Pytanie chłopaka mocno mnie zdziwiło, gdyż nie sądziłem, że będzie chciał się ze mną jeszcze zadawać, po tym jak domyślił się, kim jestem.
- Jasne, jeśli chcesz- odparłem. Ruszyliśmy chodnikiem, przy którym znajdował się sklep i kilka innych budynków. Przez dość długi czas szliśmy w milczeniu, gdyż żaden z nas nie umiał znaleźć żadnego sensownego powodu do rozmowy.
- Często wymykasz się z getta?- zapytał nagle Matthias.
- To zależy. Zawsze szukam jakiegoś zajęcia tam, żeby zarobić trochę pieniędzy. A jak już mi się nie udaje, to w ostateczności muszę spróbować szczęścia poza jego murami- odparłem.
- Wiesz, co ci grozi, jak cię tutaj złapią?- w odpowiedzi na to pytanie pokiwałem jedynie z powagą głową.
- A właśnie, jak domyśliłeś się, że jestem żydem? Aż tak to widać?- zapytałem, ściszając maksymalnie głos, aby żadna z przechodzących obok osób nas nie usłyszała.
- Najbardziej podpowiedział mi ten twój tekst "dla kogoś takiego jak ja". Dodałem do tego jeszcze to, że jesteś wychudzony i masz duże cienie pod oczami. No i nie wyglądasz na kogoś specjalnie zamożnego, nawet na przeciętnie zarabiającego- Matthias był do bólu szczery, ale byłem mu wdzięczny. Przynajmniej wiedziałem już, że muszę zwracać większą uwagę na swój wygląd.
- Mieszkasz daleko stąd?- zmieniłem temat, bo ten zrobił się już dla mnie nieco niewygodny.
- Mam wrażenie, że w Warszawie wszędzie jest daleko- odparł chłopak, co nie było w zasadzie żadną odpowiedzią. Minął nas jakiś mężczyzna w niemieckim mundurze. Zauważyłem to, bo, jak pewnie wielu ludzi, byłem wyczulony na taki ubiór.
- Niezbyt dokładna odpowiedź- odparłem. Ledwo zdążyłem to powiedzieć, a na naszych oczach rozegrała się szokująca scena. Z jednej z uliczek wyszedł mężczyzna ubrany w płaszcz i kapelusz, który zasłaniał praktycznie całą twarz. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, wyjął broń, z której strzelił do niemieckiego żołnierza, a następnie porzucił ją. Powietrze rozdarł głośny krzyk Niemca, który od razu padł na ziemię jak nieżywy. Facet w płaszczu zawrócił i zaczął uciekać uliczką, z której wyszedł.
<Matthias? Mam ochotę rozkręcić akcją, a ty?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam&Matthias. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam&Matthias. Pokaż wszystkie posty
2.08.2017
1.08.2017
Od Matthiasa c.d. Adama
Popatrzyłem na chłopaka nie rozumiejąc kompletnie nie rozumiejąc o co mu chodzi. W końcu przecież nawet jeśli był kimś ważnym lub wręcz przeciwnie, nie powinien zwracać na to mojej uwagi i to było w jego interesie. Zdecydowałem się więc na ton filozofa, bo co mu miałem powiedzieć tak po prostu? Że go polubiłem? Nawet go nie znałem. Że to zbieg okoliczności? Bucowate.
- A kim ty jesteś takim, żebym nie mógł być? - odparłem pytaniem, na które on lekko się zakłopotał, widocznie nie chciał tego przyznać.
Najwidoczniej sam musiałem zgadnąć, co znów głupiego palnąłem. Przyjrzałem mu się oceniającym wzrokiem i jakby zapaliła mi się lampka w głowie. No tak. Może nie chcieć się przyznać, jeśli byłby żydem, a to jakoś wielce mi nie przeszkadzało. Wręcz byłoby mi to nader obojętne. Było to dość.. głupie? naiwne? idiotyczne? No własnie, nie umiałem na to znaleźć idealnego słowa. Większość mojego otoczenia to byli żołnierze, którzy prawdopodobnie każdego dnia zabijali takich jak on, no i co ja mogłem na to poradzić? Nic, byli to moi przyjaciele, rodzina, a mimo to ja byłem inny. W tym momencie miałem ochotę skakać ze szczęścia, że ojciec nie upierał się na moje pójście do wojska. Wtedy musiałbym jakoś zareagować, a teraz mogłem po prostu rżnąć głupa.
- A... to masz na myśli... - powiedziałem wolno w zamyśleniu i wzruszyłem ramionami - raczej jest mi to nader obojętne.
