Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid&Matthias. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid&Matthias. Pokaż wszystkie posty

21.07.2017

Od Matthiasa c.d. Astrid

Rano obudził mnie trzask zamykania drzwi mojej sypialni. W pierwszej chwili nie wiem czemu pomyślałem o moim durnym sąsiedzie, ponieważ tylko on ma komplet zapasowych kluczy, jednak szybko przypomniałem sobie o sytuacji, która miała miejsce dzień wcześniej. Zsunąłem się z łóżka. Ubrałem się do porządku i wszedłem do obok. Nie miałem pojęcia czy Niemka śpi jeszcze czy nie, jednak zakładałem, ze nie.
- Hej, zjesz coś na śniadanie? - zapytałem na tyle cicho by jej nie obudzić, gdyby spała, ale na tyle głośno by usłyszała, jeśli spać nie będzie.
Koc poruszył się nieco niemrawo i po chwili wyjrzała spod niego zmęczona twarz kobiety. Pokiwała niepewnie głową, dlatego zabrałem się za robienie śniadania. Prostych kanapek i herbaty. Postawiłem jej porcję na stoliku koło kanapy, a ja sam wróciłem po swoją.
- Em... dzięki - rzuciła i zabrała się za jedzenie.
Wzruszyłem jedynie ramionami nieco to bagatelizując. Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, co było raczej zrozumiałe, ponieważ nic o sobie nie wiedzieliśmy. Kiedy ja zabrałem się za zmywanie blondynka zebrała się z kanapy, poskładała koc i odłożyła go na nią.
- Mogę skorzystać z łazienki? - spytała trochę niepewnie.
Kiwnąłem jej głową, na potwierdzenia i wskazałem drzwi obok. Zniknęła tam na kilkanaście minut, jednak wyszła wyglądając o wiele lepiej.
- Dzięki jeszcze raz rzuciła, czy mogłaby jakoś... - zaczęła, ale widocznie nie wiedziała do końca co chce powiedzieć.
- Nie trzeba, naprawdę - odparłem, na co ona odparła prostym skinieniem głową
Po chwili opuściła moje mieszkanie, mówiąc proste "do widzenia".

Astrid nie musisz kończyć ;) Dziękuję Ci za wspólne opowiadania, ale nie mam zamiaru sama się produkować, kiedy ty piszesz po 150-200 słów

Od Astrid CD Matthias

Gdy w końcu się obudziłam głowa bolała mnie niesamowicie. Rozejrzałam się. To nie był mój dom. Na pewno nie była to też ulica. Zauważyłam, że mam na sobie koc, chroniący pewnie przed oziębieniem. Ale oto zostało pytanie: gdzie jestem i kto mnie tu przywlókł?! Nadal rozglądałam się po mieszkaniu. Nic nadzwyczajnego. Zrzuciłam z siebie materiał i wstałam. Nadal ledwo chodziłam. Postanowiłam znaleźć
 osobę, która mnie tu zaciągęła.
 Najpierw popatrzyłam w kuchni. Nic. Zostały  jeszcze pokoje. W
pierwszym nie było nikogo, w drugim zaś na łóżku leżał tamten dzieciak. Nie potrzebowałam jego pomocy. Mógł mnie tam zostawić. Zmęczona wróciłam na kanapę. Owinęłam się kocem. Było chłodno. Może tylko mi się wydawało? W każdym razie otuliłam się materiałem. Nie chciało mi się ruszać, a do tego głowa bolała mnie niemiłosiernie. Mruknęłam coś po niemiecku. Chyba powinnam wstać, obudzić Matthias'a, podziękować i wyjść. Tak okazałabym chociaż resztki kultury, które udało mi się zachować.

