Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jens&Kasia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jens&Kasia. Pokaż wszystkie posty
23.08.2017
Od Kasi CD Jens
Zdążyłam się przywiązać do tego Niemca. Bądź co bądź, był miły. I rozpłakał się przy mnie.
Tym drugim w sumie nie powinnam się cieszyć, bo podobno płacz to oznaka słabeuszy, ale był pierwszym Niemcem, który okazał mi inne uczucia od gniewu. Poza tym uratował mnie przez obozem. I tym samym uratował panią Marię przed samotnością na starość. Ja na pewno bym tam szybko umarła, zjedliby takiego niziołka jak ja, więc nie byłoby szans na powrót do pani Marii. A ona nie dałaby sama rady. Aż boję się myśleć, co by się stało, gdyby zatrudniła jakiegoś donosiciela.
W czasie, gdy moja pracodawczyni zajmowała się moimi siniakami i rankami, ja odwróciłam głowę i otarłam wierzchem wolnej dłoni oczy mokre od łez. Nie chciałam tego mówić. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał. Ale nie widziałam innego wyjścia, moim obowiązkiem było zostawienie go w świętym spokoju.
— Tak, myślę, że to dobry pomysł — odparłam, mimo że każde z tych słów kroiło moje serce na kawałeczki i niszczyło mnie od wewnątrz.— I przepraszam, że sprawiałam ci tyle kłopotów.
— Z wzajemnością — powiedział.
I wyszedł.
Nastąpiła cisza, przerywana tylko odgłosami jakichś robaków. Ale te robaki mają fajne życie. Żyją tylko parę dni, ale świat jest taki duży, mogą iść gdzie chcą, mogą latać... I raczej nie mają tak skomplikowanych uczuć jak ja w tym momencie.
— Teraz już wszystko będzie dobrze - pocieszała mnie pani Maria, ale jakoś to do mnie nie przemawiało. Żyjemy w czasach wojny, na każdym kroku czają się spragnieni krwi Niemcy. Nic nie będzie dobrze.
— Okazuje się, że nie można mieć przyjaciół wśród Niemców — westchnęłam, ale zaraz syknęłam, gdy pani Maria przyłożyła coś do jednej z moich ranek.
— Bo Niemcy to potwory, Kasiu. Nie uważają się za ludzi i słusznie, ale zdecydowanie nie są ponad nami — oznajmniła, po czym zaczęła się opatrywaniem mojego ramienia.
Momentalnie zacisnęłam dłonie w pięści i zamarłam.
— Nie wszyscy — wysyczałam. Jens taki nie był! Nawet jeśli udawał, to przecież żaden Niemiec nie umniejszyłby swojego autorytetu, płacząc przy Polce. Ja go znam. Nawet jeśli ktoś powie, że to niemożliwe, bo spotkałam go tylko dwa razy, to wiem, jaki jest. I będę się przy tym upierać, choćby nie wiem co.
~parę dni później~
Gdy tylko usłyszałam dźwięk dzwonka, odwróciłam się do drzwi. Już miałam coś powiedzieć, pewnie coś w stylu "witamy, czego pan/pani potrzebuje", ale zamarłam. To był Jens. W dłoni trzymał moją chustkę.
— Zdaje się, że to twoje — powiedział i wyciągnął ją w moją stronę.
— Nie oddawaj jej, dałam ci ją — odparłam.
Jens? Przepraszam, że takie badziewne ;-;
22.08.2017
od Jens'a c.d od Kasi
Dziewczyna płakała wtulając się we mnie, u pani Mari też można było dostrzec szklane oczy. Ta cała sytuacja sprawiła że poszedłem w ich ślady i chwilę potem wyglądałem tak samo żałośnie jak przy naszym pierwszym spotkaniu z Kasią. Powinienem w końcu nauczyć się powstrzymywać emocje.
Po chwili tej rozpaczliwej scenki, uznałem że w końcu ktoś musi wziąć się w garść, a fakt że to ja jestem mężczyzną popchnął mnie do działania. Kasia dalej się do mnie tuliła, a pani Maria chociaż trzymała się najmocniej z naszej trójki też co chwilę wycierała oczy chusteczką. W tle leciało radio, a w nim jeden z kawałków jakiegoś polskiego artysty zmuszonego do śpiewania po niemiecku. Niezbyt mu to wychodziło, nie umiał pozbyć się charakterystycznego akcentu, który najbardziej było słychać w wyrazach zawierających ,,s" lub ,,sz" . Sam tekst piosenki też nie brzmiał zbytnio przekonująco w jego wykonaniu.
Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy po czym wytarłem je rękawem, potem popatrzyłem na Kasię. A raczej na czubek jej głowy. Położyłem dłonie na jej ramionach i poklepałem ją delikatnie po plecach pokazując aby popatrzyła na mnie. Ona w końcu się oderwała i spojrzała mi w oczy. Uśmiechnąłem się gdy zobaczyłem że przestała płakać.
- Wszystko w porządku? - zapytałem.
- Jestem nieco poobijana ale raczej obejdzie się bez lekarzy. - uśmiechnęła się.
Popatrzyłem na panią Marię, mimo słów Kasi dalej widziałem w jej oczach nieufność w stosunku do mnie, musiała doświadczyć naprawdę wiele złego ze strony takich jak ja. Nie ma co dłużej stresować, tę biedną schorowaną kobietę moją obecnością. Wróciłem wzrokiem na Kasie, która w dalszym ciągu patrzyła na mnie.
- Tym razem to już naprawdę nasze ostatnie spotkanie. - powiedziałem spokojnie.
Kasia wzięła nagły oddech i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale poczuła jak pani Maria złapała ją za dłoń i powiedziała:
- Chodź Kasiu zrobię ci opatrunek.
Gdy dziewczyna z powrotem odwróciła się w moją stronę ja stałem już w drzwiach kwiaciarni.
Kasia?
Po chwili tej rozpaczliwej scenki, uznałem że w końcu ktoś musi wziąć się w garść, a fakt że to ja jestem mężczyzną popchnął mnie do działania. Kasia dalej się do mnie tuliła, a pani Maria chociaż trzymała się najmocniej z naszej trójki też co chwilę wycierała oczy chusteczką. W tle leciało radio, a w nim jeden z kawałków jakiegoś polskiego artysty zmuszonego do śpiewania po niemiecku. Niezbyt mu to wychodziło, nie umiał pozbyć się charakterystycznego akcentu, który najbardziej było słychać w wyrazach zawierających ,,s" lub ,,sz" . Sam tekst piosenki też nie brzmiał zbytnio przekonująco w jego wykonaniu.
Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy po czym wytarłem je rękawem, potem popatrzyłem na Kasię. A raczej na czubek jej głowy. Położyłem dłonie na jej ramionach i poklepałem ją delikatnie po plecach pokazując aby popatrzyła na mnie. Ona w końcu się oderwała i spojrzała mi w oczy. Uśmiechnąłem się gdy zobaczyłem że przestała płakać.
- Wszystko w porządku? - zapytałem.
- Jestem nieco poobijana ale raczej obejdzie się bez lekarzy. - uśmiechnęła się.