Zabrzmiało to nader głupio, jednak zwróciłem uwagę dopiero po fakcie. Na szczęście tylko ja to zrobiłem, jako wielki fan języka. Trochę moim zdaniem było niegrzeczne, że tak po prostu było mi to obojętne, ale z drugiej strony, gdyby wszystkim było to obojętne, to nie było by takich rzeczy jak getto, czyż nie? Chłopak jakby się nieco uspokoił, jednak wolałem zapytać z grzeczności czy jakoś go tym nie uraziłem. Ja i te moje łapanie się za słówka.
- Chyba nie masz mi tego za złe? - zapytałem z delikatnym uśmiechem.
Tak jest jak generalnie nie jesteś duszą towarzystwa i nagle próbujesz być dla kogoś miły i uśmiechnięty. Brunet pokręcił głową, więc ja wzruszyłem ramionami. Nagle mnie olśniło, zerknąłem na zegarek.
- Coś nie tak? Śpieszysz się? - zapytał przyglądając się mi.
Na co ja musiałem się zastanowić. W sumie to wcale się nie spieszyłem. Wręcz przeciwnie, miałem nadzieję, że ten debil umrze z głodu za to co zrobił.
- Nie, zastanawiałem się po prostu nad czymś... - odparłem po chwili zastanowienia dodałem - Mogę odprowadzić Cię kawałek? Miło mi się z tobą rozmawia, a chcę trochę przegłodzić swojego buca.
< Adam? >
- A kim ty jesteś takim, żebym nie mógł być? - odparłem pytaniem, na które on lekko się zakłopotał, widocznie nie chciał tego przyznać.
Najwidoczniej sam musiałem zgadnąć, co znów głupiego palnąłem. Przyjrzałem mu się oceniającym wzrokiem i jakby zapaliła mi się lampka w głowie. No tak. Może nie chcieć się przyznać, jeśli byłby żydem, a to jakoś wielce mi nie przeszkadzało. Wręcz byłoby mi to nader obojętne. Było to dość.. głupie? naiwne? idiotyczne? No własnie, nie umiałem na to znaleźć idealnego słowa. Większość mojego otoczenia to byli żołnierze, którzy prawdopodobnie każdego dnia zabijali takich jak on, no i co ja mogłem na to poradzić? Nic, byli to moi przyjaciele, rodzina, a mimo to ja byłem inny. W tym momencie miałem ochotę skakać ze szczęścia, że ojciec nie upierał się na moje pójście do wojska. Wtedy musiałbym jakoś zareagować, a teraz mogłem po prostu rżnąć głupa.
- A... to masz na myśli... - powiedziałem wolno w zamyśleniu i wzruszyłem ramionami - raczej jest mi to nader obojętne.
Zabrzmiało to nader głupio, jednak zwróciłem uwagę dopiero po fakcie. Na szczęście tylko ja to zrobiłem, jako wielki fan języka. Trochę moim zdaniem było niegrzeczne, że tak po prostu było mi to obojętne, ale z drugiej strony, gdyby wszystkim było to obojętne, to nie było by takich rzeczy jak getto, czyż nie? Chłopak jakby się nieco uspokoił, jednak wolałem zapytać z grzeczności czy jakoś go tym nie uraziłem. Ja i te moje łapanie się za słówka.
- Chyba nie masz mi tego za złe? - zapytałem z delikatnym uśmiechem.
Tak jest jak generalnie nie jesteś duszą towarzystwa i nagle próbujesz być dla kogoś miły i uśmiechnięty. Brunet pokręcił głową, więc ja wzruszyłem ramionami. Nagle mnie olśniło, zerknąłem na zegarek.
- Coś nie tak? Śpieszysz się? - zapytał przyglądając się mi.
Na co ja musiałem się zastanowić. W sumie to wcale się nie spieszyłem. Wręcz przeciwnie, miałem nadzieję, że ten debil umrze z głodu za to co zrobił.
- Nie, zastanawiałem się po prostu nad czymś... - odparłem po chwili zastanowienia dodałem - Mogę odprowadzić Cię kawałek? Miło mi się z tobą rozmawia, a chcę trochę przegłodzić swojego buca.
< Adam? >
30.07.2017
Od Adama c.d. Matthias
- Twój sąsiad ma dość... specyficzne metody działania- powiedziałem, siląc się na uśmiech.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo- prychnął Matthias. Na chwilę zapadła miedzy nami cisza, w czasie której toczyłem walkę z własnymi myślami. W końcu zdecydowałem się zapytać:
- Czy w takim razie chcesz... odzyskać swoje pieniądze?
