Wyczuwam w tym podstęp. Na kilometr czuć, że Achim coś kombinuje. Tylko teraz mam pewien problem. Odmówić, i narazić się na nieprzyjemne, wynikające z tego zdarzenia czy iść z nim i być może wyjść z tego cało.
Minęła chwila ciszy, bo stwierdziłam, że jeszcze chwileczkę się zastanowię. Jednak uznałam, że druga opcja prezentuje się nawet lepiej.
— Dobrze — wysiliłam się na uśmiech i wstałam tuż po Achimie. Złapałam mocno za krzesło, bo leciutko kręciło mi się w głowie. Ale było dobrze, dam sobie ze wszystkim radę.
Blondyn podał mi ramię, ale udałam, że go nie zauważyłam i po prostu szłam krok za nim. Gdy wyszliśmy z restauracji, zrównałam się z nim krokiem i przez chwilę go słuchałam, jak coś mówił, ale słowa wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim, więc skończyłam słuchać po dwóch minutach. Szliśmy jakimiś uliczkami, teraz skąpanymi w świetle księżyca, a ja nawet nie znałam ich nazw. Stąpałam po prostu obok blondyna, przytakując, kiedy pytał o mało istotne sprawy i wtrącałam "aha, tak, tak", kiedy tego wymagał. Nie patrzyłam na ziemię, bo kręciła mi się przed oczami. Swój wzrok skierowałam przed siebie, tylko czasami zerkałam do góry, na Achima.
Po jakimś czasie trafiliśmy do nawet zadbanej kamienicy, on przepuścił mnie w drzwiach. Rozejrzałam się niepewnie.
Achim?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Achim&Kasia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Achim&Kasia. Pokaż wszystkie posty
21.07.2017
20.07.2017
od Achima c.d od Kasi
- Nazywam się Katarzyna Wiśniewska, i jestem Polką.
Na ułamek sekundy zamarłem, po czym ogarnęła mnie złość, jednak jakimś cudem się powstrzymałem od zrobienia czegoś głupiego. Tak naprawdę nie miałem prawa być na nią zły, nigdy nie twierdziła że jest Niemką. To ja po prostu chciałem w to wierzyć. To nic... po prostu sprawy potoczą się jeszcze szybciej niż zamierzałem. W końcu teraz już wiem że rozmawiam z polską dziwką a nie niemiecka kobietą. Oparłem się, i wziąłem łyk wina.
- W takim razie nie musi pani dłużej męczyć się z niemieckim, na pani szczęście idealnie poznałem polski . - powiedziałem już po polsku. - Ale przyznam że pani też całkiem ładnie radzi sobie z niemieckim.
Może ten wieczór nie będzie aż taki beznadziejny, ja zawsze dostaje to czego chcę. A od kiedy ją zobaczyłem, mam ochotę najzwyczajniej w świecie ją posiąść. Może nawet lepiej że jest Polką. Mogę odpuścić sobie nieszczere grzeczności. Zresztą, nie ma na świecie łatwiejszej kobiety niż Polka, one zawsze zrobią wszystko byle by nie mieć kłopotów. No zdarzają się czasem wyjątki, mam nadzieje że ona taka nie jest, i nie zepsuje mi jeszcze bardziej tego wieczoru. Tym bardziej że skończył mi się Pervitin, dlatego dwa razy łatwiej można mnie dziś wkurwić. Nie wiem jakim cudem dotrwałem do wieczora bez niego, nowe tabletki dostane jutro rano. A ręce już mi się trzęsą.
- Wszystko w porządku? - zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nigdy nie czułem się lepiej. - powiedziałem biorąc kolejny łyk wina trzęsącymi się dłońmi.
Po czym zawołałem kelnera aby nam jeszcze dolał. Kiedy ten podszedł i chciał nalać dziewczynie ta powiedziała:
- Ja już chyba podziękuję.
- Proszę nalewać. - powiedziałem jakbym wydawał rozkaz. Dziewczyna popatrzyła na mnie zdezorientowana, i pozwoliła aby kelner dolał jej wina.
- To najlepsze wino w Warszawie, niech pani korzysta. - powiedziałem oschło. Po czym pokazałem kelnerowi żeby zostawił nam cała butelkę.
Rozmowa dalej toczyła się zwyczajnie, może tylko byłem nieco bardziej oziębły. Ale z tego co pamiętam mówiłem dosyć dużo, może przez to że byłem już lekko wstawiony. Co chwile dolewałem też wina dziewczynie chociaż ta dawała mi znać że jej już stanowczo wystarczy. ja jednak nie dawałem jej wyboru. Gdy wino w końcu się skończyło popatrzyłem na zegarek.
- Dopiero 21, myślę że jednak wystarczy nam siedzenia. Co pani powie na mały spacer w kierunku mojego mieszkania? Pokazał bym pani wszystkie dzieła sztuki które zgromadziłem w swoim mieszkaniu.
Kasiu?
Na ułamek sekundy zamarłem, po czym ogarnęła mnie złość, jednak jakimś cudem się powstrzymałem od zrobienia czegoś głupiego. Tak naprawdę nie miałem prawa być na nią zły, nigdy nie twierdziła że jest Niemką. To ja po prostu chciałem w to wierzyć. To nic... po prostu sprawy potoczą się jeszcze szybciej niż zamierzałem. W końcu teraz już wiem że rozmawiam z polską dziwką a nie niemiecka kobietą. Oparłem się, i wziąłem łyk wina.
- W takim razie nie musi pani dłużej męczyć się z niemieckim, na pani szczęście idealnie poznałem polski . - powiedziałem już po polsku. - Ale przyznam że pani też całkiem ładnie radzi sobie z niemieckim.
Może ten wieczór nie będzie aż taki beznadziejny, ja zawsze dostaje to czego chcę. A od kiedy ją zobaczyłem, mam ochotę najzwyczajniej w świecie ją posiąść. Może nawet lepiej że jest Polką. Mogę odpuścić sobie nieszczere grzeczności. Zresztą, nie ma na świecie łatwiejszej kobiety niż Polka, one zawsze zrobią wszystko byle by nie mieć kłopotów. No zdarzają się czasem wyjątki, mam nadzieje że ona taka nie jest, i nie zepsuje mi jeszcze bardziej tego wieczoru. Tym bardziej że skończył mi się Pervitin, dlatego dwa razy łatwiej można mnie dziś wkurwić. Nie wiem jakim cudem dotrwałem do wieczora bez niego, nowe tabletki dostane jutro rano. A ręce już mi się trzęsą.
- Wszystko w porządku? - zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nigdy nie czułem się lepiej. - powiedziałem biorąc kolejny łyk wina trzęsącymi się dłońmi.
Po czym zawołałem kelnera aby nam jeszcze dolał. Kiedy ten podszedł i chciał nalać dziewczynie ta powiedziała:
- Ja już chyba podziękuję.
- Proszę nalewać. - powiedziałem jakbym wydawał rozkaz. Dziewczyna popatrzyła na mnie zdezorientowana, i pozwoliła aby kelner dolał jej wina.