Popatrzyłem na panią Marię, mimo słów Kasi dalej widziałem w jej oczach nieufność w stosunku do mnie, musiała doświadczyć naprawdę wiele złego ze strony takich jak ja. Nie ma co dłużej stresować, tę biedną schorowaną kobietę moją obecnością. Wróciłem wzrokiem na Kasie, która w dalszym ciągu patrzyła na mnie.
- Tym razem to już naprawdę nasze ostatnie spotkanie. - powiedziałem spokojnie.
Kasia wzięła nagły oddech i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale poczuła jak pani Maria złapała ją za dłoń i powiedziała:
- Chodź Kasiu zrobię ci opatrunek.
Gdy dziewczyna z powrotem odwróciła się w moją stronę ja stałem już w drzwiach kwiaciarni.
Kasia?
18.08.2017
od Kasi c.d od Jens'a
Miałam wrażenie, że cały świat się kręci, co powodowało u mnie potworny ból głowy. Zacisnęłam mocno powieki i przycisnęłam dłonie do skroni, ale to nie pomagało, tylko jeszcze bardziej potęgowało dyskomfort w całym ciele. Każda część mojego ciała piekła i szczypała, żeby nie wspomnieć o yym paskudnym, dokuczliwym i strasznym odczuciu, jakim był ból. Otworzyłam oczy, ale i tak niczego nie widziałam przez łzy. Starłam je wierzchem dłoni, a samą dłoń wytarłam o bluzkę.
— Jak dużo złego jeszcze chcecie wyrządzić na tym świecie?! — wrzasnęła pani Maria. Wcześniej też coś krzyczała, ale dopiero teraz słyszałam wszystko wyraźniej. Otwarłam oczy szeroko.
Nie pozwolę go obrażać. Przecież mnie uratował, prawda?
— Proszę go zostawić w spokoju! — wrzasnęłam, ale mnie nie usłyszeli. Zastanawiałam się, co zrobić, aby przestali się kłócić.
— Ma pani rację. Choćbym chciał, nie zmienię tego kim jestem — odparł smutno Jens.
Podniosłam się z krzesła, ale gdy tylko dotknęłam stopami ziemi z hukiem na nią upadłam. Noga zaczęła boleć jeszcze bardziej. Oboje natychmiast rzucili się, żeby pomóc mi wstać, a ja pozwoliłam im się podnieść. Niczym szmaciana lalka pozwoliłam z powrotem posadzić się na krześle.
— Powinieneś zginąć! Dla takich jak ty nie ma miejsca w dobrym, bożym świecie! — warknęła pani Maria, a ja ostatkami sił podniosłam się do góry i wszczepiłam dłońmi w ubranie Jensa.
— Niech go pani zostawi w spkoju! On nic nie zrobił! Pomógł mi! — wrzasnęłam najgłośniej jak potrafiłam. Nie był to może jakiś oszałamiający krzyk, ale przynajmniej teraz mnie usłyszeli. Wtuliłam się w Jensa, mocząc go łzami, których nie czułam przez ten okropny ból w nodze. Mimo, że podpierałam się na tej drugiej, ból nadal nie dawał mi spokoju. Zacisnęłam szczęki i starałam się go ignorować.
— On jest dobry! Jest inni niż reszta Niemców, więc niech pani przestanie go obrażać! — dodałam jeszcze, zanim na dobre się rozszlochałam.
Jens?
— Jak dużo złego jeszcze chcecie wyrządzić na tym świecie?! — wrzasnęła pani Maria. Wcześniej też coś krzyczała, ale dopiero teraz słyszałam wszystko wyraźniej. Otwarłam oczy szeroko.
Nie pozwolę go obrażać. Przecież mnie uratował, prawda?
— Proszę go zostawić w spokoju! — wrzasnęłam, ale mnie nie usłyszeli. Zastanawiałam się, co zrobić, aby przestali się kłócić.
— Ma pani rację. Choćbym chciał, nie zmienię tego kim jestem — odparł smutno Jens.
Podniosłam się z krzesła, ale gdy tylko dotknęłam stopami ziemi z hukiem na nią upadłam. Noga zaczęła boleć jeszcze bardziej. Oboje natychmiast rzucili się, żeby pomóc mi wstać, a ja pozwoliłam im się podnieść. Niczym szmaciana lalka pozwoliłam z powrotem posadzić się na krześle.
— Powinieneś zginąć! Dla takich jak ty nie ma miejsca w dobrym, bożym świecie! — warknęła pani Maria, a ja ostatkami sił podniosłam się do góry i wszczepiłam dłońmi w ubranie Jensa.
— Niech go pani zostawi w spkoju! On nic nie zrobił! Pomógł mi! — wrzasnęłam najgłośniej jak potrafiłam. Nie był to może jakiś oszałamiający krzyk, ale przynajmniej teraz mnie usłyszeli. Wtuliłam się w Jensa, mocząc go łzami, których nie czułam przez ten okropny ból w nodze. Mimo, że podpierałam się na tej drugiej, ból nadal nie dawał mi spokoju. Zacisnęłam szczęki i starałam się go ignorować.
— On jest dobry! Jest inni niż reszta Niemców, więc niech pani przestanie go obrażać! — dodałam jeszcze, zanim na dobre się rozszlochałam.
Jens?
2.08.2017
Od Jens'a cd. od Kasi
Nie wiem co zrobiłem, ale coś zrobić przecież musiałem. Popatrzyłem na zdezorientowaną dziewczynę którą prowadziłem pod ręką. Nie odezwała się ani słowem podczas drogi, wręcz co jakiś czas próbowała się wyrywać. Chyba nie docierało do niej co się dzieje. Była bardzo słaba, ten wielki byk w niemieckim mundurze pokopał ją niczym szmacianą lalkę. Jak cholerną świnią trzeba być żeby tak zgnoić człowieka, tym bardziej kobietę. Łzy napływały mi do oczu gdy patrzyłem na nią w takim stanie, dlatego też nie spojrzałem na nią więcej podczas całej drogi. Po prostu ja prowadziłem w ciszy, do kwiaciarni. Gdy weszliśmy od razu dostrzegłem panią Marię. Kobieta otworzyła szeroko oczy i rzuciła na podłogę kwiaty które właśnie wiązała. Po czym podbiegła do nas i dotykając policzka Kasi w końcu wydusiła z siebie:
- Kasiu... - była przerażona tym jak wygląda dziewczyna.
Posadziłem Kasię na krześle, i odezwałem się do niej:
- Kasiu... żyjesz?
Ta jednak popatrzyła na mnie jak na kogoś obcego, ale po chwili zaczęła odzyskiwać świadomość:
- Ja.... - wyjąkała po czym wybuchła płaczem.
Pani Maria od razu zaczęła ją tulić, i szlochać z nią. Ja stałem i patrzyłem. Pani Maria w końcu oderwała się od Kasi i podeszła do mnie popychając:
- Ty durny psie! Co żeś narobił?!
Cofnąłem się nieco i zacząłem się tłumaczyć:
- Ja... ja ni..
- Wiedziałam że twoja obecność nie wróży niczego dobrego! W końcu czego dobrego można się spodziewać po jednym z nich!
Złapałem jej dłonie i ścisnąłem , aby przestała nimi machać i się uspokoiła.
- Niech mnie pani pos...