<Matthias?>

20.07.2017

Od Matthiasa c.d. Astrid

No to się wkopałem. Po prostu świetnie. Popatrzyłem na nieprzytomną kobietę, która jeszcze chwilę temu pewnie coś by mi zrobiła. Podszedłem do niej niezdecydowany, no sprawdzić czy żyje wypadało. Sprawdziłem puls na jej szyi. Był wyczuwalny. Tyle dobrze, że nie musiałem jej reanimować czy coś. Nie miałem wiele przeciwko alkoholowi, jednak zdecydowanie wolałem go w butelce, a nie kiedy ktoś nim śmierdział. Zapewne gdyby na moim miejscu był ktoś inny to już dawno wykorzystałby sytuację. Przekalkulowałem szybko ile zajmie mi droga do domu. Na szczęście nie miałem zbyt daleko. Wziąłem ją na ręce i szczęście dla mnie, że miała niedowagę, bo pewnie w innym przypadku długo bym jej nie uniósł. Przeniosłem ją do domu, w końcu nie mogłem przecież zostawić jej tak po prostu na ulicy. Ja taki nie byłem. O wiele większym wyczynem było dla mnie wciągnięcie jej do mieszkania. Godzinę zajęło mi całe przetransportowanie kobiety na kanapę. Ułożyłem ją na niej. Było może gdzieś koło dziesiątej wieczór. Poszedłem do mojego sąsiada, miałem cichą nadzieję, że jeszcze nie śpi.
Ku mojemu szczęściu otworzył mu drzwi w mundurze. Uniósł brwi, kiedy mnie zobaczył. Tak zdecydowanie nie był to codzienny widok. Nie przychodziłem do niego z byle jaką sprawą i dobrze o tym wiedział. 
- Cześć, potrzebuję pomocy - zacząłem spokojnie.
- Nie wątpię, inaczej byś nie przychodził - odparł odpalając papierosa.
Yh, jak ja nienawidziłem, kiedy się tak bucowato zachowywał! Był po prostu okropny.
- Jakaś Niemka, która mnie legitymowała parę godzin temu, wpadła na mnie pijana - wyjaśniłem.
- A ty nie mogłeś się zająć swoim życiem i wziąłeś ją do siebie? No, no, no, zaskoczyłeś mnie - odparł wychodząc z mieszkania. 
Zaplotłem ręce na klatce piersiowej urażony. 
- Tak, dokładnie, więc idź tam, sprawdź sobie jej papierki i powiedz czy ją kojarzysz, bo ja nie mam zamiaru się nią zajmować - powiedziałem. 
Uśmiechnął się pod nosem rozbawiony. Zawsze bawiło go, kiedy zaczynałem się rządzić. Nie wiem co w tym takiego śmiesznego. Przeszedł do mojego mieszkania. Zatrzymał się przy kobiecie i przeszukał jej kieszenie, na szczęście miała ze sobą dokumenty, więc mógł je jej sprawdzić. 
- Coś, gdzieś, tak jakby mi świta - odparł, ale później pokręcił głową - Co ja mogę? Pomogłeś to się z nią użeraj. 
- Dzięki wielkie za pomoc - odparłem zły
- Oj, wiesz, że nie ma za co. Dla ciebie wszystko - odparł koloryzując to znacznie. 
Pokręciłem głową, jego drwiący ton też zawsze wyprowadzał mnie z równowagi. Brunet zostawił papiery na stoliku obok blondynki i ruszył do siebie. Postanowiłem być tak dobry i przykryć ją kocem, by alkohol nie wychłodził jej zbytnio organizmu. Sam także udałem się na spoczynek. 