- To najlepsze wino w Warszawie, niech pani korzysta. - powiedziałem oschło. Po czym pokazałem kelnerowi żeby zostawił nam cała butelkę.
Rozmowa dalej toczyła się zwyczajnie, może tylko byłem nieco bardziej oziębły. Ale z tego co pamiętam mówiłem dosyć dużo, może przez to że byłem już lekko wstawiony. Co chwile dolewałem też wina dziewczynie chociaż ta dawała mi znać że jej już stanowczo wystarczy. ja jednak nie dawałem jej wyboru. Gdy wino w końcu się skończyło popatrzyłem na zegarek.
- Dopiero 21, myślę że jednak wystarczy nam siedzenia. Co pani powie na mały spacer w kierunku mojego mieszkania? Pokazał bym pani wszystkie dzieła sztuki które zgromadziłem w swoim mieszkaniu.
Kasiu?
od Kasi c.d od Achima
Teraz ma mnie w garści. Nie wiwinę się, nie ma szans. Muszę coś wymyśleć... Myśl, myśl, myśl...
— Nazywam się Katarzyna Wiśniewska — wyszeptałam w końcu. Powiedziałam to tak cichutko, że nie usłyszał, więc pochylił się lekko w moją stronę. Automatycznie odsunęłam się kawałek.
— Mogłabyś powtórzyć głośniej? Nie dosłyszałem — uśmiechnął się lekko.
Zżerał mnie strach. Kto wie, co on mógłby mi zrobić. Teoretycznie go nie okłamałam, ale zatajanie prawdy to prawie to samo. Jednak... Ja nigdy nie twierdziłam, że nie jestem Polką, a on najwyraźniej tak sądził. Ale co ja poradzę?
— Coś się stało? — zmarszczył brwi, zapewne widząc strach w moich oczach. Zabawne, że jeszcze nie domyślił się prawdy. A ja nawet nie wyglądam na Niemkę, no proszę was. Osobiście twierdzę, że ktokolwiek mnie zobaczył, od razu pomyślał, że ma do czynienia z Polką.
Zaczekaj. Ale... Co on mi zrobi? Pobije? Zgwałci? Zabije? Moja śmierć praktycznie nie sprawia mi różnicy, to tylko nowy początek. Ale pani Maria? Jak ona sobie poradzi sama? Zawsze powtarzała, że gdy jej zabraknie, kwiaciarnia będzie moja. Miałam jej towarzyszyć do samego końca! Była dla mnie jak babcia, jak matka, której praktycznie nie miałam. Nie chcę, żeby musiała radzić sobie sama. A jeśli ktoś będzie chciał ją wtrącić do obozu? Nie powstrzymam tego kogoś.
Bo mnie nie będzie.
A tak bardzo chciałam, żeby ona umarła w spokoju, w kwiaciarni, naturalną śmiercią ze starości.
Nie wiem, czy tak się stanie.
Otarłam wierzchem dłoni błąkającą się łzę, a Achim dotknął mojego ramienia. Wyczuwałam chłód pod tym gestem, ale on chyba coś podejrzewał, więc musiałam dalej grać.
Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam w jego niebieskie tęczówki.
— Nazywam się Katarzyna Wiśniewska — powiedziałam i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, teraz już praktycznie przez łzy.— I jestem Polką.
Achim?
— Nazywam się Katarzyna Wiśniewska — wyszeptałam w końcu. Powiedziałam to tak cichutko, że nie usłyszał, więc pochylił się lekko w moją stronę. Automatycznie odsunęłam się kawałek.
— Mogłabyś powtórzyć głośniej? Nie dosłyszałem — uśmiechnął się lekko.
Zżerał mnie strach. Kto wie, co on mógłby mi zrobić. Teoretycznie go nie okłamałam, ale zatajanie prawdy to prawie to samo. Jednak... Ja nigdy nie twierdziłam, że nie jestem Polką, a on najwyraźniej tak sądził. Ale co ja poradzę?
— Coś się stało? — zmarszczył brwi, zapewne widząc strach w moich oczach. Zabawne, że jeszcze nie domyślił się prawdy. A ja nawet nie wyglądam na Niemkę, no proszę was. Osobiście twierdzę, że ktokolwiek mnie zobaczył, od razu pomyślał, że ma do czynienia z Polką.
Zaczekaj. Ale... Co on mi zrobi? Pobije? Zgwałci? Zabije? Moja śmierć praktycznie nie sprawia mi różnicy, to tylko nowy początek. Ale pani Maria? Jak ona sobie poradzi sama? Zawsze powtarzała, że gdy jej zabraknie, kwiaciarnia będzie moja. Miałam jej towarzyszyć do samego końca! Była dla mnie jak babcia, jak matka, której praktycznie nie miałam. Nie chcę, żeby musiała radzić sobie sama. A jeśli ktoś będzie chciał ją wtrącić do obozu? Nie powstrzymam tego kogoś.
Bo mnie nie będzie.
A tak bardzo chciałam, żeby ona umarła w spokoju, w kwiaciarni, naturalną śmiercią ze starości.
Nie wiem, czy tak się stanie.
Otarłam wierzchem dłoni błąkającą się łzę, a Achim dotknął mojego ramienia. Wyczuwałam chłód pod tym gestem, ale on chyba coś podejrzewał, więc musiałam dalej grać.
Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam w jego niebieskie tęczówki.
— Nazywam się Katarzyna Wiśniewska — powiedziałam i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, teraz już praktycznie przez łzy.— I jestem Polką.
Achim?
19.07.2017
od Achima c.d od Kasi
- Dobry wieczór. - przywitałem się uśmiechając, i siadłem.
- Dobry wieczór. - odpowiedziała odwzajemniając nieśmiało uśmiech.
Zmierzyłem ją dyskretnie wzrokiem, była ubrana w dziewczęcą zielonkawą sukienkę z dekoltem. Nie zbyt głębokim ani zbyt płytkim, idealnym. Dzięki temu że miała upięte włosy wreszcie mogłem dokładniej przyjrzeć się jej twarzy. Przy naszych poprzednich spotkaniach dziewczyna gdy tylko mogła, zasłaniała ją swoimi falowanymi włosami.
Widać że przyszykowała się na to spotkanie, ja z kolei przyszedłem jak zwykle w mundurze. Ale czy jest na tym świecie coś bardziej eleganckiego niż zadbany niemiecki mundur ? Nie sądzę. Przynajmniej ja nie spotkałem się jeszcze z czymś takim. Popatrzyłem na zegarek, była równo 19. Idealnie. Jak zwykle byłem idealnie punktualny, zresztą dziewczyna tez. Ma u mnie kolejny duży plus.
Już po chwili przyszedł kelner. Dziewczyna nie mogła się zdecydować i poprosiła żebym to ja wybrał coś dla niej. Tak więc zamówiłem homara i poprosiłem o najdroższe wino.
- I jak się tu pani podoba?
- Tu jest pięknie. - rozejrzała się zachwycona po restauracji - Nigdy nie widziałam takich mebli .
