- Właściwie to żadna tajemnica- odparłam.
- Pracuję w restauracji, w której zabrakło kwiatów na udekorowanie sali na jakąś niemiecką uroczystość- dodałam. Następnie pożegnałam się i skierowałam w stronę wyjścia. W chwili, gdy chciałam złapać za klamkę i wyjść, na ulicy zapanowało ogromne poruszenie. Wstrzymało mnie to przed wyjściem z kwiaciarni. Po chwili przed budynkiem zaroiło się od samochodów i ciężarówek policji niemieckich oraz od niemieckich żołnierzy. Część znajdujących się na ulicy ludzi zaczęła w popłochu uciekać, inni z przerażenia stanęli w miejscu i nie ruszali się, zupełnie niczym doskonale odwzorowane ludzkie posągi. Szybko cofnęłam się w głąb kwiaciarni, z powrotem do lady. Oparłam się o nią plecami. Wiedziałam, że dla własnego dobra powinnam jak najszybciej odwrócić wzrok, ale nie potrafiłam tego zrobić. Zobaczyłam jakąś kobietę, biegnącą szybko w stronę kwiaciarni. Być może chciała się tu ukryć. Niestety, dogonił ją jakiś żołnierz i zaprowadził do jednej z ciężarówek. Kobieta szamotała się jak tylko mogła, na mężczyźnie nie robiło jednak żadnego wrażenie. Popychał ją przed sobą niczym szmacianą lalkę. Dopiero to wydarzenie sprawiło, że nieco się otrząsnęłam. Zdałam sobie sprawę, że z nerwów z całych sił zacisnęłam ręce, w których trzymałam kwiaty i poraniłam się. Przypomniałam sobie też, gdzie właśnie się znajduję. Natychmiast odwróciłam się w stronę sprzedawczyni. Pierwsze, co zauważyłam, to jej przerażony wzrok. Ja musiałam wyglądać podobnie. Mimo wszystko zaczęłam w duchu dziękować Bogu. Gdybym jednak wyszła chwilę wcześniej, też mogłabym zostać złapana. Pewnie by się tak stało. Na szczęście klienci przebywający w różnych sklepach w czasie łapanek byli bezpieczni. Wtedy zdałam sobie sprawę, że gdyby nie wypadnięcie jednej z róż i moja krótka rozmowa z kwiaciarką, wyszłabym znacznie wcześniej. Za sobą nadal słyszałam krzyki, zarówno w języku polskim, jak i niemieckim. Spojrzałam jeszcze raz na swoje dłonie. Z zadrapań po kolcach zaczynała powoli lecieć krew. Powinnam to opatrzyć. Zapytać, czy jest tu coś, co mogłoby do tego posłużyć. Ale jak mogłabym zadać takie pytanie podczas gdy na zewnątrz ludzie są łapani, by potem zostać wywiezionymi prosto w szpony śmierci?
<Kasia?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estera&Kasia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estera&Kasia. Pokaż wszystkie posty
23.07.2017
22.07.2017
od Kasi c.d. Estery
Siedziałam właśnie na krześle i czytałam wczorajszą gazetę, gdy rozległ się dzwonek i do kwiaciarni weszła zgrabna blondynka, z wyglądu Niemka.
— Dzień dobry — odezwała się, a ja szybko odłożyłam gazetę, poderwałam się z krzesła i podeszłam do niej z uśmiechem.
— Dzień dobry — odparłam, gdy tylko do niej podeszłam.— W czym mogę pomóc? Odgarnięłam kosmyki włosów za ucho i zaczekałam, aż wyjaśni, co chce kupić.
— Szukam róż. Białych róż. Najlepiej jak najwięcej — wyjaśniła, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Niedawno, czyli jakąś godzinę temu, układałam właśnie te kwiaty w ogromne bukiety.
— Oczywiście, zaraz pani przyniosę — ruszyłam w prawą stronę, manewrując zgrabnie między wszystkimi stoiskami. W końcu schyliłam się i z wazonu wyciągnęłam duży bukiet, róż czterdzieści sztuk. Trzymając go nad głową, wróciłam do klientki, która zapłaciła i już po chwili to ona trzymała w dłoniach białe róże.