Chłopak spojrzał na mnie tak, jakby zdążył już zapomnieć o ich istnieniu. Przez moment wyglądał nawet, jakby zapomniał i o moim istnieniu.
- A, nie... Nie jest tego przecież dużo, więc skoro już tutaj trafiłeś, dokończ swoje zakupy- powiedział obojętnym głosem. Zero wyrzutów, gniewu. Matthias robił wrażenie, jakby nic nie miało dla niego wielkiego znaczenia.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy- powiedziałem wreszcie po chwili.
- Taa... Tylko wiesz co? Jakbyś był tak miły i oddał mi potem sam portfel. Nie chce mi się kupować nowego- powiedział Matthias. Jego prośba tak mnie zdziwiła, że w odpowiedzi zdołałem jedynie pokiwać głową.
- Twoja kolej- rzucił po chwili. Spojrzałem na niego nic nierozumiejącym wzrokiem.
- Przepraszam, teraz pańska kolej- usłyszałem dziewczęcy głos gdzieś za mną. Odwróciłem się i spostrzegłem, że stoję jakiś metr od kasy, a przede mną nikogo nie ma. Podszedłem więc i zapłaciłem za chleb. Muszę przyznać, że czułem się naprawdę niezręcznie. Po zakupach zaczekałem na chłopaka i razem wyszliśmy ze sklepu, gdzie oddałem mu jego portfel. Nadal nie rozumiałem, dlaczego był dla mnie taki dobry.
- Jesteś Niemcem, prawda?- zapytałem ni stąd ni zowąd, zanim zdążyłem się pohamować.
- Tak, a co?
- Nic, tylko... zastanowiło mnie, dlaczego jesteś tak wspaniałomyślny dla kogoś takiego jak ja- powiedziałem to niechętnie. Niestety, tak już jest, że jak się powie "A" to trzeba też powiedzieć "B". Obym tylko nie narobił sobie kłopotów przez moją zbytnią ciekawość. W końcu to pierwszy stopień do piekła, a jeśli przypadkiem wyda się na przykład, że jestem z getta, będę miał prawdziwe, osobiste piekło tylko dla mnie.
<Matthias?>
- Nawet nie wiesz, jak bardzo- prychnął Matthias. Na chwilę zapadła miedzy nami cisza, w czasie której toczyłem walkę z własnymi myślami. W końcu zdecydowałem się zapytać:
- Czy w takim razie chcesz... odzyskać swoje pieniądze?
Chłopak spojrzał na mnie tak, jakby zdążył już zapomnieć o ich istnieniu. Przez moment wyglądał nawet, jakby zapomniał i o moim istnieniu.
- A, nie... Nie jest tego przecież dużo, więc skoro już tutaj trafiłeś, dokończ swoje zakupy- powiedział obojętnym głosem. Zero wyrzutów, gniewu. Matthias robił wrażenie, jakby nic nie miało dla niego wielkiego znaczenia.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy- powiedziałem wreszcie po chwili.
- Taa... Tylko wiesz co? Jakbyś był tak miły i oddał mi potem sam portfel. Nie chce mi się kupować nowego- powiedział Matthias. Jego prośba tak mnie zdziwiła, że w odpowiedzi zdołałem jedynie pokiwać głową.
- Twoja kolej- rzucił po chwili. Spojrzałem na niego nic nierozumiejącym wzrokiem.
- Przepraszam, teraz pańska kolej- usłyszałem dziewczęcy głos gdzieś za mną. Odwróciłem się i spostrzegłem, że stoję jakiś metr od kasy, a przede mną nikogo nie ma. Podszedłem więc i zapłaciłem za chleb. Muszę przyznać, że czułem się naprawdę niezręcznie. Po zakupach zaczekałem na chłopaka i razem wyszliśmy ze sklepu, gdzie oddałem mu jego portfel. Nadal nie rozumiałem, dlaczego był dla mnie taki dobry.
- Jesteś Niemcem, prawda?- zapytałem ni stąd ni zowąd, zanim zdążyłem się pohamować.
- Tak, a co?
- Nic, tylko... zastanowiło mnie, dlaczego jesteś tak wspaniałomyślny dla kogoś takiego jak ja- powiedziałem to niechętnie. Niestety, tak już jest, że jak się powie "A" to trzeba też powiedzieć "B". Obym tylko nie narobił sobie kłopotów przez moją zbytnią ciekawość. W końcu to pierwszy stopień do piekła, a jeśli przypadkiem wyda się na przykład, że jestem z getta, będę miał prawdziwe, osobiste piekło tylko dla mnie.