- Większość z nich zostały przywiezione z Francji, i pochodzą jeszcze z 1820 roku. Bardzo podobne mam u siebie w mieszkaniu, kosztowały majątek. Jednak na pewno było warto. Niech mi pani wierzy, jeśli już w coś warto inwestować to w takie dzieła sztuki jak te.
- Zapewne ma pan rację.
-Chciałbym żeby w Warszawie powstało więcej takich miejsc. Ale tak się nigdy nie stanie, dopóki Warszawiacy nie przestaną się buntować i niepotrzebnie utrudniać nam pracę . - specjalnie zacząłem drażliwy temat aby zobaczyć jej reakcję, jednak ta nawet nie odpowiedziała, więc po chwili mówiłem dalej. - Nie rozumiem tych ludzi. Sami działają na swoją niekorzyść. To oni niszczą to piękne miasto.
Zauważyłem jak dziewczyna ścisnęła pięści.
- Wszystko w porządku ? - zapytałem.
Ona automatycznie się uspokoiła.
- Tak, tak oczywiście. - i uśmiechnęła się przekonująco .
- To dobrze. A jakie pani ma zdanie na ten temat?
Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć bo przynieśli nam nasze zamówienie. Jednak gdy kelner odejdzie dalej będę drążył ten temat.
- Pięknie wygląda. - skomentowała gdy kelner odszedł.
- A jeszcze lepiej smakuje, nie przyprowadził bym pani do byle jakiej restauracji. Poza tym dosyć zabawna sytuacja, dalej nie poznałem pani imienia. - powiedziałem biorąc łyk wina.
Tym razem się nie wywinie i będę miał już pewność.
Kasia?
- Dobry wieczór. - odpowiedziała odwzajemniając nieśmiało uśmiech.
Zmierzyłem ją dyskretnie wzrokiem, była ubrana w dziewczęcą zielonkawą sukienkę z dekoltem. Nie zbyt głębokim ani zbyt płytkim, idealnym. Dzięki temu że miała upięte włosy wreszcie mogłem dokładniej przyjrzeć się jej twarzy. Przy naszych poprzednich spotkaniach dziewczyna gdy tylko mogła, zasłaniała ją swoimi falowanymi włosami.
Widać że przyszykowała się na to spotkanie, ja z kolei przyszedłem jak zwykle w mundurze. Ale czy jest na tym świecie coś bardziej eleganckiego niż zadbany niemiecki mundur ? Nie sądzę. Przynajmniej ja nie spotkałem się jeszcze z czymś takim. Popatrzyłem na zegarek, była równo 19. Idealnie. Jak zwykle byłem idealnie punktualny, zresztą dziewczyna tez. Ma u mnie kolejny duży plus.
Już po chwili przyszedł kelner. Dziewczyna nie mogła się zdecydować i poprosiła żebym to ja wybrał coś dla niej. Tak więc zamówiłem homara i poprosiłem o najdroższe wino.
- I jak się tu pani podoba?
- Tu jest pięknie. - rozejrzała się zachwycona po restauracji - Nigdy nie widziałam takich mebli .
- Większość z nich zostały przywiezione z Francji, i pochodzą jeszcze z 1820 roku. Bardzo podobne mam u siebie w mieszkaniu, kosztowały majątek. Jednak na pewno było warto. Niech mi pani wierzy, jeśli już w coś warto inwestować to w takie dzieła sztuki jak te.
- Zapewne ma pan rację.
-Chciałbym żeby w Warszawie powstało więcej takich miejsc. Ale tak się nigdy nie stanie, dopóki Warszawiacy nie przestaną się buntować i niepotrzebnie utrudniać nam pracę . - specjalnie zacząłem drażliwy temat aby zobaczyć jej reakcję, jednak ta nawet nie odpowiedziała, więc po chwili mówiłem dalej. - Nie rozumiem tych ludzi. Sami działają na swoją niekorzyść. To oni niszczą to piękne miasto.
Zauważyłem jak dziewczyna ścisnęła pięści.
- Wszystko w porządku ? - zapytałem.
Ona automatycznie się uspokoiła.
- Tak, tak oczywiście. - i uśmiechnęła się przekonująco .
- To dobrze. A jakie pani ma zdanie na ten temat?
Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć bo przynieśli nam nasze zamówienie. Jednak gdy kelner odejdzie dalej będę drążył ten temat.
- Pięknie wygląda. - skomentowała gdy kelner odszedł.
- A jeszcze lepiej smakuje, nie przyprowadził bym pani do byle jakiej restauracji. Poza tym dosyć zabawna sytuacja, dalej nie poznałem pani imienia. - powiedziałem biorąc łyk wina.
Tym razem się nie wywinie i będę miał już pewność.
Kasia?
od Kasi c.d od Achima
— Eee... — zaczęłam. Chole*a jasna, zaraz stracę głowę. Myśl, Kaśka, myśl! Co by tu...
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego wazonu. Spojrzałam w stronę huku i zorientowałam się, że to pani Maria "przypadkowo" stłukła gliniany wazon. Uśmiechnęłam się w duchu. Zrobiła to specjalnie, ja to wiem. Nigdy nie zdażyło się jej nic takiego.
— Przepraszam na chwilę — uśmiechnęłam się przepraszająco do Achima i podeszłam do pani Marii.
— Na litoś boską, prze pani, proszę tego nie dotykać, bo jeszcze się pani pokaleczy! — powiedziałam do niej po niemiecku (w sumie tak samo jak cały czas teraz), a gdy już ją odsunęłam, zebrałam zniszczone kawałki. Sama sprawnie by się tym zajęła, ale jak już odgrywamy szopkę, to na całego.
Poszłam wyrzucić te kawałki i resztki ziemi wraz z kwiatkiem na drugi koniec kwiaciarni, a los postanowił być dla mnie łaskawy, bo natychmiast wbiegł tu jakiś Niemiec i wymamrotał coś do Achima.
— Musimy się zbierać, panowie — odezwał się do swoich kompanów i posłał mi olśniewający uśmiech.— Do zobaczenia o dziewiętnastej, mam nadzieję.
I wyszli.
Gdy oddalili się już znacznie, mogłam opaść na krzesło. Tak też zrobiłam i wytarłam czoło wierzchem dłoni.
— Kasiu... — odezwała się pani Maria po polsku — chyba nie masz zamiaru się tam wybierać?
Westchnęłam głęboko.
— Chyba nie mam wyboru — odparłam w tym samym języku.— Będzie nas nachodzić, jeśli tego nie zrobię.
— Więc idź, zajmę się wtedy kwiaciarnią.
— Mam nadzieję, że wrócę.
— Wrócisz, spokojnie.
Wstałam i spojrzałam na zegar. Mam dokładnie pięć godzin, żeby się pojawić w tej restauracji. Zerknęłam nieufnie na wizytówkę pozostawioną mi przez blondwłosego Niemca. No nic. Trzeba się przyszykować.
Przez pierwszą godzinę tylko myślałam, jak to wszystko mogło się skończyć.
Drugą siedziałam, robiąc to samo.
Trzecią przygotowywałam najładniejszą sukienkę, jaką miałam.
Czwartą pani Maria upinała mi włosy.