< Astrid?> 

Od Astrid CD Matthias

Mina chłopaka była jakby pytajaca, ale nie byłam w stanie określić, czy był uśmiechnięty, czy zaraz miał się rozpłakać. Obraz przed moimi oczami rozmywał się i nie byłam w stanie chodzić normalnym krokiem. Chyba wypiłam dużo-za-dużo, bo nie mogłam normalnie funkcjonować. Moje myśli kotłowały się gdzieś w głębi mojej głowy, na granicy rzeczywistości i zrobiłyby wszystko by uciec. Powoli traciłam kontrolę nad ciałem.
-T-To cię -zatrzymałam się. -Nie powinno o-obchodzić...
Znów popatrzyłam na chłopaka morderczym wzrokiem. Ten odszedł parę kroków i czym prędzej ukrył się w kamienicy. Nie miałam nic przeciwko temu. Momentalnie poczułam się słabo. Traciłam panowanie nad ciałem, tym razem ledwo utrzymywałam się na nogach. Ostatkiem sił przywlokłam się do ściany. Gdy tylko jej dotknęłam oparłam się w nadzieji, że dam radę stanąć, lecz tylko osunęłam się na ziemię. Byłam łatwym celem dla żołnierzy lubiących się "zabawić". Ignorowałam to. Całkowicie upita siedziałam z nogami przy torsie i głową na kolanach. Nic nie pamiętam... Chyba zasnęłam.

Matthias?

Od Matthiasa c.d. Astrid

Powiodłem leniwym wzrokiem za kobietą, która chwilę później zniknęła w mgle. Nie widziałem jak odebrać jej słowa. Jako realia? Jako groźbę? Jako przestrogę? Było wiele możliwości. Ostatecznie zdecydowałem, że to po prostu realia, przynajmniej dla niej. Mnie zawsze wszystko omijało szerokim łukiem. Rozstrzelano jakiś ludzi? Nawet nie słyszałem wystrzału. Zginęło wielu żołnierzy? Moja rodzina i kumple byli bez szwanku. Na pewno zawdzięczałem to niebywałemu szczęściu, ale raczej i zdolności do omijania kłopotów. To był dla mnie jak szósty zmysł. Czasem po prostu wiedziałem, że mam iść do domu inną drogą, albo napisać list do ojca akurat dzisiaj. Miewałem takie przeczucia dość często.
Wzdrygnąłem się, uświadomiwszy sobie, że stoję tak we mgle od kilkunastu minut. Musiałem chwilę pomyśleć, by zorientować się, co w ogóle tutaj robię. Kiedy spojrzałem na zegarek zdałem sobie sprawę, że spóźniłem się już prawie godzinę, dlatego ruszyłem biegiem na podaną ulicę.
Kilka minut później pukałem już do drzwi o podanym adresie. Otworzyła mi je mała dziewczynka, miała ciemne włosy i przenikliwe szare oczy. W pierwszej chwili jakby się zacięła widząc mnie i nieco cofnęła wystraszona. Zastanowiłem się chwilę jak ubrać w słowa to, co chcę powiedzieć.
- Ja do twojego taty... - zacząłem po polsku, ale nie było mi dane skończyć, bo już zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
Muszę przyznać, że mimo wszystko tego się nie spodziewałem. Po chwili usłyszałem czyjeś kroki i w drzwiach pojawił się mój matematyk. Z bandażem na kostce i nieco bardziej domowym ubraniu.
- Matthias... no tak, nieco się spóźniłeś i uciąłem sobie drzemkę. Przepraszam za Weronikę. Sam rozumiesz jak jest... - zaczął się tłumaczyć, jednak ja odpowiedziałem mu po prostu uśmiechem.
- Nic się nie stało. Po prostu nie wiedziałem, że jestem aż tak przerażający - odparłem żartobliwie, przez co nieco ulżyło mężczyźnie.
Zawsze w moim towarzystwie był nieco zestresowany, aż nie zacząłem sobie żartować. Pierwszy raz, kiedy zażartowałem spojrzał na mnie jak na kogoś z innej planety, jednak później już się do tego przyzwyczaił.
Zostałem zaproszony do salonu, gdzie usiedliśmy. Nienawidziłem matematyki, o czym wiedział nie tylko mój nauczyciel, ale także Noah, który nie raz siedział ze mną do nocy, tłumacząc coś. Obaj zawsze śmiali się widząc moją minę, kiedy to zadawali mi jakieś nowe równania. Prawie zieleniałem, jak do wymiotów. Przetrwałem jakoś lekcje bez rewelacji, umówiłem się na następną, po czym wyszedłem kierując się do domu. Nie ma to jak zmarnować sobie kilka godzin na ten durny przedmiot. Było już późno, jednak mgła nieco się rozeszła, więc pomimo ciemności była dość dobra widoczność.
Szedłem do domu spacerem, nie zamierzałem się spieszyć, ponieważ dzisiaj szanowny pan Volker nie miał u mnie wizytacji i nie będzie mnie opieprzał za to, że się spóźniłem. Czasem był po prostu okropny. "Czasem"? Co ja mówię, zawsze. Moje wywody na temat mojego durnego sąsiada przerwała mi kobieta, która jeszcze tego dnia legitymowała mnie. Szła ulicą delikatnie się przy tym zataczając. Przystanąłem i obserwowałem jej poczynania krótką chwilę.
- Wszystko okej? - zapytałem, kiedy koło mnie prawie uderzyła w latarnie.
Myślę, że nie zwróciłaby na mnie uwagi, gdyby nie fakt, że się odezwałem. Rzuciła mi nienawistne spojrzenie. No to chyba własnie się w coś wkopałem...