<Matthias?>
28.07.2017
Od Matthiasa c.d. Adama
Całą drogę z domu do sklepu powtarzałem pod nosem "Zabije tego cholernego buca". Po prostu nie mogłem uwierzyć, że ten palant serio karze mi iść do tego durnego sklepu. Podświadomie miałem nadzieję, że sam pójdzie, ale nie! Wręczył mi plik banknotów, zabrał mi klucze od mieszkania i powiedział, że mnie nie wpuści póki nie zrobię zakupów. Cholerny palant. Przebrnąłem przez alejki jak burza zgarniając produkty, których brakowało do pełnego wyposażenia kuchni i stanąłem w kolejce. Nie spodobała mi się jej długość. Okej, może przesadzałem i te pięć osób wcale nie było jakąś dużą liczbą, jednak zazwyczaj udawało mi się ominąć kolejki. Chodziłem do sklepu zazwyczaj w godzinach, kiedy większość ludzi była w pracy. Westchnąłem cicho.
- Zabiję tego cholernego skurwysyna - wymknęło mi się pod nosem, na co chłopak przede mną się wzdrygnął.
Dopiero w tym momencie zwróciłem na niego uwagę. Musiałem się chwilę zastanowić, by zorientować się skąd go znam. Przypomniałem sobie, że to był ten od portfela. No cóż... Trochę głupia sytuacja, ale jako, że jakaś kobieta robiła chyba zakupy życia, a ja nie miałem nic ciekawszego do roboty to postanowiłem się odezwać. W sumie moja strata. Uśmiechnąłem się lekko, by nie wyjść na tak wielkiego buca jak mój sąsiad.
- Hej.. - rzuciłem cicho, by nie zwracać większej uwagi innych klientów.
Chłopak niepewnie się odwrócił. Cały czas miałem wrażenie, że jest czymś przerażony.
- Em.. wszystko okej? - zapytałem.
Pokiwał energicznie głową, więc postanowiłem zignorować to głupie uczucie, może to po prostu moja głupia wyobraźnia płatała mi figle.
- Tak w ogóle jestem Matthias... - zarzuciłem wyciągając do niego dłoń.
- Adam - odparł chłopak z nerwowym uśmiechem ściskając moją rękę dość niepewnie.
Sytuacja zdawała mi się coraz bardziej dziwna, jednak jak miałem to w naturze po prostu to olałem.
- Mówiłeś, że nie idziesz na zakupy... - niepewnie zarzucił temat, na co ja uśmiechnąłem się z wdzięcznością.
Ja nie miałem żadnego pomysłu na temat do rozmowy, a ten jak najbardziej mi odpowiadał. Miałem ochotę trochę ponarzekać na Volkera.
- Tak, ale niestety mój sąsiad, dla którego też robię zakupy, a jest kompletnym chamem, wepchnął mi pieniądze do ręki i zamknął drzwi przed nosem. Niestety zabrał mi kluczę do mojego mieszkania i powiedział, że nie wpuści mnie póki nie zrobię zakupów. Wolałem nie spędzać nocy na dworze, więc musiałem się pośpieszyć przed zamknięciem. Straszny z niego gbur i pajac. Czasem jest nie do zniesienia - opowiedziałem mu całą historię i pozwoliłem sobie na chwilę marudzenia.
W sumie brzmiała ona dość zabawnie, gdyby nie to, że przytrafiła się mnie.
<Adam?>
- Zabiję tego cholernego skurwysyna - wymknęło mi się pod nosem, na co chłopak przede mną się wzdrygnął.
Dopiero w tym momencie zwróciłem na niego uwagę. Musiałem się chwilę zastanowić, by zorientować się skąd go znam. Przypomniałem sobie, że to był ten od portfela. No cóż... Trochę głupia sytuacja, ale jako, że jakaś kobieta robiła chyba zakupy życia, a ja nie miałem nic ciekawszego do roboty to postanowiłem się odezwać. W sumie moja strata. Uśmiechnąłem się lekko, by nie wyjść na tak wielkiego buca jak mój sąsiad.
- Hej.. - rzuciłem cicho, by nie zwracać większej uwagi innych klientów.
Chłopak niepewnie się odwrócił. Cały czas miałem wrażenie, że jest czymś przerażony.
- Em.. wszystko okej? - zapytałem.
Pokiwał energicznie głową, więc postanowiłem zignorować to głupie uczucie, może to po prostu moja głupia wyobraźnia płatała mi figle.
- Tak w ogóle jestem Matthias... - zarzuciłem wyciągając do niego dłoń.
- Adam - odparł chłopak z nerwowym uśmiechem ściskając moją rękę dość niepewnie.