Piątą szykowałam się do wyjścia.
Otworzyłam niepewnie drzwi kwiaciarni i wyszłam na ulicę. Szybkim krokiem ruszyłam do restauracji.
~~~
Gdy do niej weszłam, uderzył mnie w uszy dźwięk głośnych rozmów pijanych Niemców. Niektórzy nawoływali za mną, ale ja z głową podniesioną do góry szłam do stolika, którego numer napisał mi na kartce Achim. Usiadłam na stołku i zerknęłam na zegar. 18.50. Jeszcze dziesięć minut.
Ani się obejrzałam, jak drzwi otworzyły się i do środka wszedł wysoki, niebieskooki Niemiec.
Achim?
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego wazonu. Spojrzałam w stronę huku i zorientowałam się, że to pani Maria "przypadkowo" stłukła gliniany wazon. Uśmiechnęłam się w duchu. Zrobiła to specjalnie, ja to wiem. Nigdy nie zdażyło się jej nic takiego.
— Przepraszam na chwilę — uśmiechnęłam się przepraszająco do Achima i podeszłam do pani Marii.
— Na litoś boską, prze pani, proszę tego nie dotykać, bo jeszcze się pani pokaleczy! — powiedziałam do niej po niemiecku (w sumie tak samo jak cały czas teraz), a gdy już ją odsunęłam, zebrałam zniszczone kawałki. Sama sprawnie by się tym zajęła, ale jak już odgrywamy szopkę, to na całego.
Poszłam wyrzucić te kawałki i resztki ziemi wraz z kwiatkiem na drugi koniec kwiaciarni, a los postanowił być dla mnie łaskawy, bo natychmiast wbiegł tu jakiś Niemiec i wymamrotał coś do Achima.
— Musimy się zbierać, panowie — odezwał się do swoich kompanów i posłał mi olśniewający uśmiech.— Do zobaczenia o dziewiętnastej, mam nadzieję.
I wyszli.
Gdy oddalili się już znacznie, mogłam opaść na krzesło. Tak też zrobiłam i wytarłam czoło wierzchem dłoni.
— Kasiu... — odezwała się pani Maria po polsku — chyba nie masz zamiaru się tam wybierać?
Westchnęłam głęboko.
— Chyba nie mam wyboru — odparłam w tym samym języku.— Będzie nas nachodzić, jeśli tego nie zrobię.
— Więc idź, zajmę się wtedy kwiaciarnią.
— Mam nadzieję, że wrócę.
— Wrócisz, spokojnie.
Wstałam i spojrzałam na zegar. Mam dokładnie pięć godzin, żeby się pojawić w tej restauracji. Zerknęłam nieufnie na wizytówkę pozostawioną mi przez blondwłosego Niemca. No nic. Trzeba się przyszykować.
Przez pierwszą godzinę tylko myślałam, jak to wszystko mogło się skończyć.
Drugą siedziałam, robiąc to samo.
Trzecią przygotowywałam najładniejszą sukienkę, jaką miałam.
Czwartą pani Maria upinała mi włosy.
Piątą szykowałam się do wyjścia.
Otworzyłam niepewnie drzwi kwiaciarni i wyszłam na ulicę. Szybkim krokiem ruszyłam do restauracji.
~~~
Gdy do niej weszłam, uderzył mnie w uszy dźwięk głośnych rozmów pijanych Niemców. Niektórzy nawoływali za mną, ale ja z głową podniesioną do góry szłam do stolika, którego numer napisał mi na kartce Achim. Usiadłam na stołku i zerknęłam na zegar. 18.50. Jeszcze dziesięć minut.
Ani się obejrzałam, jak drzwi otworzyły się i do środka wszedł wysoki, niebieskooki Niemiec.
Achim?
18.07.2017
od Achima c.d od Kasi
Nasza dalsza rozmowa oczywiście dalej toczyła się w języku niemieckim. I czym dłużej trwała tym bardziej miałem wątpliwości kim jest ta dziewczyna. Ale dalej chciałem wierzyć że mam do czynienia z Niemką.
- Oczywiście. Może pan nawet wziąć ją za darmo.
Uśmiechnąłem się do niej, i po chwili namysłu powiedziałem:
- Może nie za dramo, co by pani powiedziała gdybym zaprosił panią na kolację?
Ta zamilkła na chwilę po czym wymamrotała:
- Eee.. Ja b.... - jednak automatycznie jej przerwałem.
- Gdzie moje maniery. Nawet się pani nie przedstawiłem. Achim Bursche.
Powiedziałem całując jej dłoń. Dziewczyna była mocno zmieszana całą sytuacją. Nie dziwię jej się, popatrzyła na żołnierzy wynoszących alkohol z piwnicy.
- Niech pani wybaczy moim kolegom, to nie ich wina że zostali wychowani jak prosięta. - powiedziałem próbując zwrócić jej uwagę z powrotem na mnie.
Co z tego, że gdyby to było inne miejsce robił bym to samo co oni, są sprawy o których cywle nie muszą mieć pojęcia.
Teatrzyk który teraz odstawiam na pewno będzie warty swojej ceny. Od momentu gdy pierwszy raz zobaczyłem tę urocza pieguskę, miałem ochotę ja najprościej w świecie ,,wykochać" . Choć gustuje przeważnie w blondynkach o jasnych oczach, bardzo często podobają mi się też kobiety które są zupełnym przeciwieństwem. Absolutnie nie wiążę z tą kobieta jakiś większych planów. Po prostu czasem miło dla odmiany wykochać niemiecka kobietę, a nie polską dziwkę. A tu w Warszawie o niemiecką kobietę dosyć trudno.
Wyciągnąłem z munduru wizytówkę restauracji w której jadłem każdego wieczoru, i podałem dziewczynie która niepewnie ją ode mnie wzięła.
- To najlepsza restauracja w całej Warszawie. Stołują się tam głównie SS-mani , i prawie nigdy nie ma wolnego stolika, więc pewnie nie miała pani okazji tam jeść.
- Nie miałam..
- No właśnie. Także... nie musi pani teraz odpowiadać na moje zaproszenie, będę tam dzisiaj na panią czekał o 19. No a teraz, obowiązki wzywają.
Nie czekając na jej odpowiedź ukłoniłem się i skierowałem się do wyjścia. Jednak zanim jeszcze wyszedłem zdałem sobie sprawę że dalej nie poznałem jej imienia, a przecież to rozwieje wszystkie moje wątpliwości o jej narodowości. No chyba że mi najzwyczajniej w świecie skłamie..
Z drzwi zapytałem:
- Jeszcze zanim wyjdę, pani już mnie zna, ja jednak nie znam nawet pani imienia. - uśmiechnąłem się do niej, niecierpliwie czekając na odpowiedź.
Kasia? xd
- Oczywiście. Może pan nawet wziąć ją za darmo.
Uśmiechnąłem się do niej, i po chwili namysłu powiedziałem:
- Może nie za dramo, co by pani powiedziała gdybym zaprosił panią na kolację?
Ta zamilkła na chwilę po czym wymamrotała:
- Eee.. Ja b.... - jednak automatycznie jej przerwałem.