Ta jednak się wyrwała i nie dała mi dojść do słowa:
- Jak dużo złego jeszcze chcecie wyrządzić na tym świecie?!
Gdzieś z tyłu słyszałem głos Kasi która krzyczała coś do starszej kobiety, jednak jej głos nie przebijał się przez krzyki kobiety.
Spuściłem głowę.
- Ma pani rację. - w końcu wymruczałem. - Choćbym chciał nie zmienię tego kim jestem...
Kasiu?
- Kasiu... - była przerażona tym jak wygląda dziewczyna.
Posadziłem Kasię na krześle, i odezwałem się do niej:
- Kasiu... żyjesz?
Ta jednak popatrzyła na mnie jak na kogoś obcego, ale po chwili zaczęła odzyskiwać świadomość:
- Ja.... - wyjąkała po czym wybuchła płaczem.
Pani Maria od razu zaczęła ją tulić, i szlochać z nią. Ja stałem i patrzyłem. Pani Maria w końcu oderwała się od Kasi i podeszła do mnie popychając:
- Ty durny psie! Co żeś narobił?!
Cofnąłem się nieco i zacząłem się tłumaczyć:
- Ja... ja ni..
- Wiedziałam że twoja obecność nie wróży niczego dobrego! W końcu czego dobrego można się spodziewać po jednym z nich!
Złapałem jej dłonie i ścisnąłem , aby przestała nimi machać i się uspokoiła.
- Niech mnie pani pos...
Ta jednak się wyrwała i nie dała mi dojść do słowa:
- Jak dużo złego jeszcze chcecie wyrządzić na tym świecie?!
Gdzieś z tyłu słyszałem głos Kasi która krzyczała coś do starszej kobiety, jednak jej głos nie przebijał się przez krzyki kobiety.
Spuściłem głowę.
- Ma pani rację. - w końcu wymruczałem. - Choćbym chciał nie zmienię tego kim jestem...
Kasiu?
26.07.2017
od Kasi c.d od Jens'a
Wiedziałam, że nie powinnam była za nim iść. Co z tego, że był niemieckim żołnierzem? Coś mnie do niego ciągnęło. Był inny, przynajmniej tak mi się zdawało. On płakał. Był jedynym Niemcem, który się przy mnie rozpłakał. To było... Dziwne. Tak naprawdę nikt przy mnie nie płakał. Nigdy. A on? Jakby ukazał mi część siebie.
— Zostaw mnie! — wrzasnęłam, gdy jakiś Niemiec zaczął przeszukiwać moje kieszenie. Próbowałam go odtrącić, ale trzymał mnie w mocnym uścisku. Gdy się schylał, splunęłam na niego z grymasem obrzydzenia i wściekłości na twarzy.
Niemiec szybko się podniósł.
Rozległ się dźwięk policzkowania.
Przez chwilę tak stałam, czując ból na prawym policzku.
Ale potem dotarło do mnie, że ja nie mam już szans. Zabiorą mnie do obozu i tam zginę. Z przepracowania. Z głodu. I pani Maria... Ona zostanie sama.
Tego było już za dużo. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Zaczęłam cicho szlochać.
Ale ja nie mogę tak po prostu się poddać.
Katarzyna Wiśniewska nie poddaje się bez walki.
Szarpałam się i krzyczałam, kopałam, gryzłam i drapałam. Próbowałam wydostać się ze stalowego uścisku tego Niemca.
— Zostaw mnie! Pani Maria nie poradzi sobie beze mnie! Ty bękarcie świni! Pomiocie szatańskich sił! Cholerna istoto! Puszczaj mnie! — rozległy się wrzaski, które chyba były moje, ale głos brzmiał dziwnie obco. Otworzyłam zaciśnięte powieki i za tym Niemcem zobaczyłam Jensa. Już chciałam go zawołać, ale poczułam ogromny ból w ramieniu... Nodze... Głowie... Pięści Niemca atakowały każdy centymetr mojego ciała. Upadłam na ziemię, a on po prostu mnie kopał, w twarz, nogi, ręce...
— Dosyć — odezwał się ktoś po niemiecku, a ja ostatkiem sił otworzyłam oczy mokre od łez. Jens trzymał tego Niemca za ramię. — Dosyć, ja ją wezmę.
— Ona idzie do obozu — warknął ten Niemiec i kopnął mnie jeszcze raz.
Czyjaś ręka mnie podniosła.
— Idzie ze mną — odparł Jens i przycisnął mnie do siebie.
— Oddawaj ją, gówniarzu. — Znowu mną szarpnęli, ale już po chwili poczułam, jak moje nogi, popędzane przez kogoś obok. Zacisnęłam powieki i przez łzy zaczęłam się cicho modlić. Prowadzą mnie do samochodu. Zginę w obozie. Pani Maria zostanie sama. Kto jej pomoże przy kwiaciarni?
Usłyszałam dzwonek i poczułam słodki zapach kwiatów.
— Kasiu? — to pani Maria. To jej głos.
— Kasia? Żyjesz? — a to na pewno Jens.
— Ja... — to jedyne, co mogłam z siebie wykrztusić. Potem wybuchnęłam tylko głośnym, bezradnym płaczem.
Jens?
— Zostaw mnie! — wrzasnęłam, gdy jakiś Niemiec zaczął przeszukiwać moje kieszenie. Próbowałam go odtrącić, ale trzymał mnie w mocnym uścisku. Gdy się schylał, splunęłam na niego z grymasem obrzydzenia i wściekłości na twarzy.
Niemiec szybko się podniósł.
Rozległ się dźwięk policzkowania.
Przez chwilę tak stałam, czując ból na prawym policzku.
Ale potem dotarło do mnie, że ja nie mam już szans. Zabiorą mnie do obozu i tam zginę. Z przepracowania. Z głodu. I pani Maria... Ona zostanie sama.
Tego było już za dużo. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Zaczęłam cicho szlochać.
Ale ja nie mogę tak po prostu się poddać.
Katarzyna Wiśniewska nie poddaje się bez walki.
Szarpałam się i krzyczałam, kopałam, gryzłam i drapałam. Próbowałam wydostać się ze stalowego uścisku tego Niemca.
— Zostaw mnie! Pani Maria nie poradzi sobie beze mnie! Ty bękarcie świni! Pomiocie szatańskich sił! Cholerna istoto! Puszczaj mnie! — rozległy się wrzaski, które chyba były moje, ale głos brzmiał dziwnie obco. Otworzyłam zaciśnięte powieki i za tym Niemcem zobaczyłam Jensa. Już chciałam go zawołać, ale poczułam ogromny ból w ramieniu... Nodze... Głowie... Pięści Niemca atakowały każdy centymetr mojego ciała. Upadłam na ziemię, a on po prostu mnie kopał, w twarz, nogi, ręce...
— Dosyć — odezwał się ktoś po niemiecku, a ja ostatkiem sił otworzyłam oczy mokre od łez. Jens trzymał tego Niemca za ramię. — Dosyć, ja ją wezmę.
— Ona idzie do obozu — warknął ten Niemiec i kopnął mnie jeszcze raz.
Czyjaś ręka mnie podniosła.
— Idzie ze mną — odparł Jens i przycisnął mnie do siebie.