Sytuacja zdawała mi się coraz bardziej dziwna, jednak jak miałem to w naturze po prostu to olałem.
- Mówiłeś, że nie idziesz na zakupy... - niepewnie zarzucił temat, na co ja uśmiechnąłem się z wdzięcznością.
Ja nie miałem żadnego pomysłu na temat do rozmowy, a ten jak najbardziej mi odpowiadał. Miałem ochotę trochę ponarzekać na Volkera.
- Tak, ale niestety mój sąsiad, dla którego też robię zakupy, a jest kompletnym chamem, wepchnął mi pieniądze do ręki i zamknął drzwi przed nosem. Niestety zabrał mi kluczę do mojego mieszkania i powiedział, że nie wpuści mnie póki nie zrobię zakupów. Wolałem nie spędzać nocy na dworze, więc musiałem się pośpieszyć przed zamknięciem. Straszny z niego gbur i pajac. Czasem jest nie do zniesienia - opowiedziałem mu całą historię i pozwoliłem sobie na chwilę marudzenia.
W sumie brzmiała ona dość zabawnie, gdyby nie to, że przytrafiła się mnie.
<Adam?>
Od Adama c.d. Matthias
Spodziewałem się dosłownie wszystkiego. Od dostania zwykłego ochrzanu, przez wezwanie policji, nawet po pobicie, choć sądząc po wyglądzie chłopaka, raczej nie byłby zdolny do tego ostatniego. W każdym razie na pewno nie myślałem, że tak po prostu pozwoli mi zabrać swój portfel z wszystkimi pieniędzmi. Początkowe niedowierzanie przerodziło się w euforię. Z trudem stłumiłem cichy głos wewnątrz mojej głowy, mówiący, że i tak powinienem oddać nie swoją własność. Wojna to nie czas na uczciwość ani wspaniałomyślność, chyba że cię na to stać. Widocznie tak było w przypadku tego chłopaka. Może dla niego ta kwota nie była zbyt wielka, ale dla mnie to był majątek.
- D- dziękuje...- wyjąkałem. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że mi się upiekło i do tego mogłem wziąć te pieniądze. Chłopak zdawał się mnie już nie słyszeć. Zawrócił i wyszedł z uliczki na jedną z większych ulic. Po chwili ja także to uczyniłem. Zająłem się odszukaniem pierwszego lepszego sklepu dla ludności polskiej, bo do tych niemieckich za bardzo bałem się wchodzić. Po jakimś czasie, idąc ulicą, spojrzałem przez szybę jednego z budynków. Po jego wyposażeniu od razu można było zauważyć, że to kolejny sklep, trochę większy niż poprzednie, które mijałem. Po krótkim zastanowieniu się, wszedłem do środka. Po sklepie krążyło kilku klientów. Starałem się ich wszystkich ignorować i zachowywać jak każdy normalny człowiek. Nie mogłem kupić rzeczy, które po powrocie do getta zwróciłyby na siebie uwagę, typu ziemniaki czy jakieś owoce. Postanowiłem przede wszystkim za wszystkie pieniądze kupić jak najwięcej pieczywa. Po dokładnym odliczeniu byłem pewien, że starczy mi aż na trzy bochenki chleba, co było dla mnie wtedy niewyobrażalną wprost ilością jedzenia. Po wzięciu ich skierowałem się od razu do lady sklepy i stanąłem za jednym z klientów, czekając na swoją kolej. Na początku wpatrywałem się w podłogę. W końcu jednak czas mi się dłużył i podniosłem głowę, aby trochę rozejrzeć się po sklepie. W tym samym czasie zamarłem, kiedy zobaczyłem znajomą postać zbliżającą się do lady. Po chwili dotarło do mnie, że jestem na samym końcu kolejki, więc chłopak stanie tuż za mną. Mimo że wcześnie pozwolił mi zatrzymać swoje pieniądze i tak przeszedł mnie dreszcz spowodowany strachem. Mogło mu się odmienić. Spostrzegłem, że ma ze sobą kilka rzeczy, które zamierza kupić. Trochę zbiło mnie to z tropu, bo miał przecież nie robić zakupów, dlatego oddał mi pieniądze. Choć w sumie to nie do końca moja sprawa. W tej chwili powinno mnie jedynie interesować, aby chłopak mnie nie rozpoznał, bo mogłoby to się źle skończyć. Wolną ręką naciągnąłem na głowę kaptur od bluzy tak mocno, jak tylko mogłem. Odwróciłem się tyłem, modląc się w duchu, aby chłopak mnie nie rozpoznał. Słyszałem jeszcze jak staje tuż za mną. Wstrzymałem na chwilę oddech, a potem powoli wypuściłem powietrze z płuc. Wyglądało na to, że nie zostałem rozpoznany. Błagałem, aby dziewczyna za ladą jak najszybciej skasowała produkty osób stojących przede mną.