- Gdzie moje maniery. Nawet się pani nie przedstawiłem. Achim Bursche.
Powiedziałem całując jej dłoń. Dziewczyna była mocno zmieszana całą sytuacją. Nie dziwię jej się, popatrzyła na żołnierzy wynoszących alkohol z piwnicy.
- Niech pani wybaczy moim kolegom, to nie ich wina że zostali wychowani jak prosięta. - powiedziałem próbując zwrócić jej uwagę z powrotem na mnie.
Co z tego, że gdyby to było inne miejsce robił bym to samo co oni, są sprawy o których cywle nie muszą mieć pojęcia.
Teatrzyk który teraz odstawiam na pewno będzie warty swojej ceny. Od momentu gdy pierwszy raz zobaczyłem tę urocza pieguskę, miałem ochotę ja najprościej w świecie ,,wykochać" . Choć gustuje przeważnie w blondynkach o jasnych oczach, bardzo często podobają mi się też kobiety które są zupełnym przeciwieństwem. Absolutnie nie wiążę z tą kobieta jakiś większych planów. Po prostu czasem miło dla odmiany wykochać niemiecka kobietę, a nie polską dziwkę. A tu w Warszawie o niemiecką kobietę dosyć trudno.
Wyciągnąłem z munduru wizytówkę restauracji w której jadłem każdego wieczoru, i podałem dziewczynie która niepewnie ją ode mnie wzięła.
- To najlepsza restauracja w całej Warszawie. Stołują się tam głównie SS-mani , i prawie nigdy nie ma wolnego stolika, więc pewnie nie miała pani okazji tam jeść.
- Nie miałam..
- No właśnie. Także... nie musi pani teraz odpowiadać na moje zaproszenie, będę tam dzisiaj na panią czekał o 19. No a teraz, obowiązki wzywają.
Nie czekając na jej odpowiedź ukłoniłem się i skierowałem się do wyjścia. Jednak zanim jeszcze wyszedłem zdałem sobie sprawę że dalej nie poznałem jej imienia, a przecież to rozwieje wszystkie moje wątpliwości o jej narodowości. No chyba że mi najzwyczajniej w świecie skłamie..
Z drzwi zapytałem:
- Jeszcze zanim wyjdę, pani już mnie zna, ja jednak nie znam nawet pani imienia. - uśmiechnąłem się do niej, niecierpliwie czekając na odpowiedź.
Kasia? xd
od Kasi c.d od Achima
Mimo, że to nie mnie wołali, ścisnęłam lekko ramię pani Marii i ruszyłam tuż za blondynem. Starałam się zachować obojętny wyraz twarzy, żeby nie wyglądać na podejrzaną i nawet mi to wyszło.
Po paru krokach zorientowałam się, o co poszło. Dobrali się najwidoczniej do piwnicy i zalegających w niej butelek wina, whisky i ręcznie robionej cytrynówki.
Prychnęłam cichutko, gdy wychodzili, trzymając w rękach dosłownie wszystko, co tam było. Jeden z tych hitlerowców, ten łysy, spojrzał na mnie z góry (co w sumie nie byłp trudne).
— Cywilom nie można trzymać aż takiej ilości alkoholu — warknął po niemiecku, a ja kiwnęłam powoli głową, nie spuszczając z niego wzroku. Kretyński imbecyl. Wymyślił to na poczekaniu, mogę się założyć, bo nigdy nie słyszałam o takim zakazie.
— Skoro tak, to możecie to wziąść — powiedziałam, również po niemiecku i uśmiechnęłam się leciutko. Wziął to za oznakę szacunku, ale miałam go do niego tyle, że mogłabym bez problemu splunąć mu pod nogi. Ale mogliby oskarżyć o moje zachowanie panią Marię, a nie chciałam, żeby miała przeze mnie problemy. Bądź co bądź, nie sądzę, abym wyglądała na pełnoletnią.
— Wracając — odezwał się do mnie po niemiecku ten blondyn (muszę zapytać go o imię, bo szlag mnie trafi, jeśli ciągle będę nazywać go "blondynem" albo "Niemcem")— Czyli mogę kupić tę różę?
— Ależ oczywiście — odparłam w tym samym języku, podnosząc głowę, aby spojrzeć mu w oczy — Może pan wziąć ją nawet za darmo.
Achim?
Po paru krokach zorientowałam się, o co poszło. Dobrali się najwidoczniej do piwnicy i zalegających w niej butelek wina, whisky i ręcznie robionej cytrynówki.
Prychnęłam cichutko, gdy wychodzili, trzymając w rękach dosłownie wszystko, co tam było. Jeden z tych hitlerowców, ten łysy, spojrzał na mnie z góry (co w sumie nie byłp trudne).
— Cywilom nie można trzymać aż takiej ilości alkoholu — warknął po niemiecku, a ja kiwnęłam powoli głową, nie spuszczając z niego wzroku. Kretyński imbecyl. Wymyślił to na poczekaniu, mogę się założyć, bo nigdy nie słyszałam o takim zakazie.
— Skoro tak, to możecie to wziąść — powiedziałam, również po niemiecku i uśmiechnęłam się leciutko. Wziął to za oznakę szacunku, ale miałam go do niego tyle, że mogłabym bez problemu splunąć mu pod nogi. Ale mogliby oskarżyć o moje zachowanie panią Marię, a nie chciałam, żeby miała przeze mnie problemy. Bądź co bądź, nie sądzę, abym wyglądała na pełnoletnią.
— Wracając — odezwał się do mnie po niemiecku ten blondyn (muszę zapytać go o imię, bo szlag mnie trafi, jeśli ciągle będę nazywać go "blondynem" albo "Niemcem")— Czyli mogę kupić tę różę?
— Ależ oczywiście — odparłam w tym samym języku, podnosząc głowę, aby spojrzeć mu w oczy — Może pan wziąć ją nawet za darmo.
Achim?
17.07.2017
od Achima c.d od Kasi
Ledwie zaciągnęliśmy tego chłopaka na przesłuchanie, a już wysłano nas w kolejnej sprawie. Ktoś z Warszawiaków doniósł że właścicielka kwiaciarni, podobno przetrzymuje uciekinierów z więzienia. Uważam to za mało prawdopodobne, po co starsza pewnie już schorowana kobieta, miałaby sobie dokładać kłopotów. Pewnie nie ma z byt wielu pieniędzy z tej kwiaciarni, i niby jeszcze miałaby ukrywać tych darmozjadów? No ale, tak jak już mówiłem, rozkaz to rozkaz.
Chwilę potem byliśmy już w kwiaciarni, przestraszona kobieta od razu wezwała swoją pracownicę. Gdy przyszła spostrzegłem że to ta sama kobieta którą spotkałem z samego rana. Piegowata ciemnowłosa. Ukłoniłem się delikatnie gdy weszła na znak szacunku. To musi być Niemka nie ma innej opcji. Może nie jest niebieskooką blondynka, jednak ja to po prostu czuję.
- Coś się stało panowie ? - zapytała po niemiecku.