— Oddawaj ją, gówniarzu. — Znowu mną szarpnęli, ale już po chwili poczułam, jak moje nogi, popędzane przez kogoś obok. Zacisnęłam powieki i przez łzy zaczęłam się cicho modlić. Prowadzą mnie do samochodu. Zginę w obozie. Pani Maria zostanie sama. Kto jej pomoże przy kwiaciarni?
Usłyszałam dzwonek i poczułam słodki zapach kwiatów.
— Kasiu? — to pani Maria. To jej głos.
— Kasia? Żyjesz? — a to na pewno Jens.
— Ja... — to jedyne, co mogłam z siebie wykrztusić. Potem wybuchnęłam tylko głośnym, bezradnym płaczem.
Jens?
25.07.2017
od Jens'a c.d od Kasi
Szkoda mi było że musiałem tak olać osobę która mi pomogła. Ale tak będzie lepiej, i dla mnie i dla niej. Ja wrócę do swojego parszywego świata a ona zostanie w swoim.
Wypadłem z kwiaciarni tak szybko jak się zjawiłem, i skierowałem się z powrotem do UB. Pan Roderich pozwolił mi tutaj przyjść pod warunkiem że zjawię się z powrotem równo o 12.00. Zostało mi pół godziny. Tak bardzo nie chciałem tam wracać, jednak pomyślałem ze wykorzystam te pół godziny najlepiej jak umiem. W końcu ostatnio coraz rzadziej mam takie okazję. Ale co można zrobić przez pół godziny?
Skończyło się na tym że najzwyczajniej w świecie spacerowałem sobie po Warszawie obserwując ludzi i budynki. Patrzyłem się na żyjących sowim życiem cywilów, śpieszących się w różnorakie miejsca. Co ja bym dał żeby się z nimi zamienić. Żeby w pośpiechu gonić po świeże bułki dla bliskich. Żeby mieć jakichkolwiek bliskich.
Nagle zobaczyłem grupkę niemieckich żołnierzy którzy minęli mnie nie spoglądając nawet na mnie. Obejrzałem się jednak za nimi, coś było nie tak po co ich tu aż tyle? Zaraz potem przyjechała więzienna ciężarówka. Nagle zaczęli drzeć japę najgłośniej jak umieli, i zaczęli zaganiać przypadkowych przechodniów pod ścianę białej kamienicy. Poustawiali ich wszystkich w rządku i zaczęli przeszukiwać. Bezwstydne świnie, nazywają się żołnierzami a tak naprawdę nie są nikim więcej jak złodziejami. Nie mogłem nic zrobić ci ludzie znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, możliwe że stałbym tam teraz z nimi gdyby nie mój niemiecki mundur. Postanowiłem odejść zanim któryś z uwięzionych zacznie się szarpać za co zostanie pobity do nieprzytomności. Nie chciałbym tego zobaczyć, czasami lepiej odwrócić wzrok, chociaż to zwykłe tchórzostwo. Jednak nie zdążyłem odejść kiedy zauważyłem że jedna z kobiet błagała jednego z żołnierzy aby ją wypuścił, przyjrzałem się nieco dokładniej i ujrzałem znajomą twarz i gęste falowane włosy. To była Kasia. Automatycznie ruszyłem w kierunku łapanki ale co ja jeden mogę zrobić? Los tych ludzi jest już przesądzony, nie wiem co Kasia musiałaby zrobić aby ją wypuścili.
Nie powinienem na to patrzeć, powinienem wrócić do Rodericha. Powinienem odwrócić wzrok i odejść aby być na czas, widziałem już przecież gorsze rzeczy, tłumaczyłem sobie abym zawrócił, jednak moje ciało nie słuchało i już po chwili pojawiłem się obok niemieckich żołnierzy, bez żadnego planu, spojrzałem na przestraszona Kasię.
Kasia?
Wypadłem z kwiaciarni tak szybko jak się zjawiłem, i skierowałem się z powrotem do UB. Pan Roderich pozwolił mi tutaj przyjść pod warunkiem że zjawię się z powrotem równo o 12.00. Zostało mi pół godziny. Tak bardzo nie chciałem tam wracać, jednak pomyślałem ze wykorzystam te pół godziny najlepiej jak umiem. W końcu ostatnio coraz rzadziej mam takie okazję. Ale co można zrobić przez pół godziny?
Skończyło się na tym że najzwyczajniej w świecie spacerowałem sobie po Warszawie obserwując ludzi i budynki. Patrzyłem się na żyjących sowim życiem cywilów, śpieszących się w różnorakie miejsca. Co ja bym dał żeby się z nimi zamienić. Żeby w pośpiechu gonić po świeże bułki dla bliskich. Żeby mieć jakichkolwiek bliskich.
Nagle zobaczyłem grupkę niemieckich żołnierzy którzy minęli mnie nie spoglądając nawet na mnie. Obejrzałem się jednak za nimi, coś było nie tak po co ich tu aż tyle? Zaraz potem przyjechała więzienna ciężarówka. Nagle zaczęli drzeć japę najgłośniej jak umieli, i zaczęli zaganiać przypadkowych przechodniów pod ścianę białej kamienicy. Poustawiali ich wszystkich w rządku i zaczęli przeszukiwać. Bezwstydne świnie, nazywają się żołnierzami a tak naprawdę nie są nikim więcej jak złodziejami. Nie mogłem nic zrobić ci ludzie znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, możliwe że stałbym tam teraz z nimi gdyby nie mój niemiecki mundur. Postanowiłem odejść zanim któryś z uwięzionych zacznie się szarpać za co zostanie pobity do nieprzytomności. Nie chciałbym tego zobaczyć, czasami lepiej odwrócić wzrok, chociaż to zwykłe tchórzostwo. Jednak nie zdążyłem odejść kiedy zauważyłem że jedna z kobiet błagała jednego z żołnierzy aby ją wypuścił, przyjrzałem się nieco dokładniej i ujrzałem znajomą twarz i gęste falowane włosy. To była Kasia. Automatycznie ruszyłem w kierunku łapanki ale co ja jeden mogę zrobić? Los tych ludzi jest już przesądzony, nie wiem co Kasia musiałaby zrobić aby ją wypuścili.
Nie powinienem na to patrzeć, powinienem wrócić do Rodericha. Powinienem odwrócić wzrok i odejść aby być na czas, widziałem już przecież gorsze rzeczy, tłumaczyłem sobie abym zawrócił, jednak moje ciało nie słuchało i już po chwili pojawiłem się obok niemieckich żołnierzy, bez żadnego planu, spojrzałem na przestraszona Kasię.
Kasia?
22.07.2017
od Kasi c.d od Jens'a
Zaniemówiłam na chwilę, ale zaraz znowu się uśmiechnęłam. Oparłam ręce pod boki, przechyliłam głowę w bok i spojrzałam na niego.
— Czyli teraz tak po prostu mnie zostawisz? — zapytałam żartobliwym tonem. — Chcesz uciec od prania mojej chustki?
Zmarszczył brwi, ale nadal z uśmiechem.
— Oh, daj spokój. Żartowałam — zaśmiałam się. Moje żarty robią się coraz gorsze, to zły znak.
Zapadła chwila ciszy, przerywana tylko odgłosami kroków pani Marii, która formowała właśnie bukiet z róż i tulipanów.