<Matthias? Przypadkowe spotkanie na zakupach XD>
- D- dziękuje...- wyjąkałem. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że mi się upiekło i do tego mogłem wziąć te pieniądze. Chłopak zdawał się mnie już nie słyszeć. Zawrócił i wyszedł z uliczki na jedną z większych ulic. Po chwili ja także to uczyniłem. Zająłem się odszukaniem pierwszego lepszego sklepu dla ludności polskiej, bo do tych niemieckich za bardzo bałem się wchodzić. Po jakimś czasie, idąc ulicą, spojrzałem przez szybę jednego z budynków. Po jego wyposażeniu od razu można było zauważyć, że to kolejny sklep, trochę większy niż poprzednie, które mijałem. Po krótkim zastanowieniu się, wszedłem do środka. Po sklepie krążyło kilku klientów. Starałem się ich wszystkich ignorować i zachowywać jak każdy normalny człowiek. Nie mogłem kupić rzeczy, które po powrocie do getta zwróciłyby na siebie uwagę, typu ziemniaki czy jakieś owoce. Postanowiłem przede wszystkim za wszystkie pieniądze kupić jak najwięcej pieczywa. Po dokładnym odliczeniu byłem pewien, że starczy mi aż na trzy bochenki chleba, co było dla mnie wtedy niewyobrażalną wprost ilością jedzenia. Po wzięciu ich skierowałem się od razu do lady sklepy i stanąłem za jednym z klientów, czekając na swoją kolej. Na początku wpatrywałem się w podłogę. W końcu jednak czas mi się dłużył i podniosłem głowę, aby trochę rozejrzeć się po sklepie. W tym samym czasie zamarłem, kiedy zobaczyłem znajomą postać zbliżającą się do lady. Po chwili dotarło do mnie, że jestem na samym końcu kolejki, więc chłopak stanie tuż za mną. Mimo że wcześnie pozwolił mi zatrzymać swoje pieniądze i tak przeszedł mnie dreszcz spowodowany strachem. Mogło mu się odmienić. Spostrzegłem, że ma ze sobą kilka rzeczy, które zamierza kupić. Trochę zbiło mnie to z tropu, bo miał przecież nie robić zakupów, dlatego oddał mi pieniądze. Choć w sumie to nie do końca moja sprawa. W tej chwili powinno mnie jedynie interesować, aby chłopak mnie nie rozpoznał, bo mogłoby to się źle skończyć. Wolną ręką naciągnąłem na głowę kaptur od bluzy tak mocno, jak tylko mogłem. Odwróciłem się tyłem, modląc się w duchu, aby chłopak mnie nie rozpoznał. Słyszałem jeszcze jak staje tuż za mną. Wstrzymałem na chwilę oddech, a potem powoli wypuściłem powietrze z płuc. Wyglądało na to, że nie zostałem rozpoznany. Błagałem, aby dziewczyna za ladą jak najszybciej skasowała produkty osób stojących przede mną.
<Matthias? Przypadkowe spotkanie na zakupach XD>
27.07.2017
Od Matthiasa c.d. Adama
Normalna środa, nic szczególnego. Wstałem jak zawsze nieco po ósmej, odprawiłem moje poranne rytuały i siadłem do nauki, która zajęła mi parę godzin. Koło drugiej zrobiłem obiad, część zjadłem, a jego pozostałość zaniosłem Volkerowi. Wracał dzisiaj wcześniej i byłem pewny, że będzie umierał z głodu. Potem ruszyłem na lekcję historii, czyli jeden z nader obojętnych mi przedmiotów. Byłem prawie pewien, że wiele nowości się nie dowiem zważywszy na to, że dość często czytałem książki historyczne. Po kilku godzinach pracy z nauczycielem w końcu mogłem wrócić do domu.