— Można wiedzieć, jaka to okazja? — zapytałam z czystej ciekawości.— Ale jeśli nie chce pani mówić, to w porządku.
Szybko schyliłam się i złapałam różę, która wypadła z bukietu. Wsadziłam ją z powrotem, w bardziej pewne miejsce.
Estera?
— Dzień dobry — odezwała się, a ja szybko odłożyłam gazetę, poderwałam się z krzesła i podeszłam do niej z uśmiechem.
— Dzień dobry — odparłam, gdy tylko do niej podeszłam.— W czym mogę pomóc? Odgarnięłam kosmyki włosów za ucho i zaczekałam, aż wyjaśni, co chce kupić.
— Szukam róż. Białych róż. Najlepiej jak najwięcej — wyjaśniła, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Niedawno, czyli jakąś godzinę temu, układałam właśnie te kwiaty w ogromne bukiety.
— Oczywiście, zaraz pani przyniosę — ruszyłam w prawą stronę, manewrując zgrabnie między wszystkimi stoiskami. W końcu schyliłam się i z wazonu wyciągnęłam duży bukiet, róż czterdzieści sztuk. Trzymając go nad głową, wróciłam do klientki, która zapłaciła i już po chwili to ona trzymała w dłoniach białe róże.
— Można wiedzieć, jaka to okazja? — zapytałam z czystej ciekawości.— Ale jeśli nie chce pani mówić, to w porządku.
Szybko schyliłam się i złapałam różę, która wypadła z bukietu. Wsadziłam ją z powrotem, w bardziej pewne miejsce.
Estera?
21.07.2017
Od Estery c.d. Kasia
Estera przetarła zaspane oczy. Jeśli chciała się ze wszystkim wyrobić, musiała już wstawać. Jednak łóżko wydawało się być takim miłym i ciepłym miejscem. Zaś świat poza nim zdecydowanie nie był ani miły, ani ciepły. W końcu jednak wstała. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, była herbata. Niektórzy kochali co prawda nad życie kawę i wychwalali jej zdolności, ale ona nie wyobrażała sobie zacząć dnia inaczej, jak kubkiem gorącej herbaty. Potem pościeliła łóżku, umyła, ubrała się i wyszła do pracy, upewniwszy się uprzednio, że dobrze zamknęła mieszkanie. Humor tego dnia na początku nawet jej dopisywał, ale znikł całkowicie, jak tylko po wyjściu na jedną z większych ulic zauważyła stojącą pod jednym z bloków wóz policyjny. W środku siedział tylko kierowca. Spojrzał na Esterę, więc ta natychmiast przeniosła wzrok na czubki swoich butów i czym prędzej minęła samochód. Od miejsca jej pracy dzieliło ją jeszcze kilkanaście metrów. Po przyjściu przebrała się w białą bluzkę i czarną spódnicę. Był to obowiązkowy strój każdej kelnerki. Przez pół dnia roznosiła jedzenie i napoje. Potem Estera miała wraz z grupą współpracowników zając się przygotowaniem jednej z sal na przyjęcie, które było na cześć jakiegoś tam niemieckiego dowódcy. Dziewczyna nie interesowała się tym aż tak bardzo, bo zdarzały się one co najmniej raz tygodniowo, jednak były cennym źródłem wszelkich informacji. Do ich zdradzania najbardziej chętni byli wszelacy wojskowi pochodzenia w większości niemieckiego, znajdują się pod wpływem alkoholu. Wystarczyło jeszcze tylko zalotnie się uśmiechnąć czy też mrugnąć, a już byli gotowi wiele wyśpiewać. W czasie przygotowań zabrakło kwiatów, z tego też powodu ktoś musiał iść ich dokupić. Padło na Esterę. Dziewczyna udała się do kwiaciarni z odliczoną sumą pieniędzy.
- Dzień dobry- przywitała się jak tylko weszła do budynku kwiaciarni.
- Dzień dobry- odpowiedziała wesoło piegowata sprzedawczyni.
- W czym mogę pomóc?- dodała.
- Szukam róż. Białych róż. Najlepiej jak najwięcej- powiedziała Estera.
<Kasia?>
- Dzień dobry- przywitała się jak tylko weszła do budynku kwiaciarni.
- Dzień dobry- odpowiedziała wesoło piegowata sprzedawczyni.