— Czyli to pożegnanie?— powiedziałam.— Już się nie spotkamy?
— Raczej nie — odparł.
— Szkoda. Ale jak coś, pamiętaj, moja chustka służy pomocą.
Nikt się nie zaśmiał, znowu palnęłam głupim żartem.
Jens był... Ciekawy. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś takiego, zwłaszcza Niemca. Takiego kogoś, kto pokazał mi swoje łzy. Większość smutnych ludzi maskowała się sztucznym uśmiechem, ale nie on. Po prostu się wypłakał.
— Także... Do widzenia — pożegnał się i odwrócił na pięcie, żeby odejść, a ja niepostrzeżenie włożyłam mu swoją chustkę do kieszeni.
Kto wie, może mu się przyda?
Jens?
— Czyli teraz tak po prostu mnie zostawisz? — zapytałam żartobliwym tonem. — Chcesz uciec od prania mojej chustki?
Zmarszczył brwi, ale nadal z uśmiechem.
— Oh, daj spokój. Żartowałam — zaśmiałam się. Moje żarty robią się coraz gorsze, to zły znak.
Zapadła chwila ciszy, przerywana tylko odgłosami kroków pani Marii, która formowała właśnie bukiet z róż i tulipanów.
— Czyli to pożegnanie?— powiedziałam.— Już się nie spotkamy?
— Raczej nie — odparł.
— Szkoda. Ale jak coś, pamiętaj, moja chustka służy pomocą.
Nikt się nie zaśmiał, znowu palnęłam głupim żartem.
Jens był... Ciekawy. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś takiego, zwłaszcza Niemca. Takiego kogoś, kto pokazał mi swoje łzy. Większość smutnych ludzi maskowała się sztucznym uśmiechem, ale nie on. Po prostu się wypłakał.
— Także... Do widzenia — pożegnał się i odwrócił na pięcie, żeby odejść, a ja niepostrzeżenie włożyłam mu swoją chustkę do kieszeni.
Kto wie, może mu się przyda?
Jens?
21.07.2017
od Jens'a c.d od Kasi
- Możesz tu zostać jeśli chcesz.
Popatrzyłem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś taka dobra. Dziękuję że pozwoliłaś mi tu być, wypłakać się.
Wstałem i podszedłem do lusterka które akurat miała zawieszone w pokoju, na widok swojej jak zwykle spuchniętej po płaczu twarzy uśmiechnąłem się nerwowo sam do swojego odbicia.
- Cóż za żałosny widok.
Dziewczyna już wzięła oddech aby mi odpowiedzieć ale zanim to zrobiła odwróciłem się do niej mówiąc:
- Proszę nic nie mów, i tak wstydzę się że widzisz mnie w takim stanie. - westchnąłem - I to na naszym pierwszym spotkaniu.
Podniosłem pistolet który leżał pozostawiony samemu sobie na ziemi, i schowałem go tam gdzie jego miejsce. Nagle usłyszeliśmy głos tej starszej kobiety:
- Kasiu! Chodź tu prędko! Kolejni żołnierze.
Ta natychmiast się zerwała jednak złapałem ją za ramię a ona odwróciła się w moja stronę:
- To po mnie. Dziękuję ci za to spotkanie, nie wychodź tam. Wróć do swojego życia, przepraszam że ci je tak nagle zakłóciłem. Po czym wyprzedziłem ją i wybiegłem z pokoju, z powrotem do kwiaciarni, tak jak myślałem. Te same znajome wkurwione twarze.
- Cześć chłopaki. - uśmiechnąłem się delikatnie pociągając nosem.
- Tylko ty kurwa umiesz takiego burdelu narobić. - skomentował jeden z nich i wyciągnął broń. Wtedy drugi go powstrzymał przypominając że dowódca kazał im przyprowadzić mnie żywego.
Pochwycili mnie i wyprowadzili jak jeńca. Dziewczyna nie posłuchała mnie i nie zaczekała aż sobie pójdziemy wyszła z pokoju zaraz po tym jak zaczęli mnie szarpać ciągnąc do wyjścia.
- Do widzenia Kasiu. - powiedziałem zanim ci wypchnęli mnie przez próg.
Zaprowadzili mnie z powrotem na miejsce z którego uciekłem, widziałem że Kasia wybiegła za nami z kwiaciarni jednak pani Maria ją zatrzymała.
***
( To co się działo potem jest opisywane w opowiadaniach między Jense'm a Roderichem )
***
Minął jakiś tydzień od tego zajścia. W moim życiu działo się przez ten czas tak wiele że całkowicie zapomniałem o zdarzeniu w kwiaciarni. Teraz dopiero, gdy jakimś cudem zaczynam porządkować swoje myśli, przypomniałem sobie o Kasi, której przecież wypłakałem wszystkie swoje żale nawet jej nie znając. Pojawiłem się żeby zrobić zamęt a zaraz potem zniknąłem. Chyba należą jej się jakieś wyjaśnienia. Postanowiłem więc że udam się do tej pamiętnej kwiaciarni gdzie wszystko się zaczęło.
Gdy wszedłem od razu zauważyłem niepokój w oczach pani Mari, bo to ona zobaczyła mnie pierwsza, automatycznie krzyknęła: Kasiu! Pozwól tu na sekundkę.
Kasia wyszła z pokoju w którym siedzieliśmy tamtego dnia, a gdy mnie zobaczyła na chwile zaniemówiła. Uśmiechnąłem się:
- Czy mają tu panie jakieś tulipany?
Dziewczyna podeszła do mnie powoli i dotknęła mojego policzka, a w jej oczach widziałem mnóstwo pytań.
- Ale.. jak? -wydusiła w końcu z siebie.
- Nieważne. Opowiem kiedy indziej, chciałbym abyś chociaż przez jedno spotkanie widziała mnie normalnego. Nie wróciłem tu po to aby ci coś wyjaśniać, chciałem ci tylko jeszcze raz podziękować i tez.... przeprosić. Nie potrzebnie pojawiłem się tak nagle i wpakowałem się z ,,brudnymi buciorami " w twoje życie. Obiecuje że to się więcej nie powtórzy. - powiedziałem uśmiechając się.
Kasia?
Popatrzyłem na nią i uśmiechnąłem się.
- Jesteś taka dobra. Dziękuję że pozwoliłaś mi tu być, wypłakać się.
Wstałem i podszedłem do lusterka które akurat miała zawieszone w pokoju, na widok swojej jak zwykle spuchniętej po płaczu twarzy uśmiechnąłem się nerwowo sam do swojego odbicia.
- Cóż za żałosny widok.
Dziewczyna już wzięła oddech aby mi odpowiedzieć ale zanim to zrobiła odwróciłem się do niej mówiąc:
- Proszę nic nie mów, i tak wstydzę się że widzisz mnie w takim stanie. - westchnąłem - I to na naszym pierwszym spotkaniu.
Podniosłem pistolet który leżał pozostawiony samemu sobie na ziemi, i schowałem go tam gdzie jego miejsce. Nagle usłyszeliśmy głos tej starszej kobiety:
- Kasiu! Chodź tu prędko! Kolejni żołnierze.