Byłem już prawie w domu, kiedy przypomniałem sobie, że muszę zrobić zakupy, świetnie. Rozważyłem zrzucenie tego na mojego sąsiada, ale przypomniałem sobie, że niestety w tym tygodniu wypadała moja kolej, która odwlekałem już od dłuższego czasu. Przeszukałem kieszenie w poszukiwaniu portfela, jednak nigdzie go nie znalazłem. Świetnie po raz kolejny. Czyli nie było innej opcji, jak to, że wypadł mi po drodze, bo miałem go gdy wychodziłem od historyka. Wróciłem się po swoich śladach, na jednej z ulic przypomniało mi się, jak jeden kretyn prawie mnie potrącił. Był tam tylko jeden chłopak. Nic nie zobaczyłem na ziemi, więc postanowiłem spróbować zapytać go o to. Nie wiedząc jak zacząć rozmowę po prostu zawołałem "ej ty". Po krótkiej wymianie zdań brunet stwierdził, że nie widział mojego portfela. Stwierdziłem, że trudno i jednak Noah będzie musiał zrobić zakupy. Żadna strata. Rozejrzałem się jeszcze raz. Chłopak miał zamiar się oddalić, jednak nagle wywinął pięknego orła i wylądował na ziemi, a obok niego mój portfel. No cóż, nie dziwiłem się zbytnio. Byłby idiotą, gdyby go nie zabrał, w końcu nie było tam żadnych dokumentów. Nosiłem je w innym miejscu.
Podszedłem wolno, na co on zamarł. Po prostu podałem mu dłoń, on nader zaskoczony skorzystał z pomocy i wstał. Schyliłem się później po portfel, zerknąłem ile w nim było, w sumie nie dużo, dlatego po prostu wepchnąłem mu go w dłoń. Brunet patrzył na mnie oczami jak dwie monety.
- Czemu...? - zaczął pytanie, jednak nie dałem mu dokończyć.
Wzruszyłem ramionami by pokazać moją obojętność względem tego.
- Mam usprawiedliwienie, żeby nie iść na zakupy - odparłem obojętnie.
Zdecydowanie nie chciało mi się na nie iść.
<Adam? Taki ze mnie bogaty gnojek xd>
Od Adama c.d. Matthias
Szedłem ulicą, starając się wyglądać jak typowy warszawiak, Polak, ale nie żyd. Próbowałem zachowywać się w miarę naturalnie, ale tak naprawdę wewnątrz kamieniałem ze strachu za każdym razem, gdy mijałem kogoś w niemieckim mundurze. Za każdym razem odczuwałem irracjonalny lęk, który mówił mi, że ktoś wkrótce na pewno zwróci uwagę na mój wygląd. Bo wyglądałem jak wrak człowieka. Wychudzony (choć w ukryciu tego faktu pomagało mi moje ubranie) z podkrążonymi oczami i chorobliwie bladą cerą. Zaraz jednak starałem się uspokoić, że przecież tutaj jest mnóstw biedaków i żebraków, którzy wyglądają podobnie. Przecież nie mam na celu wypisane "ŻYD", prawda? Mimo moich prób uspokojenia się, kiedy z uliczki po mojej prawej stronie wyszedł niemiecki żołnierze, serce znowu mi przyspieszyło. Mężczyzna bez słowa jednak minął mnie i wyprzedził.
- Hej, ty, stój!- usłyszałem głos zza pleców i automatycznie zobaczyłem przed oczami obraz silnego, wysokiego i wąsatego niemieckiego żołnierza. Stanąłem sparaliżowany strachem, że to o mnie chodzi. Minęło mnie dwóch mężczyzn w niemieckich mundurach, oboje podobni do mojego wstępnego wyobrażenia. Oboje podeszli do mężczyzny, który wcześniej mnie wyprzedził i zaczęli z nim rozmawiać. Odetchnąłem z ulgą. Najwidoczniej niemieccy żołnierze nie grzeszyli grzecznością także w kontaktach między sobą. Mimo że wszystko się wyjaśniło, postanowiłem dla bezpieczeństwa skręcić w jakąś wyludnioną uliczkę, która oddzielała jakieś stare kamienice. Szedłem przed siebie, gorączkowo zastanawiając się, jak zdobyć pieniądze albo jedzenie. Wtem zauważyłem leżący na ziemi portfel. Bez zastanowienia sięgnąłem po niego i przejrzałem zawartość. Nie było w nim żadnych dokumentów, za to trochę pieniędzy. Ucieszyło mnie to, bo moje problemy na dziś się rozwiązały. Skoro nie znam właściciela, nie mogę go oddać. Znalezione, niekradzione. Schowałem portfel pod bluzą i zawróciłem. Planowałem od razu udać się do któregoś ze sklepów. Nagle w uliczkę skręcił jakiś chłopak. Normalnie nie zwróciłbym na niego uwagi, bo był raczej niski, blady i nie rzucał się zbytnio w oczy, ale jako że był tutaj jedyną osobą, nie licząc mnie, musiałem go zauważyć. Gdy się mijaliśmy chłopak robił wrażenie, jakby mnie nawet nie zauważył, co właściwie było mi na rękę.