- W czym mogę pomóc?- dodała.
- Szukam róż. Białych róż. Najlepiej jak najwięcej- powiedziała Estera.
<Kasia?>
18.07.2017
od Kasi
Dzisiaj, wyjątkowo, pani Maria postanowiła zamknąć kwiaciarnię, więc stwierdziłam, że to idealny dzień, aby zająć się moimi kłakami.
Stanęłam przy moim lustrze, na którym widać było mnóstwo rys i parę pęknięć, ale nadawało się jeszcze do użytkowania. Westchnęłam głośno i poprawiłam swoją przykrótkawą koszulę nocną. Przeczesałam włosy palcami, raz po raz zahaczając o jakieś kołtuny. W końcu podniosłam je do góry, odgarnęłam z twarzy i związałam jakąś wstążką, którą znalazłam w mojej szafce. Westchnęłam ponownie, gdy zobaczyłam moją twarz w pełnej krasie, nie zasłoniętą falami włosów. Przejechałam palcem po swoich piegach i postanowiłam w końcu się ubrać.
Zegar wskazywał dwunastą piętnaście, co znaczyło, że jeśli wyjdę na ulicę, zderzę się z ogromnym tłumem.
Postawiłam dzisiaj na szarą sukienkę. Ubrałam do tego najzwyklejsze botki i raz jeszcze przejrzałam się w lustrze. Nie było tak źle.
Postanowiłam wyjść na zewnątrz, żeby się przewietrzyć i posłuchać, co ludzie mają do powiedzenia. Czasem nie wiedzą, jak głośno mówią, co może im sprawić problemy. Nigdy nie donosiłam, więc przypadkowe osoby spotykane przeze mnie na ulicy prosiły mnie o radę. Pewnie myśleli, że skoro jestem taka malutka to nikt nie liczy się z moim zdaniem. Najśmieszniejsza kiedyś była dwójka siedemnastolatków, którzy wzięli mnie za młodszą od siebie. W tych czasach dwudziestotrzy latka najwyraźniej nie może być niższa niż przeciętny piętnastolatek.
Starałam się jakoś kroczyć między tymi wszystkimi wysokimi ludźmi i nie wpadać na nich, ale jednocześnie trzymałam się z boku chodnika i starałam nie rzucać się w oczy.
Ktoś?
Stanęłam przy moim lustrze, na którym widać było mnóstwo rys i parę pęknięć, ale nadawało się jeszcze do użytkowania. Westchnęłam głośno i poprawiłam swoją przykrótkawą koszulę nocną. Przeczesałam włosy palcami, raz po raz zahaczając o jakieś kołtuny. W końcu podniosłam je do góry, odgarnęłam z twarzy i związałam jakąś wstążką, którą znalazłam w mojej szafce. Westchnęłam ponownie, gdy zobaczyłam moją twarz w pełnej krasie, nie zasłoniętą falami włosów. Przejechałam palcem po swoich piegach i postanowiłam w końcu się ubrać.
Zegar wskazywał dwunastą piętnaście, co znaczyło, że jeśli wyjdę na ulicę, zderzę się z ogromnym tłumem.
Postawiłam dzisiaj na szarą sukienkę. Ubrałam do tego najzwyklejsze botki i raz jeszcze przejrzałam się w lustrze. Nie było tak źle.
Postanowiłam wyjść na zewnątrz, żeby się przewietrzyć i posłuchać, co ludzie mają do powiedzenia. Czasem nie wiedzą, jak głośno mówią, co może im sprawić problemy. Nigdy nie donosiłam, więc przypadkowe osoby spotykane przeze mnie na ulicy prosiły mnie o radę. Pewnie myśleli, że skoro jestem taka malutka to nikt nie liczy się z moim zdaniem. Najśmieszniejsza kiedyś była dwójka siedemnastolatków, którzy wzięli mnie za młodszą od siebie. W tych czasach dwudziestotrzy latka najwyraźniej nie może być niższa niż przeciętny piętnastolatek.
Starałam się jakoś kroczyć między tymi wszystkimi wysokimi ludźmi i nie wpadać na nich, ale jednocześnie trzymałam się z boku chodnika i starałam nie rzucać się w oczy.
Ktoś?
Subskrybuj:
Posty (Atom)