<Astrid?>

Tutaj notka od autora: Nie wiem czy kiedykolwiek piłaś tyle alkoholu, co twoja postać i to przy masie 50 kg, jednak polecam zapoznać się z tą stroną. Po wprowadzeniu danych możesz sprawdzić ile promili alkoholu we krwi będzie miała twoja postać i jakie są tego skutki. Z moich obliczeń wyszło, że po twoim opowiadaniu miała 0.46 promila, a to odpowiada zaburzeniom równowagi, upośledzeniu koordynacji ruchowo-wzrokowej, nadmiernej euforii, jak i obniżeniu krytycyzmu. Następnym razem, gdy nie będziesz miała jakieś informacji polecam przeszukać google lub skontaktować się z naszym małym zarządem bloga. (Jeśli znasz z niego tylko administratora, którym jest Achim to właśnie z nią, a ona najwyżej przekieruje cię do kogoś innego, ale jestem pewna, że raczej udzieli informacji od razu)
Piszę tą notatkę, bo nie piszemy żadnymi x-manami, tylko zwykłymi ludźmi i chcemy by zachować w opowiadaniach chociaż cienie realizmu. Nie ma cię to obrazić, a tylko poinformować. 


Dziękuje i do napisania, Matt. 

Od Astrid CD Matthias

-Ciesz się, że żyjesz. To się może niedługo zmienić.
Chłopak zdawał się być zdziwiony moją reakcją. Dosłownie przeszywałam Matthias'a wzrokiem. Zwykły cywil, jakich pełno teraz na ulicach Warszawy. Szary, niczym nie wyróżniający się człowiek. Nic nie osiągnie. Odeszłam szybkim krokiem. W mojej głowie kotłowały się myśli. Błądziły w labiryncie emocji co chwila zahaczając o wspomnienia, z których mało co pamiętam. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam do mojego małego mieszkania w pewnej starej kamienicy. Weszłam szybko zamykając za sobą drzwi. Parę kroków wystarczyło by przejść przez korytarz i znaleźć się w małej kuchni. Zaczęłam przeszukiwać szafki. W jednej z nich powinnam mieć jeszcze butelkę Whisky. Zajrzałam do trzech i nadal nic. Czyżbym pozbyłam się jej już  wcześniej? Otworzyłam czwartą szafkę będącą dla mnie jedyną nadzieją. Tak! Jest! Otworzyłam ją i wzięłam spory łyk. Na języku poczułam specyficzny smak wódki. Nie wiem jak nazwać moje uczucia. Błogość? Beztroska? Nie wiem. Wypiłam pół butelki paroma łykami. Od dawna zarzucali mi alkoholizm, ale chyba nie jest tak źle. Z butelką w ręku oparłam się o ścianę. O dziwo, udało mi się zachować trzeźwość.