Ta natychmiast się zerwała jednak złapałem ją za ramię a ona odwróciła się w moja stronę:
- To po mnie. Dziękuję ci za to spotkanie, nie wychodź tam. Wróć do swojego życia, przepraszam że ci je tak nagle zakłóciłem. Po czym wyprzedziłem ją i wybiegłem z pokoju, z powrotem do kwiaciarni, tak jak myślałem. Te same znajome wkurwione twarze.
- Cześć chłopaki. - uśmiechnąłem się delikatnie pociągając nosem.
- Tylko ty kurwa umiesz takiego burdelu narobić. - skomentował jeden z nich i wyciągnął broń. Wtedy drugi go powstrzymał przypominając że dowódca kazał im przyprowadzić mnie żywego.
Pochwycili mnie i wyprowadzili jak jeńca. Dziewczyna nie posłuchała mnie i nie zaczekała aż sobie pójdziemy wyszła z pokoju zaraz po tym jak zaczęli mnie szarpać ciągnąc do wyjścia.
- Do widzenia Kasiu. - powiedziałem zanim ci wypchnęli mnie przez próg.
Zaprowadzili mnie z powrotem na miejsce z którego uciekłem, widziałem że Kasia wybiegła za nami z kwiaciarni jednak pani Maria ją zatrzymała.
***
( To co się działo potem jest opisywane w opowiadaniach między Jense'm a Roderichem )
***
Minął jakiś tydzień od tego zajścia. W moim życiu działo się przez ten czas tak wiele że całkowicie zapomniałem o zdarzeniu w kwiaciarni. Teraz dopiero, gdy jakimś cudem zaczynam porządkować swoje myśli, przypomniałem sobie o Kasi, której przecież wypłakałem wszystkie swoje żale nawet jej nie znając. Pojawiłem się żeby zrobić zamęt a zaraz potem zniknąłem. Chyba należą jej się jakieś wyjaśnienia. Postanowiłem więc że udam się do tej pamiętnej kwiaciarni gdzie wszystko się zaczęło.
Gdy wszedłem od razu zauważyłem niepokój w oczach pani Mari, bo to ona zobaczyła mnie pierwsza, automatycznie krzyknęła: Kasiu! Pozwól tu na sekundkę.
Kasia wyszła z pokoju w którym siedzieliśmy tamtego dnia, a gdy mnie zobaczyła na chwile zaniemówiła. Uśmiechnąłem się:
- Czy mają tu panie jakieś tulipany?
Dziewczyna podeszła do mnie powoli i dotknęła mojego policzka, a w jej oczach widziałem mnóstwo pytań.
- Ale.. jak? -wydusiła w końcu z siebie.
- Nieważne. Opowiem kiedy indziej, chciałbym abyś chociaż przez jedno spotkanie widziała mnie normalnego. Nie wróciłem tu po to aby ci coś wyjaśniać, chciałem ci tylko jeszcze raz podziękować i tez.... przeprosić. Nie potrzebnie pojawiłem się tak nagle i wpakowałem się z ,,brudnymi buciorami " w twoje życie. Obiecuje że to się więcej nie powtórzy. - powiedziałem uśmiechając się.
Kasia?
od Kasi c.d od Jens'a
Dosłownie wryło mnie w ziemię. Przez chwilę spoglądałam to na twarz Jens'a, to na podaną mi przez niego broń. Utkwiłam wzrok w oczach ciemnowłosego, szukając w nich zaprzeczenia, że on tylko sobie żartuje, ale nic takiego nie znalazłam.
Westchnęłam i położyłam mu rękę na ramieniu, ale po chwili skapitulowałam i ją cofnęłam. Wyciągnęłam mu z dłoni broń i rzuciłam ją na mój materac. Z kieszeni wyciągnęłam swoją chustkę, czystą i niedawno praną, po czym podeszłam do niego bliżej, stanęłam na palcach i otarłam mu nią łzy.
— Jens... Nie zrobię tego — zaczęłam najdelikatniej jak mogłam, ale on znowu spojrzał na mnie błagalnie.— Nie zabiję cię, nawet gdybyś tego bardzo chciał. Gdybyś mnie nawet błagał na kolanach, nie zrobię ci krzywdy. To nic dziwnego, że nie chcesz zabijać.
Jens próbował znowu schować twarz w dłoniach, ale powstrzymałam go, łapiąc go za nadgarstki.
— Nie wstydź się łez — powiedziałam, luzując uchwyt na jego nadgarstkach.— Nie masz czego, każdy płacze. No, proszę. Wypłacz się, tutaj możesz. Płacz, póki zabraknie ci łez.
Natychmiast wykonał moje polecenie. Przeźroczyste kropelki spływały mu po policzkach, a ja ocierałam je swoją chustką. Po chwili zastanowienia po prostu go przytuliłam. Nie odwzajemnił tego, spiął się, ale rozluźnił sekundę później.
Gdy przestał płakać, czyli po jakiś pięciu minutach, spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się pocieszająco.
— Lepiej? — zapytałam, a on kiwnął głową. Puściłam go.
Zaczęła się długa chwila ciszy, którą przerwał nikt inny jak ja.
— Możesz tu zostać, jeśli chcesz.
Jens?
Westchnęłam i położyłam mu rękę na ramieniu, ale po chwili skapitulowałam i ją cofnęłam. Wyciągnęłam mu z dłoni broń i rzuciłam ją na mój materac. Z kieszeni wyciągnęłam swoją chustkę, czystą i niedawno praną, po czym podeszłam do niego bliżej, stanęłam na palcach i otarłam mu nią łzy.
— Jens... Nie zrobię tego — zaczęłam najdelikatniej jak mogłam, ale on znowu spojrzał na mnie błagalnie.— Nie zabiję cię, nawet gdybyś tego bardzo chciał. Gdybyś mnie nawet błagał na kolanach, nie zrobię ci krzywdy. To nic dziwnego, że nie chcesz zabijać.
Jens próbował znowu schować twarz w dłoniach, ale powstrzymałam go, łapiąc go za nadgarstki.
— Nie wstydź się łez — powiedziałam, luzując uchwyt na jego nadgarstkach.— Nie masz czego, każdy płacze. No, proszę. Wypłacz się, tutaj możesz. Płacz, póki zabraknie ci łez.
Natychmiast wykonał moje polecenie. Przeźroczyste kropelki spływały mu po policzkach, a ja ocierałam je swoją chustką. Po chwili zastanowienia po prostu go przytuliłam. Nie odwzajemnił tego, spiął się, ale rozluźnił sekundę później.
Gdy przestał płakać, czyli po jakiś pięciu minutach, spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się pocieszająco.
— Lepiej? — zapytałam, a on kiwnął głową. Puściłam go.
Zaczęła się długa chwila ciszy, którą przerwał nikt inny jak ja.
— Możesz tu zostać, jeśli chcesz.
Jens?
20.07.2017
od Jens'a c.d od Kasi
- Jak cię zwą? - zapytała przyjaźnie dziewczyna. Rzadko zdarza się że Warszawianki odnoszą się do mnie tak łagodnie. Nie dziwię im się.
- Jens Kastner. Dziękuję że pani mnie przyjęła.
- Jaka tam pani, mów mi Kasia. Przed czym się chowasz ?