- Doszły nas słuchy że ukrywają się tu uciekinierzy. - wyłoniłem się z tłumu. - Musimy przeszukać kwiaciarnię . - powiedziałem spokojnie.
Zanim kobiety zdążyły cokolwiek odpowiedzieć, żołnierze zaczęli przetrząsać cała kwiaciarnię. Wywalając wszystko co popadnie.
Starsza pani zareagowała:
- Ale proszę uważać... - na co piegowata dziewczyna ją przytrzymała, dając do zrozumienia żeby milczała by nie narobić sobie więcej kłopotów.
- Ej! Ale trochę kultury panowie. - skomentowałem ich zachowanie. Gdyby nie świadomość że istnieje możliwość że przeszukujemy kwiaciarnię Niemki, nie miałbym nic przeciwko ich zachowaniu.
Starsza pani usiadła na krześle ze stresu, ciemnowłosa wspierała ją kładąc dłoń na jej ramieniu. Podszedłem do niej i powiedziałem po niemiecku:
- Niech Panie się nie martwią, my tylko przeszukamy obiekt.
Brunetka popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się delikatnie, próbując ukryć zdenerwowanie.
Podniosłem jedną z czerwonych róż które leżały na ziemi.
- Przy okazji, mógłbym ją kupić? - zapytałem delikatnie uśmiechnięty w stronę dziewczyny.
Jednak zanim ta odpowiedziała usłyszałem głos jednego z żołnierzy:
- Panie Poruczniku, musi pan to zobaczyć!
Położyłem różę na blacie i skierowałem się do żołnierzy . Czyżby coś znaleźli?
Kasiu? ( wybacz ,mi też jakoś teraz nie poszło xd )
Chwilę potem byliśmy już w kwiaciarni, przestraszona kobieta od razu wezwała swoją pracownicę. Gdy przyszła spostrzegłem że to ta sama kobieta którą spotkałem z samego rana. Piegowata ciemnowłosa. Ukłoniłem się delikatnie gdy weszła na znak szacunku. To musi być Niemka nie ma innej opcji. Może nie jest niebieskooką blondynka, jednak ja to po prostu czuję.
- Coś się stało panowie ? - zapytała po niemiecku.
- Doszły nas słuchy że ukrywają się tu uciekinierzy. - wyłoniłem się z tłumu. - Musimy przeszukać kwiaciarnię . - powiedziałem spokojnie.
Zanim kobiety zdążyły cokolwiek odpowiedzieć, żołnierze zaczęli przetrząsać cała kwiaciarnię. Wywalając wszystko co popadnie.
Starsza pani zareagowała:
- Ale proszę uważać... - na co piegowata dziewczyna ją przytrzymała, dając do zrozumienia żeby milczała by nie narobić sobie więcej kłopotów.
- Ej! Ale trochę kultury panowie. - skomentowałem ich zachowanie. Gdyby nie świadomość że istnieje możliwość że przeszukujemy kwiaciarnię Niemki, nie miałbym nic przeciwko ich zachowaniu.
Starsza pani usiadła na krześle ze stresu, ciemnowłosa wspierała ją kładąc dłoń na jej ramieniu. Podszedłem do niej i powiedziałem po niemiecku:
- Niech Panie się nie martwią, my tylko przeszukamy obiekt.
Brunetka popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się delikatnie, próbując ukryć zdenerwowanie.
Podniosłem jedną z czerwonych róż które leżały na ziemi.
- Przy okazji, mógłbym ją kupić? - zapytałem delikatnie uśmiechnięty w stronę dziewczyny.
Jednak zanim ta odpowiedziała usłyszałem głos jednego z żołnierzy:
- Panie Poruczniku, musi pan to zobaczyć!
Położyłem różę na blacie i skierowałem się do żołnierzy . Czyżby coś znaleźli?
Kasiu? ( wybacz ,mi też jakoś teraz nie poszło xd )
od Kasi c.d od Achima
Dopiero po chwili zorientowałam się, że owy Niemiec się do mnie odezwał. Zapytał, czy wszystko w porządku, więc szybko kiwnęłam głową.
— Tak, tak — powiedziałam po niemiecku i wysiliłam się na sztuczny uśmiech. Wydawał się... Uspokojony? On i reszta hitlerowców, wraz z tym chłopcem wsiedli do więziennej ciężarówki. Stałam w tym miejscu chwilę, nawet po tym, jak odjechali. Nigdy nie rozmawiałam z tym chłopcem, ale skądś go kojarzyłam... Może znam jego rodziców i rozpoznałam jego twarz? Całkiem możliwe.
W każdym razie, o co chodziło temu Niemcowi? Albo się nawrócił i szanuje Polaków, albo wziął mnie za Niemkę. Pewnie to drugie, inaczej nie pomagałby mi w zbieraniu kwiatów.
Zmarszczyłam brwi. Pewnie mnie zapamiętał. Jak tylko odkryje, że jestem Polką, pewnie będze się mścił.
Przycisnęłam do siebie kwiaty i szybkim krokiem ruszyłam do domu Zofii.
~~~
Gdy siedziałam na swoim wystrzępionym materacu, oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy. Po raz setny tego dnia postanowiłam ponownie przemyśleć tamto zdarzenie.
Dobra, musiałam przyznać, że tamten blondwłosy Niemiec był całkiem niebrzydki i zachowywał się całkiem znośnie, ale najwyraźniej po prostu wziął mnie za Niemkę. Boję się, co się ze mną stanie, gdy odkryje, że nią nie jestem.
Postanowiłam wstać i zejść do kwiaciarni.
Gdy już otulił mnie fantastyczny zapach kwiatów, usłyszałam głos pani Marii.
— Kasiu? Mogłabyś tu przyjść? — zapytała głośno. Zmarszczyłam brwi, bo wyczułam zdenerwowanie w jej głosie. Przyśpieszyłam kroku i stanęłam obok niej.
Przed nami, centralnie blokując wyjście z kwiaciarni, stało paru hitlerowców w mundurach.
Złożyłam ręce na piersi i wysiliłam się na uśmiech.
— Coś się stało, panowie? — zapytałam po niemiecku, nie chcąc mieć problemów za używanie polskiego.
Przejechałam spojrzeniem po nowoprzybyłych. Dwóch brunetów, jeden łysy i jeden blondyn o niebieskim spojrzeniu.
W dodatku ten, którego spotkałam wcześniej.
Ale co się stało? Zrobiłam coś złego? A może to pani Maria? Ale czym staruszka mogła zwrócić na siebie uwagę? Przecież ona tylko sprzedaje kwiaty.
A ja? Może to do mnie przyszli?
Zaczęłam w myślach analizować to, co ostatnio zrobiłam. Nie wychylałam się zbytnio, więc o co chodzi?
Achim?
— Tak, tak — powiedziałam po niemiecku i wysiliłam się na sztuczny uśmiech. Wydawał się... Uspokojony? On i reszta hitlerowców, wraz z tym chłopcem wsiedli do więziennej ciężarówki. Stałam w tym miejscu chwilę, nawet po tym, jak odjechali. Nigdy nie rozmawiałam z tym chłopcem, ale skądś go kojarzyłam... Może znam jego rodziców i rozpoznałam jego twarz? Całkiem możliwe.