Matthias?

17.07.2017

Od Matthiasa c.d. Astrid

Przemierzałem ulice ściskając w dłoni kartkę z adresem, miałem pierwszy raz przyjść na zajęcia do mojego matematyka zamiast on do mnie. Zupełnie mi się to nie uśmiechało, ale biedaczek skręcił sobie kotkę. Postanowiłem, więc tego nie robić problemu tam gdzie go nie ma i po prostu przejść się na ten krótki spacer. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że przyczepi się do mnie jakaś kopnięta laska z zamiarem wylegitymowania mnie i to w tak nieuprzejmy sposób.
- Azaliż, mam rozumieć, że nie jest pani nastawiona do mnie pokojowo? - zapytałem po krótkiej wymianie zdań obserwując młodą kobietę.
Znałem wiele żołnierzy nieco bardziej przyzwoitych i nieco mniej, ale jeszcze na taki przypadek nie trafiłem, pewnie po prostu jak zawsze to ja byłem słabo poinformowany. Leniwie sięgnąłem po dokumenty, a ona obserwowała każdy mój ruch, jakby bała się, ze wyglądnę co najmniej pistolet.
- To się okaże - prawie warknęła.
No cóż... Kobiety, kto je zrozumie? Ja na pewno nie i nigdy się to nie zmieni. Czasem miałem wrażenie, że to zupełnie inna rasa. Wyciągnąłem paszport i podałem uroczej pani. Ta zmierzyła go wzrokiem, przeczytała zapewne dwa razy, albo po prostu bardzo wolno i wepchnęła mi go z powrotem w dłonie.
- Masz szczęście dzieciaku - fuknęła, widać było, że najwidoczniej popsułem jej szyki.
Uśmiechnąłem się do niej nieco nieśmiało w podzięce, że jednak nie będę miał żadnych problemów. W tamtym momencie kompletnie zapomniałem o tym, że jestem spóźniony na zajęcia z matematyki, ale no cóż, mała strata. Nigdy nie lubiłem tego durnego przedmiotu, co innego gdyby zatrzymała mnie tuż przed zajęciami z niemieckiego, literatury czy też polskiego, wtedy chyba bym ją rozszarpał. Uwielbiałem te zajęcia.

< Astrid?>

Od Astrid do Matthiasa

Szłam szybkim krokiem po dzielnicach Warszawy. Po Mokotowie. Rękę ciągle trzymałam na pistolecie, z którego korzystam. To był naprawdę piękny dzień. Jasne niebo, bezwietrzna pogoda i słońce tylko jeszcze mały szczegół. Za wesoło tu. Trzeba to zmienić. Nie miałam na sobie mundru, przez co najmniej nie przypominałam siebie. Spokojnie można mnie było wziąć za cywila. Jedynym akcentem w moim wyglądzie był mały pistolet wciśnięty za pas. Ulice okrywała gęsta mgła, lecz nie miałam większych problemów z widzeniem. Na rogu ulicy mijałam niskiego blondyna. Zatrzymałam go. Ręką odruchowo ścisnęłam broń.
-Coś nie tak, Frau?
-Jeśli nie wiesz z kim rozmawiasz, zamilcz -warknęłam po niemiecku.
Zamurowało go. Chyba nikt nigdy się tak do niego nie odzywał. Nikt, oprócz mnie. Ja mogę to robić.
-Co?
-Godność.
-Matthias Wagner. Można znać pani?
Uśmechnęłam się ironicznie.
-To cię nie powinno obchodzić.
Zmierzyłam chłopaka wzrokiem. Nie zbyt wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach. Założyłam ręce.



Matthias?