Spuściłem głowę patrząc w podłogę.
- Przed obowiązkami. - powiedziałem niczym małe dziecko, a do oczu już napłynęły mi łzy, jednak nie pokazałem jej tego dalej patrzyłem w podłogę. Czemu jestem taki żałosny.
Po moim ubiorze już na pewno zgadła kim jestem.
- Nie powinienem tu być. - powiedziałem nagle wstając i popatrzyłem na nią.- Jeśli mnie tu znajdą na pewno narobią wam kłopotów.
Podszedłem do drzwi, i już złapałem za klamkę jednak nie chciałem jej nacisnąć, nie chciałem z tąd wyjść, nie chcę tam wracać.
- Poczekaj, spokojnie . -złapała mnie za dłoń . - Nic złego się nie stanie, nie znajdą cię tu. Skąd mają wiedzieć że ukrywasz się akurat w kwiaciarni?
- Mój dowódca przeszuka całą Warszawę, tylko po to aby mnie znaleźć.
- Czemu miałoby mu tak zależeć na zwykłym szeregowcu? - domyśliła się po moim stroju.
- Bo ja nie potrafię być nawet zwykłym szeregowcem. - powiedziałem znowu unikając jej wzroku. Po czym oparłem się o ścianę i usiadłem na ziemi , chowając twarz w dłoniach, bo już miałem ochotę wybuchnąć płaczem. jednak nie zrobię tego, ta dziewczyna nie zobaczy mnie w takim stanie.
Usiadła obok mnie. I pozwoliła aby przez chwile nikt nic nie mówił. W końcu ja odsłoniłem twarz i zacząłem jej wszystko tłumaczyć. Nie wiem czy chciałem to po prostu z siebie wyrzucić, czy już po tak krótkiej rozmowie jej zaufałem.
- Znaleźliśmy żydów ukrywających się w kamienicy. Sierżant kazał wyprowadzić wszystkich jej mieszkańców, nawet tych którzy nie mieli o żydach żadnego pojęcia. Poustawiali ich przy ścianie, a nam dali karabiny, nie mogłem nawet na to patrzeć a tym bardziej wykonać rozkazu, zacząłem uciekać ile miałem sił w nogach. Nie chciałem patrzeć na twarze tych ludzi. Dwóch innych szeregowych próbowało mnie gonić, nawet do mnie strzelali, ale ja nie chciałem się nawet odwrócić. Zgubiłem ich. - popatrzyłem na dziewczynę. - Tam pod ścianą stoją dzieci, starcy, matki z noworodkami na rękach. Nie słyszałem żeby strzelali kiedy uciekałem. Pewnie sierżant kazał czekać na mnie. Aż wrócę, aż wykonam ten cholerny rozkaz. - teraz już nie mogłem się powstrzymać, łzy leciały mi po policzkach. Czułem wstyd, nie potrafię nawet powstrzymać jebanego płaczu.
Dziewczyna nie mówiła nic przez chwilę, patrzyła mi w oczy aż w końcu powiedziała:
- Przecież to chore! Ci ludzie nic nie zrobili...
- A teraz czekają aż wrócę, muszą tam stać. Pod tą pierdoloną ścianą.. te wszystkie dzieci... matki... schorowani ludzie. Na pewno już wszyscy wiedzą co ich czeka. A ja tylko przedłużam ich cierpienie. Czekanie na śmierć musi być okrutne.. - wymamrotałem chowając głowę w kolana.
- Dlaczego jesteś tam taki ważny?
- Mój dowódca mnie nienawidzi. To przyjaciel mojego przybranego ojca, obiecał mu że zrobi ze mnie żołnierza, ale to mu się nigdy nie uda... nie da się zrobić żołnierza z takiego śmiecia jak ja. Kiedy on zrozumie że to niemożliwe. Prędzej umrę, a nawet na to mi nie pozwalają.
Po tych słowach gwałtownie wstałem i zacząłem pośpiesznie wyciągać broń zza paska, i podałem jej mówiąc:
- Zabij mnie, błagam zabij mnie. Sam nie potrafię zrobić nawet tego. - wytarłem łzy i stanąłem nieco dalej. - Jeśli tego nie zrobisz wrócę tam i pozabijam tych wszystkich niewinnych ludzi.
Kasia?
- Jens Kastner. Dziękuję że pani mnie przyjęła.
- Jaka tam pani, mów mi Kasia. Przed czym się chowasz ?
Spuściłem głowę patrząc w podłogę.
- Przed obowiązkami. - powiedziałem niczym małe dziecko, a do oczu już napłynęły mi łzy, jednak nie pokazałem jej tego dalej patrzyłem w podłogę. Czemu jestem taki żałosny.
Po moim ubiorze już na pewno zgadła kim jestem.
- Nie powinienem tu być. - powiedziałem nagle wstając i popatrzyłem na nią.- Jeśli mnie tu znajdą na pewno narobią wam kłopotów.
Podszedłem do drzwi, i już złapałem za klamkę jednak nie chciałem jej nacisnąć, nie chciałem z tąd wyjść, nie chcę tam wracać.
- Poczekaj, spokojnie . -złapała mnie za dłoń . - Nic złego się nie stanie, nie znajdą cię tu. Skąd mają wiedzieć że ukrywasz się akurat w kwiaciarni?
- Mój dowódca przeszuka całą Warszawę, tylko po to aby mnie znaleźć.
- Czemu miałoby mu tak zależeć na zwykłym szeregowcu? - domyśliła się po moim stroju.
- Bo ja nie potrafię być nawet zwykłym szeregowcem. - powiedziałem znowu unikając jej wzroku. Po czym oparłem się o ścianę i usiadłem na ziemi , chowając twarz w dłoniach, bo już miałem ochotę wybuchnąć płaczem. jednak nie zrobię tego, ta dziewczyna nie zobaczy mnie w takim stanie.
Usiadła obok mnie. I pozwoliła aby przez chwile nikt nic nie mówił. W końcu ja odsłoniłem twarz i zacząłem jej wszystko tłumaczyć. Nie wiem czy chciałem to po prostu z siebie wyrzucić, czy już po tak krótkiej rozmowie jej zaufałem.
- Znaleźliśmy żydów ukrywających się w kamienicy. Sierżant kazał wyprowadzić wszystkich jej mieszkańców, nawet tych którzy nie mieli o żydach żadnego pojęcia. Poustawiali ich przy ścianie, a nam dali karabiny, nie mogłem nawet na to patrzeć a tym bardziej wykonać rozkazu, zacząłem uciekać ile miałem sił w nogach. Nie chciałem patrzeć na twarze tych ludzi. Dwóch innych szeregowych próbowało mnie gonić, nawet do mnie strzelali, ale ja nie chciałem się nawet odwrócić. Zgubiłem ich. - popatrzyłem na dziewczynę. - Tam pod ścianą stoją dzieci, starcy, matki z noworodkami na rękach. Nie słyszałem żeby strzelali kiedy uciekałem. Pewnie sierżant kazał czekać na mnie. Aż wrócę, aż wykonam ten cholerny rozkaz. - teraz już nie mogłem się powstrzymać, łzy leciały mi po policzkach. Czułem wstyd, nie potrafię nawet powstrzymać jebanego płaczu.