- Ej, ty- usłyszałem jednak po chwili. Starając się wyglądać i brzmieć jak najbardziej obojętnie, odwróciłem się do tyłu.
- O co chodzi?- spytałem.
- Nie widziałeś gdzieś tutaj portfela?- zapytał chłopak obojętnie.
- Nie- odpowiedziałem, nim zdążyłem pomyśleć. Właściwie nie wiem, czemu tak powiedziałem. Może dlatego, że chłopak mimo podkrążonych oczu i bladej cery wyglądał, jakby mu się dobrze powodziło, a ja potrzebowałem pieniędzy. Jeszcze przed wybuchem wojny pewnie bez wahania oddałbym mu jego własność, ale teraz reguły gry się, niestety, zmieniły.
- Szkoda- powiedział chłopak, choć ani trochę nie wyglądał, jakby przejął się tą stratą. Ja natomiast zacząłem się czuć jak złodziej, choć nigdy nie chciałem nim być. Miałem wrażenie, że tamten chłopak zaraz znikąd domyśli się prawdy, więc odwróciłem się szybko, aby jak najszybciej stamtąd odejść. Traf chciał, że potknąłem się o coś wystającego z ziemi i przewróciłem, a z mojej kieszeni wypadł znaleziony przeze mnie wcześniej portfel.
<Matthias? Adam w roli złodzieja XD>
- Hej, ty, stój!- usłyszałem głos zza pleców i automatycznie zobaczyłem przed oczami obraz silnego, wysokiego i wąsatego niemieckiego żołnierza. Stanąłem sparaliżowany strachem, że to o mnie chodzi. Minęło mnie dwóch mężczyzn w niemieckich mundurach, oboje podobni do mojego wstępnego wyobrażenia. Oboje podeszli do mężczyzny, który wcześniej mnie wyprzedził i zaczęli z nim rozmawiać. Odetchnąłem z ulgą. Najwidoczniej niemieccy żołnierze nie grzeszyli grzecznością także w kontaktach między sobą. Mimo że wszystko się wyjaśniło, postanowiłem dla bezpieczeństwa skręcić w jakąś wyludnioną uliczkę, która oddzielała jakieś stare kamienice. Szedłem przed siebie, gorączkowo zastanawiając się, jak zdobyć pieniądze albo jedzenie. Wtem zauważyłem leżący na ziemi portfel. Bez zastanowienia sięgnąłem po niego i przejrzałem zawartość. Nie było w nim żadnych dokumentów, za to trochę pieniędzy. Ucieszyło mnie to, bo moje problemy na dziś się rozwiązały. Skoro nie znam właściciela, nie mogę go oddać. Znalezione, niekradzione. Schowałem portfel pod bluzą i zawróciłem. Planowałem od razu udać się do któregoś ze sklepów. Nagle w uliczkę skręcił jakiś chłopak. Normalnie nie zwróciłbym na niego uwagi, bo był raczej niski, blady i nie rzucał się zbytnio w oczy, ale jako że był tutaj jedyną osobą, nie licząc mnie, musiałem go zauważyć. Gdy się mijaliśmy chłopak robił wrażenie, jakby mnie nawet nie zauważył, co właściwie było mi na rękę.
- Ej, ty- usłyszałem jednak po chwili. Starając się wyglądać i brzmieć jak najbardziej obojętnie, odwróciłem się do tyłu.
- O co chodzi?- spytałem.
- Nie widziałeś gdzieś tutaj portfela?- zapytał chłopak obojętnie.
- Nie- odpowiedziałem, nim zdążyłem pomyśleć. Właściwie nie wiem, czemu tak powiedziałem. Może dlatego, że chłopak mimo podkrążonych oczu i bladej cery wyglądał, jakby mu się dobrze powodziło, a ja potrzebowałem pieniędzy. Jeszcze przed wybuchem wojny pewnie bez wahania oddałbym mu jego własność, ale teraz reguły gry się, niestety, zmieniły.
- Szkoda- powiedział chłopak, choć ani trochę nie wyglądał, jakby przejął się tą stratą. Ja natomiast zacząłem się czuć jak złodziej, choć nigdy nie chciałem nim być. Miałem wrażenie, że tamten chłopak zaraz znikąd domyśli się prawdy, więc odwróciłem się szybko, aby jak najszybciej stamtąd odejść. Traf chciał, że potknąłem się o coś wystającego z ziemi i przewróciłem, a z mojej kieszeni wypadł znaleziony przeze mnie wcześniej portfel.
<Matthias? Adam w roli złodzieja XD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)