W każdym razie, o co chodziło temu Niemcowi? Albo się nawrócił i szanuje Polaków, albo wziął mnie za Niemkę. Pewnie to drugie, inaczej nie pomagałby mi w zbieraniu kwiatów.
Zmarszczyłam brwi. Pewnie mnie zapamiętał. Jak tylko odkryje, że jestem Polką, pewnie będze się mścił.
Przycisnęłam do siebie kwiaty i szybkim krokiem ruszyłam do domu Zofii.
~~~
Gdy siedziałam na swoim wystrzępionym materacu, oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy. Po raz setny tego dnia postanowiłam ponownie przemyśleć tamto zdarzenie.
Dobra, musiałam przyznać, że tamten blondwłosy Niemiec był całkiem niebrzydki i zachowywał się całkiem znośnie, ale najwyraźniej po prostu wziął mnie za Niemkę. Boję się, co się ze mną stanie, gdy odkryje, że nią nie jestem.
Postanowiłam wstać i zejść do kwiaciarni.
Gdy już otulił mnie fantastyczny zapach kwiatów, usłyszałam głos pani Marii.
— Kasiu? Mogłabyś tu przyjść? — zapytała głośno. Zmarszczyłam brwi, bo wyczułam zdenerwowanie w jej głosie. Przyśpieszyłam kroku i stanęłam obok niej.
Przed nami, centralnie blokując wyjście z kwiaciarni, stało paru hitlerowców w mundurach.
Złożyłam ręce na piersi i wysiliłam się na uśmiech.
— Coś się stało, panowie? — zapytałam po niemiecku, nie chcąc mieć problemów za używanie polskiego.
Przejechałam spojrzeniem po nowoprzybyłych. Dwóch brunetów, jeden łysy i jeden blondyn o niebieskim spojrzeniu.
W dodatku ten, którego spotkałam wcześniej.
Ale co się stało? Zrobiłam coś złego? A może to pani Maria? Ale czym staruszka mogła zwrócić na siebie uwagę? Przecież ona tylko sprzedaje kwiaty.
A ja? Może to do mnie przyszli?
Zaczęłam w myślach analizować to, co ostatnio zrobiłam. Nie wychylałam się zbytnio, więc o co chodzi?
Achim?
od Achima c.d od Kasi
Ostatnio nie miewam zbyt wielu zleceń. A gdy już jakieś dostaje nie są one zbyt ważne, tak jak dzisiaj. Miałem udać się razem z dwoma żołnierzami do domu pewnej kobiety. Podobno jej syn po nocach maluje na murach symbol Polski Walczącej. Nie rozumiem jak głupi muszą być Polacy, jeśli jeszcze do nich nie dotarło że przegrali. Takimi ,, małymi" występkami, tylko pogarszają swoją sytuację, i zajmują mój cenny czas. No ale rozkaz to rozkaz.
Adres okazał się być prawdziwy, tak więc weszliśmy, zobaczyliśmy i zabraliśmy chłopaka.
Miał złamaną nogę więc nawet się nie stawiał, kobieta za to odstawiała tak żałosne cyrki, że czułem się niekomfortowo. Błagała abyśmy zabrali ją zamiast chłopaka, mówiła że chłopak jest bardzo chorowity i potrzebuje ciągłej opieki.
- Tylko go przesłuchamy na Pawiaku. - odpowiedziałem nie patrząc na nią.
Ta po tych słowach wybuchła jeszcze większym płaczem, i zaczęła szarpać żołnierzy trzymających chłopaka. Wyciągnąłem więc swoją broń i wycelowałem w nią.
- Niech pani się uspokoi. - powiedziałem spokojnie.
Ta jednak mimo wszystko dalej szarpała żołnierza który w końcu odepchnął ją z taką siłą że uderzyła tyłem głowy o ścianę i zemdlała. Chłopak mimo że przytomny nie miał pojęcia co się wokół niego działo.
I tak oto wyszliśmy z jej synem, zostawiając ją nieprzytomną na posadzce. Ledwo wyszliśmy z budynku, a wpadła na mnie postać niosąca bukiet kwiatów. Sama się przewróciła wypuszczając kwiaty, zanim jeszcze wstała zaczęła przepraszać, po niemiecku.
Czyżby Niemka? Uklęknąłem i pomogłem jej zbierać kwiaty, co jak co ale szacunek do niemieckich panienek to ja miałem, mam i będę mieć.
Popatrzyłem na dziewczynę, i choć trudno było mi zobaczyć jej twarz bo ciągle ją zasłaniała ciemnymi włosami, udało mi się dojrzeć urocze piegi. Podałem jej pozbierane przeze mnie kwiaty i wstałem.
- Das macht nicht. - odpowiedziałem delikatnie się uśmiechając.
Po czym pośpieszyłem żołnierzy, aby kierowali się do więziennej ciężarówki która czekała na nich parę metrów dalej.
Gdy przechodzili obok piegowatej dziewczyny trzymając kulawego chłopaka, ta popatrzyła na niego przerażona jakby go kojarzyła.
- Alles in Ordnung? - zapytałem dziewczynę, która dopiero teraz popatrzyła na mnie.
Kasia? :>
Adres okazał się być prawdziwy, tak więc weszliśmy, zobaczyliśmy i zabraliśmy chłopaka.
Miał złamaną nogę więc nawet się nie stawiał, kobieta za to odstawiała tak żałosne cyrki, że czułem się niekomfortowo. Błagała abyśmy zabrali ją zamiast chłopaka, mówiła że chłopak jest bardzo chorowity i potrzebuje ciągłej opieki.
- Tylko go przesłuchamy na Pawiaku. - odpowiedziałem nie patrząc na nią.
Ta po tych słowach wybuchła jeszcze większym płaczem, i zaczęła szarpać żołnierzy trzymających chłopaka. Wyciągnąłem więc swoją broń i wycelowałem w nią.
- Niech pani się uspokoi. - powiedziałem spokojnie.
Ta jednak mimo wszystko dalej szarpała żołnierza który w końcu odepchnął ją z taką siłą że uderzyła tyłem głowy o ścianę i zemdlała. Chłopak mimo że przytomny nie miał pojęcia co się wokół niego działo.
I tak oto wyszliśmy z jej synem, zostawiając ją nieprzytomną na posadzce. Ledwo wyszliśmy z budynku, a wpadła na mnie postać niosąca bukiet kwiatów. Sama się przewróciła wypuszczając kwiaty, zanim jeszcze wstała zaczęła przepraszać, po niemiecku.
Czyżby Niemka? Uklęknąłem i pomogłem jej zbierać kwiaty, co jak co ale szacunek do niemieckich panienek to ja miałem, mam i będę mieć.
Popatrzyłem na dziewczynę, i choć trudno było mi zobaczyć jej twarz bo ciągle ją zasłaniała ciemnymi włosami, udało mi się dojrzeć urocze piegi. Podałem jej pozbierane przeze mnie kwiaty i wstałem.