Dziewczyna nie mówiła nic przez chwilę, patrzyła mi w oczy aż w końcu powiedziała:
- Przecież to chore! Ci ludzie nic nie zrobili...
- A teraz czekają aż wrócę, muszą tam stać. Pod tą pierdoloną ścianą.. te wszystkie dzieci... matki... schorowani ludzie. Na pewno już wszyscy wiedzą co ich czeka. A ja tylko przedłużam ich cierpienie. Czekanie na śmierć musi być okrutne.. - wymamrotałem chowając głowę w kolana.
- Dlaczego jesteś tam taki ważny?
- Mój dowódca mnie nienawidzi. To przyjaciel mojego przybranego ojca, obiecał mu że zrobi ze mnie żołnierza, ale to mu się nigdy nie uda... nie da się zrobić żołnierza z takiego śmiecia jak ja. Kiedy on zrozumie że to niemożliwe. Prędzej umrę, a nawet na to mi nie pozwalają.
Po tych słowach gwałtownie wstałem i zacząłem pośpiesznie wyciągać broń zza paska, i podałem jej mówiąc:
- Zabij mnie, błagam zabij mnie. Sam nie potrafię zrobić nawet tego. - wytarłem łzy i stanąłem nieco dalej. - Jeśli tego nie zrobisz wrócę tam i pozabijam tych wszystkich niewinnych ludzi.
Kasia?
od Kasi do Jens'a
Obudziłam się dzisiaj bardzo wcześnie rano.
Gdy tylko otworzyłam oczy, poderwałam się z materaca i rozciągnęłam mocno. Ziewnęłam głęboko.
Przejechałam dłonią po włosach i westchnęłam. Całe w kołtunach. Natychmiast wzięłam się do czesania ich i ubierania się. Padło na szare spodnie i białą, poplamioną ziemią bluzkę. Założyłam swoje buciki i weszłam do kwiaciarni.
— Dzień dobry, Kasiu — przywitała się ze mną pani Maria, a ja odpowiedziałam jej tym samym i chwyciłam za miotłę, aby pozamiatać resztki ziemi zalegające na podłodze.
Przez jakiś czas po prostu rozmawiałyśmy o niczym, ale usłyszałyśmy dźwięk dzwonka, co oznaczało, że ktoś otworzył drzwi i właśnie wszedł do kwiaciarni. Poderwałam narychmiast wzrok i napotkałam spojrzenie ciemnowłosego chłopaka. Był mniej-więcej w moim wieku, ale za to był o wiele wyższy ode mnie. Mimo brązowych, prawie czarnych włosów zdecydowanie wyglądał mi na Niemca. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie, a ten postarał się to odwzajemnić, ale wyszedł mu tylko krzywy grymas. Ale starał się, widziałam to. Odłożyłam miotłę i podeszłam do niego.
— Witam, co pana tu sprowadza? — zapytałam po niemiecku, nie pozbywając się uśmiechu.
— Chowam się — wyjaśnił krótko w tym samym języku.
Kiwnęłam głową. Czy tylko mnie bawi to, że na kryjówkę wybrał kwiaciarnię?
— W takim razie nie możesz siedzieć w tym głównym pomieszczeniu. Przodem i pierwsze drzwi po prawej, zasłonięte dużą, zieloną rośliną — poinstruowałam go i zaczekałam, aż się tam znajdzie. Pani Maria wymieniła ze mną porozumiewawcze spojrzenia. Nie bałam się o kradzież, w moim pokoju nie było okien, a jedyne drzwi, jakie się tam znajdowały, to były te wejściowe, więc nie było powodów do obaw. Jedyne, co mnie zniecierpliwiało, to to, że to kolejna osoba o wiele wyższa ode mnie. Czy nie ma w tej Warszawie ani jednego niziołka oprócz mnie?
Odczekałam chwilę, zamiatając na powrót podłogę, a potem znowu odłożyłam miotłę i udałam się do swojego pokoju. Chłopak stał, nie za bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić.
— Siadaj, siadaj — powiedziałam przyjaznym tonem i wskazałam na materac. Spełnił moje polecenie, a ja oparłam się o ścianę. Tak lepiej, nie muszę zadzierać do góry głowy.
— Jak cię zwą? — zapytałam.
Jens? (Nie mam pojęcia, skąd wziął mi się motyw z chowaniem się XD)
Gdy tylko otworzyłam oczy, poderwałam się z materaca i rozciągnęłam mocno. Ziewnęłam głęboko.
Przejechałam dłonią po włosach i westchnęłam. Całe w kołtunach. Natychmiast wzięłam się do czesania ich i ubierania się. Padło na szare spodnie i białą, poplamioną ziemią bluzkę. Założyłam swoje buciki i weszłam do kwiaciarni.
— Dzień dobry, Kasiu — przywitała się ze mną pani Maria, a ja odpowiedziałam jej tym samym i chwyciłam za miotłę, aby pozamiatać resztki ziemi zalegające na podłodze.
Przez jakiś czas po prostu rozmawiałyśmy o niczym, ale usłyszałyśmy dźwięk dzwonka, co oznaczało, że ktoś otworzył drzwi i właśnie wszedł do kwiaciarni. Poderwałam narychmiast wzrok i napotkałam spojrzenie ciemnowłosego chłopaka. Był mniej-więcej w moim wieku, ale za to był o wiele wyższy ode mnie. Mimo brązowych, prawie czarnych włosów zdecydowanie wyglądał mi na Niemca. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie, a ten postarał się to odwzajemnić, ale wyszedł mu tylko krzywy grymas. Ale starał się, widziałam to. Odłożyłam miotłę i podeszłam do niego.
— Witam, co pana tu sprowadza? — zapytałam po niemiecku, nie pozbywając się uśmiechu.
— Chowam się — wyjaśnił krótko w tym samym języku.
Kiwnęłam głową. Czy tylko mnie bawi to, że na kryjówkę wybrał kwiaciarnię?
— W takim razie nie możesz siedzieć w tym głównym pomieszczeniu. Przodem i pierwsze drzwi po prawej, zasłonięte dużą, zieloną rośliną — poinstruowałam go i zaczekałam, aż się tam znajdzie. Pani Maria wymieniła ze mną porozumiewawcze spojrzenia. Nie bałam się o kradzież, w moim pokoju nie było okien, a jedyne drzwi, jakie się tam znajdowały, to były te wejściowe, więc nie było powodów do obaw. Jedyne, co mnie zniecierpliwiało, to to, że to kolejna osoba o wiele wyższa ode mnie. Czy nie ma w tej Warszawie ani jednego niziołka oprócz mnie?
Odczekałam chwilę, zamiatając na powrót podłogę, a potem znowu odłożyłam miotłę i udałam się do swojego pokoju. Chłopak stał, nie za bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić.
— Siadaj, siadaj — powiedziałam przyjaznym tonem i wskazałam na materac. Spełnił moje polecenie, a ja oparłam się o ścianę. Tak lepiej, nie muszę zadzierać do góry głowy.
— Jak cię zwą? — zapytałam.
Jens? (Nie mam pojęcia, skąd wziął mi się motyw z chowaniem się XD)
Subskrybuj:
Posty (Atom)