- Das macht nicht. - odpowiedziałem delikatnie się uśmiechając.
Po czym pośpieszyłem żołnierzy, aby kierowali się do więziennej ciężarówki która czekała na nich parę metrów dalej.
Gdy przechodzili obok piegowatej dziewczyny trzymając kulawego chłopaka, ta popatrzyła na niego przerażona jakby go kojarzyła.
- Alles in Ordnung? - zapytałem dziewczynę, która dopiero teraz popatrzyła na mnie.
Kasia? :>
16.07.2017
od Kasi do Achima
— Kasiu, kochana, przyszłabyś tu na chwilkę? — usłyszałam, więc natychmiast oderwałam się od bukietu róż i podeszłam do pani Marii.
Była ona wysoką, wychudzoną starszą panią o siwych włosach spiętych na karku w koka. Cała jej twarz przeorana była zmarszczkami. Mimo wszystko, biły od niej spokój i radość. Była dla mnie niczym babcia, zawsze gotowa aby mi pomóc. Tak poniekąd, to dzięki niej przeżyłam.
— Słucham — stanęłam przed nią i skrzyżowałam ręce na piersi. Nie była to oznaka zniecierpliwienia czy braku szacunku, przynajmniej u mnie. Ja to odbierałam jako zwyczajny gest, dzięki któremu mogłam po prostu zająć czymś ręce. A ja tego bardzo potrzebowałam, nienawidzę, gdy te kończyny wiszą tak po prostu wzdłuż mojego ciała. Denerwuje mnie to po prostu.
— Pamiętasz może Zofię? — zapytała. Pogrzebałam chwilę w pamięci, ale zaraz zorientowałam się, że to była ta sympatyczna trzydziestolatka o jasnych włosach, która była naszą jedyną stałą klientką. Słyszałam ostatnio, że zachorowała, więc nie przychodziła tu już tak często.
— Tak, oczywiście, a co się stało? — odparłam. Ton pani Marii nie wskazywał na to, żeby stało się coś strasznego, ale ja w głowie miałam już scenariusz, w którym to mówi ona, że Zofia nie żyje, wycięczona chorobą. Na szczęście nic takiego nie padło, a pani Maria powiedziała po prostu:
— Zanieś jej te trzy bukiety, bo o nie prosiła.
Westchnęłam z ulgą i zwróciłam wzrok na trzy zestawy kwiatów, które leżały sobie na stoliku. Nie miałam pojęcia, skąd pani Maria je bierze, a zawsze, gdy ją o to pytałam, zmieniała temat.
Wzięłam bukiety do rąk i starając się cokolwiek zobaczyć ponad główkami tulipanów, spojrzałam na moją pracodawczynię.
— Mieszka tam gdzie ostatnio?— spytałam, a ona pokiwała głową. To dobrze, nie będę musiała szukać właściwej ulicy.
Jedną ręką przytrzymując bukiety, a drugą otwierając drzwi, wyszłam z kwiaciarni.
Nie jestem dobra w szukaniu ulic. Zawszd zapamiętuję nazwę albo kompletnie tracę orientację. To straszne, zwłaszcza, gdy muszę dostarczyć komuś jakieś kwiaty.
Na szczęście Zofia mieszkała w kamienicy dosłownie parę kroków stąd. Na wszelki wypadek zasłoniłam włosami twarz i wbiłam wzrok w ziemię, a raczej zielone liście. Jeszcze tylko parę kroków, jeszcze tylko...
BUM.
Odbiłam się od kogoś i wylądowałam na ziemi, a bukiety wylądowały na ziemi. Szybko rzuciłam się do zbierania ich.
— Ah, bardzo przepraszam, ale ze mnie niezdara — wymamrotałam szybko po niemiecku i wstałam, żeby spojrzeć w twarz mojej "przeszkodzie".
Momentalnie zbladłam.
Ten ktoś miał na sobie niemiecki mundur.
Achim?
Była ona wysoką, wychudzoną starszą panią o siwych włosach spiętych na karku w koka. Cała jej twarz przeorana była zmarszczkami. Mimo wszystko, biły od niej spokój i radość. Była dla mnie niczym babcia, zawsze gotowa aby mi pomóc. Tak poniekąd, to dzięki niej przeżyłam.
— Słucham — stanęłam przed nią i skrzyżowałam ręce na piersi. Nie była to oznaka zniecierpliwienia czy braku szacunku, przynajmniej u mnie. Ja to odbierałam jako zwyczajny gest, dzięki któremu mogłam po prostu zająć czymś ręce. A ja tego bardzo potrzebowałam, nienawidzę, gdy te kończyny wiszą tak po prostu wzdłuż mojego ciała. Denerwuje mnie to po prostu.
— Pamiętasz może Zofię? — zapytała. Pogrzebałam chwilę w pamięci, ale zaraz zorientowałam się, że to była ta sympatyczna trzydziestolatka o jasnych włosach, która była naszą jedyną stałą klientką. Słyszałam ostatnio, że zachorowała, więc nie przychodziła tu już tak często.
— Tak, oczywiście, a co się stało? — odparłam. Ton pani Marii nie wskazywał na to, żeby stało się coś strasznego, ale ja w głowie miałam już scenariusz, w którym to mówi ona, że Zofia nie żyje, wycięczona chorobą. Na szczęście nic takiego nie padło, a pani Maria powiedziała po prostu:
— Zanieś jej te trzy bukiety, bo o nie prosiła.
Westchnęłam z ulgą i zwróciłam wzrok na trzy zestawy kwiatów, które leżały sobie na stoliku. Nie miałam pojęcia, skąd pani Maria je bierze, a zawsze, gdy ją o to pytałam, zmieniała temat.
Wzięłam bukiety do rąk i starając się cokolwiek zobaczyć ponad główkami tulipanów, spojrzałam na moją pracodawczynię.
— Mieszka tam gdzie ostatnio?— spytałam, a ona pokiwała głową. To dobrze, nie będę musiała szukać właściwej ulicy.
Jedną ręką przytrzymując bukiety, a drugą otwierając drzwi, wyszłam z kwiaciarni.
Nie jestem dobra w szukaniu ulic. Zawszd zapamiętuję nazwę albo kompletnie tracę orientację. To straszne, zwłaszcza, gdy muszę dostarczyć komuś jakieś kwiaty.
Na szczęście Zofia mieszkała w kamienicy dosłownie parę kroków stąd. Na wszelki wypadek zasłoniłam włosami twarz i wbiłam wzrok w ziemię, a raczej zielone liście. Jeszcze tylko parę kroków, jeszcze tylko...
BUM.
Odbiłam się od kogoś i wylądowałam na ziemi, a bukiety wylądowały na ziemi. Szybko rzuciłam się do zbierania ich.
— Ah, bardzo przepraszam, ale ze mnie niezdara — wymamrotałam szybko po niemiecku i wstałam, żeby spojrzeć w twarz mojej "przeszkodzie".
Momentalnie zbladłam.
Ten ktoś miał na sobie niemiecki mundur.
Achim?
Subskrybuj:
Posty (Atom)